Wakacje to czas kiedy na popularnych szlakach robi się tłoczno. W góry przyjeżdżają wtedy nie tylko wytrawni turyści, ale i osoby, które są tam po raz pierwszy albo znalazły się tu przypadkowo. Jak do nich trafić z przekazem o bezpieczeństwie? O tym rozmawialiśmy w Katowicach na konferencji “Bezpieczeństwo na szczycie”.

 

Z roku na rok liczba wypadków w górach rośnie. Wszystko przez to, że polskie góry od kilku lat przeżywają prawdziwy boom. Pokazują to konkretne liczby. W ciągu ostatnich 10 lat na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego weszło około 36 mln osób – to niemal cała Polska. Ale również w innych górskich pasmach jest tłoczno. Niegdyś dzikie Bieszczady przeżywają w sezonie prawdziwe oblężenie. Weekendowe kolejki na Śnieżkę też są już stałym obrazkiem. Także w niższych górach, a zwłaszcza na popularnych szczytach, jak np. na Wielkiej Sowie czy Śnieżniku ruch turystyczny jest coraz większy. I to właśnie na najbardziej popularnych trasach najczęściej dochodzi do wypadków.

 

Wszystkich niebezpiecznych zdarzeń wyeliminować się nie da. Jednak ile z nich można było uniknąć, gdyby wiedza turystów była większa? Gdyby zamiast ulegać brawurze, kierowali się rozsądkiem? Gdyby szli dobrze przygotowani na szlak? Przyjrzyjmy się dzisiaj sytuacji w polskich górach poza Tatrami - tymi zajmiemy się we wrześniowym wydaniu „Na Szczycie” - gdzie opiekę sprawuje Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

 

fot. GOPR Karkonosze

 

GOPR: Coraz więcej wypadków w polskich górach

W 2019 roku GOPR interweniował w polskich górach 2237 razy. Najwięcej pracy miała Grupa Karkonoska - 588 interwencji. Dane te nie uwzględniają akcji na zorganizowanych terenach narciarskich, których w tym samym roku było aż 3749.

 

2021 rok przyniósł prawie 2500 wypadków, nie biorąc pod uwagę Tatr, gdzie działa Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe i jest oddzielna statystyka. To pokazuje, że nie trzeba wybierać się w najwyższe góry Polski, by być narażonym na ryzyko wypadku. Dotyczy to zarówno turystyki pieszej i rowerowej, ale wypadki nie omijają także wspinaczy, skiturowców, narciarzy czy speleologów.

 

Kilka porad na wakacje

 

– To smutne statystyki, bo te liczby są bardzo duże. Większa ilość osób w górach, to więcej wypadków. Jeszcze do niedawna statystyka rowerowa była zerowa, teraz ruszyła do góry. To też stanowi wyzwanie dla ratowników. Same statystyki budzą refleksje, ale są również dla nas materiałem do analizy. Wszystko, co się teraz dzieje w temacie profilaktyki i edukacji, to kropla w morzu potrzeb – mówi Jerzy Siodłak, naczelnik GOPR.

 

Z roku na rok liczba interwencji GOPR rośnie. Aby móc wyciągać wnioski, trzeba się zastanowić z czego, oprócz zwiększonego ruchu turystycznego, ta większa liczba wypadków wynika. Tu pojawia się kwestia wiedzy i świadomości górskiej. Czy turyści są odpowiednio wyedukowani przed wyjściem na szlak w Beskidach czy Karkonoszach? Niestety, z tym bywa różnie, choćby dlatego, że profil turysty mocno się zmienił w ostatnich latach. W jaki sposób?

 

 

Od lewej: Piotr Pustelnik, Paweł Grenda, Bogusław Kowalski, Andrzej Maciata, Łukasz Cioch, fot. Arek Gola

 

 

Od lewej: Piotr Pustelnik, Paweł Grenda, fot. Arek Gola

 

 

Od lewej: Piotr Pustelnik, Paweł Grenda, Bogusław Kowalski, Andrzej Maciata, Waldemar Bojarun, fot. Arek Gola

 

Przewodnicy górscy: Turysta w górach jest inny niż kiedyś

– Dziś nie mamy czasu właściwie się przygotować, wyedukować i zaplanować swojego pobytu w górach. Mamy drogi sprzęt, ale brakuje nam wiedzy, jak z niego skorzystać lub chęci, aby to uczynić – mówi Jan Gąsienica-Roj, ratownik TOPR i prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich IVBV.

