Kiedy docieram do Grenoble, na moją głowę spada kubeł zimnej wody. Choć to znana miejscowość turystyczna, nie ma nikogo, kto mówiłby po angielsku czy niemiecku. Skazany jestem na słuchanie pięknej francuszczyzny i… jedzenie croissanta. Na szczęście humor i morale podnoszą górskie pejzaże. Park Narodowy Écrins zalicza się do najpiękniejszych zakątków Alp.

 

Moim planem na Alpy Delfinackie był brak planu. Trudno uwierzyć, ale w czasach kiedy internet zalewa morze informacji, nie mogłem znaleźć rzetelnych danych i wskazówek na temat okolicy. Moim punktem zaczepienia okazał się nocleg przy sanktuarium maryjnym La Salette. Tu docierają turyści i pielgrzymi z całego świata. Dzięki temu można porozumieć się po angielsku, a nawet po polsku. Na nic jednak zdały się skąpe informacje od pracowników obsługi, które tylko w niewielkim stopniu mogą pomóc mi w odkrywaniu piękna tych gór. 

A jest co odkrywać. Widzę to z okna hotelowego pokoju. Ponad 100 szczytów w Parku Narodowym Écrins przekracza wysokość 3000 m n.p.m. Jeszcze lepszy widok jest z pobliskiej góry La Gargas (2208 m n.p.m.), na którą wychodzę każdego ranka.