 

Łatwa dostępność polskich gór i popularyzacja turystyki pieszej, a w ostatnim czasie również pandemia, przyczyniły się do tego, że w górach pojawiają się różni ludzie, nie tylko tacy, którzy na górach zjedli przysłowiowe zęby. Przyjeżdżają i ci, którzy nie mają podstawowej wiedzy na temat przygotowania do wędrówki. Nie znają topografii i nie są świadomi zagrożeń występujących w górach.

 

 

– W ciągu ostatnich lat w góry pojechało dużo Polek i Polaków, ale z różną świadomością. W dużej mierze są to ludzie, którzy nigdy nie powinni się w nich znaleźć. Nowoczesność spowodowała bowiem, że pewne umiejętności zostały zagubione. Kiedyś edukowało harcerstwo, uczyło jak spakować plecak, jak się ubrać. Dostarczało wiedzy, jak długo będziemy szli. Tego nie powinno się robić na Krupówkach, chwilę przed wyjściem w góry, tylko od najmłodszych lat – uważa Bogusław Kowalski, instruktor Polskiego Związku Alpinizmu.

 

W efekcie, w górach obserwujemy u ludzi brak wiedzy i/lub świadomości. Do tego dochodzi brak umiejętności odpuszczania, zmiany planu lub zaniechania jego realizacji. Idziemy w góry za wszelką cenę, mimo np. niekorzystnych warunków atmosferycznych. Skoro to nasz jedyny wyjazd w góry w ciągu roku, to choćby waliły pioruny, musimy górę „zaliczyć”. Każdy z nas pamięta wydarzenia z sierpnia 2019 roku, gdy pioruny w rejonie Giewontu zabiły cztery osoby, a raniły 157. To przykład, że niejednokrotnie traktujemy wycieczkę w góry jak spacer po parku, bo brakuje nam świadomości lub zwyczajnie lekceważymy góry.

 

– Obojętnie w jakie góry idziemy, ale wyobraźnię i myślenie trzeba zabrać z sobą – podkreśla Jerzy Siodłak. A Bogusław Kowalski dodaje: – Potrzebne jest przygotowanie fizyczne, mentalne i sprzętowe. Musimy także właściwie odczytywać pogodę. Każdy cel musi być dopasowany do warunków oraz umiejętności. To są podstawy – podsumowuje.

 

Ta umiejętność doboru trasy do warunków, jakie panują na szlaku i do własnych umiejętności jest kluczowa. I to niezależnie od naszego górskiego poziomu - ta zasada dotyczy każdego. Bo w górach nawet najlepszym może przytrafić się wypadek. Nie rzucajmy się więc od razu na głęboką wodę. Doświadczenie zdobywajmy z czasem i róbmy to stopniowo.

 

fot. GOPR Karkonosze

 

Popularny influencer nie zawsze jest wzorem dla turysty górskiego

Niekiedy jednak wzorując się na influencerach, wielu turystów pomija początkowe etapy edukacji i od razu rzuca się w górach z przysłowiową motyką na słońce. I np. nie mając żadnego górskiego doświadczenia, jako pierwszy swój cel wybiera Orlą Perć.

 

– Jak prowadziliśmy grupę młodzieżową z PZA, kolega podesłał mi kanał na YouTube pewnego chłopaka, który wbiegał z Zakopanego na Rysy. Choć miał dużą wydolność, dla mnie był jednak kandydatem na osobę, która wkrótce zrobi sobie krzywdę. Zaproponowaliśmy mu więc dołączenie do naszej grupy. Jednak miesiąc po tej propozycji, zabił się górach. Instagram i YouTube to najgorsze miejsca, z których można czerpać wzorce. Pod kątem widoków – owszem, można się sugerować, ale nie pod kątem wyczynów, bo można zrobić sobie krzywdę – mówi Wadim Jabłoński, wspinacz i współorganizator młodzieżowej grupy PZA.

 

Czasem osoby, które obserwujemy w internecie, robią trudne rzeczy, ale nie dbają przy tym o własne bezpieczeństwo. Innym razem są to profesjonaliści, za których wyczynami stoi ciężka praca i lata doświadczenia. Tymczasem media społecznościowe pełne są profili osób, które pokazują swoje górskie wyczyny. Ale czy wszystkie robione są z dbałością o bezpieczeństwo? Czy może jednak balansują na granicy ryzyka lub po prostu głupoty? Czy wiemy, kim jest osoba, którą obserwujemy i jakie ma kompetencje do uprawiania danej aktywności?

 

Nie każdy miłośnik gór może zrobić to, co profesjonaliści

Łatwo wpaść w pułapkę, nie biorąc różnych czynników pod uwagę, a ślepo próbując naśladować influencerów.

 

– Chęć pokazywania w mediach społecznościowych tego, co robimy, jest zachętą do uprawiania aktywności i pod tym kątem przysłuży się turystom. Ale widzę duży problem, jeśli chodzi o social media. Przykładem może być człowiek, który zajmuje się zjeżdżaniem na longboardach [rodzaj deskorolki] w Ameryce Południowej. Jego filmy są zjawiskowe. W social mediach wygląda, jakby każdy mógł zrobić to, co on. Ale dopiero któryś z tych filmów pokazuje, jak to się wszystko nagrywa. W filmach nie jest zaznaczone, że wykonał to profesjonalista. I ludzie bardzo łatwo rzucają się na takie wyzwania, które wyznaczają zawodowcy – mówi Aleksander Hudzik, dziennikarz kulturalny „Newsweeka”.

 

Podglądnie i inspirowanie się nie jest złe, ale pod warunkiem, że będziemy rozsądnie z tego korzystać. Przekładając to na wspomniane własne umiejętności i możliwości. I mając z tyłu głowy, że to, co oglądamy, to tylko kilka sekund. Podczas gdy nagranie może trwać cały dzień, a za wyczynem, który widzimy, stają lata ciężkiej pracy.

 

– Nie można powiedzieć, że media i internet robią tylko złą robotę. Moim zdaniem ta kultura polska idzie w dobrą stronę. Pod warunkiem jednak, że propagowane wzory promują rozsądek i profesjonalizm – mówi Ludwik Wilczyński, doświadczony himalaista i były prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich IVBV. – Nie można brać za dobrą monetę tej heroicznej retoryki, która jest tak łatwa dla naszego społeczeństwa. Na festiwalach czy w książkach górskich rzadko padają negatywne komentarze, bo np. o zmarłych źle się nie mówi. Nie można dać się na to nabrać. Tymczasem ta atmosfera udziela się turystom i padają np. takie stwierdzenia: „Idę na Rysy, wrócę albo nie.” Młodzi ludzie nie powinni traktować wycieczki z przewodnikiem jako produktu. Trzeba samemu się do niej przygotować. Ale te niekorzystne zjawiska nie występują tylko w górach. Jest raczej tak, że wszystkie zasady bezpieczeństwa z życia codziennego obowiązują też w górach. Zatem idźcie do lasu, nad jezioro, bądźcie bliżej przyrody, a będziecie lepiej rozumieć góry – zachęca młodych Wilczyński.

 

fot. GOPR Beskidy

 

Turystyka rowerowa w górach jest coraz popularniejsza

Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach mocno rozwinęła się rowerowa turystyka górska. Powstało sporo dedykowanych szlaków, na które wjechały m.in. rowery elektryczne. To wszystko spowodowało zwiększającą się liczbę wypadków.

 

– Statystycznie, z naszych danych z ostatnich dziesięciu lat, wynika, że około 35 proc. rowerzystów górskich trafia do szpitala. Co trzeci wypadek jest ciężki, wielonarządowy lub jest urazem kręgosłupa bądź kończyn górnych. Co ciekawe, do wypadków dochodzi szczególnie na łatwych ścieżkach – mówi Adam Tyszecki z beskidzkiej grupy GOPR.

 

Wypadek to chwila, ale dojście do sprawności czasem trwa latami. Poza tym jest bardzo kosztowne. – Leczenie szpitalne w przypadku wypadku rowerowego – od prostych urazów, złamań, zerwania więzadeł, to koszt około 15 tys. złotych. Ciężkie wielonarządowe urazy to całe spektrum kosztów – OIOM, leczenie chirurgiczne, itd. łącznie kilkadziesiąt tysięcy złotych – mówi Wojciech Solecki, ortopeda ze Szpitala św. Łukasza w Bielsku Białej.

 

Tu sprawdzi się zatem stara zasada – lepiej zapobiegać niż leczyć i to pod każdym względem. I w przypadku rowerów znów pojawia się kwestia dostosowania poziomu trudności do umiejętności.

 

– Ważne jest zwiększanie świadomości. Jak jeździsz na rowerze po górach czy na nartach, to musisz odbyć szkolenie. Kiedyś jeżdżenie bez kasku to była norma. Dziś nie wsiądę na rower bez kasku. Świadomość, że musimy mieć zabezpieczenie to już krok milowy. Ważne jest też, żeby mieć wszystkie ochraniacze itd. To nie prędkość zabija, tylko jej utrata. Poruszamy się między drzewami, które nie ustąpią o centymetr. Zdarzają się śmiertelne przypadki. Czasem decyduje o tym brawura, ale też zły sprzęt czy kask lub problemy z rowerem – wylicza Solecki.

 

Media społecznościowe i w tym przypadku mają dużą moc. Mogą więc być dobrym narzędziem w kwestii uświadamiania i przekazywania rzetelnej wiedzy.

 

– Pytanie, jakby wyglądał idealny influencer sportowy? Na pewno dysponowałby wiedzą, którą by się dzielił. Nie żyłby z tego, że ktoś daje mu sprzęt, sponsoruje wyjazdy itp. Byłaby to osoba, która w każdym filmie potrafiłaby podkreślać najbardziej podstawowe zasady, np. jak się zachować w lesie czy w górach. Promując przy tym odpowiedzialność wobec siebie i środowiska. Potrzebna modlitwa do świętych algorytmów, żeby właśnie takich influencerów promowały – mówi Aleksander Hudzik.

 

Od lewej: Jerzy Siodłak, Wadim Jabłoński, Sebastian Kłosok, Ludwik Wilczyński, fot. Arek Gola

 

Od lewej: Jerzy Siodłak, Wadim Jabłoński, Sebastian Kłosok, Ludwik Wilczyński, fot. Arek Gola

 

Od lewej: Adam Tyszecki, Wojciech Solecki, Jan Gąsienica - Roj, fot. Arek Gola

 

W internecie trzeba wybierać wiarygodne informacje

Bo szukanie wiedzy w internecie nie jest złe. Trzeba tylko umieć wybierać wiarygodne i sprawdzone informacje. Media społecznościowe mogą być dobrą bazą wiedzy i poszerzania świadomości, ale mogą być też pułapką, szczególnie w przypadku osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z górami. Co zatem jeszcze możemy zrobić, by zwiększyć wiedzę o bezpieczeństwie na szlaku?

 

– W Polsce nie ma podejścia systemowego i pewnie jeszcze długo nie będzie. Nasza edukacja dryfuje. Nie wiem, czy w tą stronę, w która powinna. Jeśli ktoś świadomie działa w górach, to przekaże wiedzę swoim dzieciom. Ale to tylko ułamek społeczeństwa. Innym ludziom trzeba pomóc tą wiedzę zdobyć – mówi Piotr Pustelnik, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum i prezes PZA. – Tu trzeba zacząć od dzieci. Jeśli społeczeństwo będzie edukowane outdoorowo, to widzę światełko w tunelu. Mądre połączenie edukacji, czyli umiejętności zachowania się na łonie przyrody, z jej poszanowaniem, byłoby wróceniem na dobry tor. Ale to proces rozłożony na lata – zauważa himalaista.

 

Dobrze jest przekazywać wiedzę pokoleniowo. Uczyć dzieci, jak poruszać się w górach, jak dbać o bezpieczeństwo i szanować przyrodę. A to da najlepszy efekt, jeśli będzie robione od najmłodszych lat.

 

– Gdy wiedza będzie przekazywana pokoleniowo, może ta dyskusja nie będzie potrzebna. Stanie się to w sposób naturalny, tylko że zajmuje bardzo wiele czasu. Musimy jednak być cierpliwi i konsekwentni. Ważne jest też, aby młodemu pokoleniu wychowanemu na mediach społecznościowych wskazać, co jest wartościowe i gdzie znajdą to, czego szukają. Wydaje się to być jedyną drogą, by uniknąć niedobrych tendencji – podsumowuje Pustelnik.

 

Od lewej: Piotr Pustelnik, Paweł Grenda, Bogusław Kowalski, Andrzej Maciata, Łukasz Cioch, fot. Arek Gola

 

Od lewej: Wojciech Solecki, Jan Gąsienica - Roj, Kajetan Domagała, Łukasz Cioch, fot. Arek Gola

 

Bezpieczeństwo na szczycie”

- 7 czerwca 2022 roku w Katowicach odbyła się pierwsza edycja konferencji „Bezpieczeństwo Na Szczycie”, zorganizowana przez nasz magazyn. – Jako medium czujemy się odpowiedzialni za osoby, które idą w góry. Chcemy, żeby miały frajdę, ale przede wszystkim by bezpiecznie wróciły do domu – mówi Kajetan Domagała, wydawca i redaktor naczelny.

 

- Temat bezpieczeństwa w górach powraca wraz z każdym wypadkiem, o którym słyszymy w mediach. Jednak warto podejmować go w ramach profilaktyki. I choć wypadków nie unikniemy, to znaczną ich część można wyeliminować, edukując i zwiększając świadomość społeczeństwa. Trzeba więc rozmawiać o tym, co się dzieje w polskich górach oraz jak możemy zaradzić wypadkom. W Katowicach spotkali się m.in. przedstawiciele TOPR, GOPR, PTTK, PZA i TPN. Byli ratownicy, przewodnicy, lekarze i naukowcy.

 

– Łączy nas wszystkich miłość do gór. Bardzo się cieszę, że przyszli młodzi ludzie, którzy teraz tak chętnie chodzą w góry, zamiast siedzieć przed telefonem czy komputerem. Jednak aktualnie ludzi pokonuje nie pogoda, lecz własne nieprzygotowanie. Spotykamy się dzisiaj, by te statystyki nie były tak trudne w kolejnych latach. Chodźmy w góry, zachowując zasady bezpieczeństwa – mówi Waldemar Bojarun, wiceprezydent Katowic.

 

Najważniejsze zasady wycieczek górskich

- Wybierz cel – przygotuj z wyprzedzeniem trasę dostosowaną do swoich umiejętności, kondycji, doświadczenia górskiego i panujących warunków atmosferycznych.

 

- Trasę zaplanuj szczegółowo – sprawdź czas przejścia, liczbę kilometrów, sumę przewyższeń. Sprawdź, czy po drodze są schroniska. Pamiętaj – w góry wychodzi się wcześnie rano! To minimalizuje ryzyko, że złapią cię burze, które często występują po południu, a także że zastanie cię noc na szlaku.

 

- Nie idź w góry prosto zza biurka – zadbaj o przygotowanie fizyczne.

 

- Przed wybraniem się na szlak sprawdź prognozę pogody – najlepiej na kilku portalach (np. www.mountain-forecast.com, meteoblue.com), zimą również komunikat lawinowy.

 

- Wybierz odpowiedni strój w góry – ubranie na cebulkę z oddychających i odprowadzających nadmiar wilgoci materiałów. Nawet latem w upalny dzień zabierz cieplejszą bluzę, kurtkę przeciwdeszczową, a niekiedy czapkę i rękawiczki. Pamiętaj o odpowiednich butach.

 

- Nie zapominaj o właściwym spakowaniu plecaka – mapa, czołówka, apteczka, odpowiednia ilość wody i jedzenia, naładowany telefon z zainstalowaną aplikacją „Ratunek” i wpisanym numerem ratunkowym.

 

- Używaj odpowiedniego sprzętu – zimą raków oraz czekana, w przypadku dolin przydadzą się raczki. Latem pomyśl o kijkach trekkingowych. Czasem dobrze mieć ze sobą kask wspinaczkowy, a nawet uprząż i lonżę.

 

- Zabierz ze sobą wyobraźnię i myślenie!

 

Pamiętaj – to tylko podstawy. Wszystko zależy od celu, jaki obierasz. Jeśli idziesz w góry, poświęć czas na zgłębienie tematu. Bezpieczeństwo na szlaku traktuj priorytetowo, by to nie był twój ostatni wyjazd w góry…

 

fot. GOPR Beskidy

 

Uczestnicy konferencji „Bezpieczeństwo na szczycie”

 

Piotr Pustelnik – prezes Polskiego Związku Alpinizmu, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum

Jerzy Siodłak – naczelnik Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego

Andrzej Maciata – ratownik TOPR, zawodowy instruktor narciarstwa wysokogórskiego

Adam Tyszecki – ratownik zawodowy, instruktor GOPR

Ludwik Wilczyński – były prezes Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich IVBV, przewodnik górski i instruktor alpinizmu

Wadim Jabłoński – były prezes krakowskiej SAKWY i jeden z organizatorów Grupy Młodzieżowej Polskiego Związku Alpinizmu

Bogusław Kowalski – instruktor alpinizmu Polskiego Związku Alpinizmu, biegły sądowy z zakresu wspinaczki oraz BHP

Jan Gąsienica-Roj – zawodowy ratownik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, przewodnik wysokogórski IVBV

Wojciech Solecki – specjalista ortopedii i traumatologii ruchu, lekarz Szpitala św. Łukasza w Bielsku-Białej, prywatnie miłośnik gór i sportów górskich

Aleksander Hudzik – dziennikarz kulturalny tygodnika Newsweek