Tatry co roku przyciągają największą liczbę turystów. Co za tym idzie, wzrasta też liczba wypadków. Często ulegają im nieprzygotowani na wysokogórską wędrówkę turyści. Czy zatem najwyższe w Polsce Rysy może zdobyć każdy? Czy Tatry wybaczają lekceważenie zasad bezpieczeństwa?

 

Nie trzeba prowadzić statystyk. Wystarczy latem pojechać do Zakopanego i wybrać się na jeden z popularniejszych szlaków, by na własne oczy zobaczyć, że latem czy wczesną jesienią spokoju w Tatrach nie uraczymy. Oczywiście są miejsca mniej lub bardziej uczęszczane, jednak prawda jest taka, że najwyższe polskie góry są po prostu zatłoczone.

 

Od 2016 do 2021 roku w drodze na Rysy powyżej Czarnego Stawu było 199 wypadków, w tym aż 21 śmiertelnych.
Na Rysach jest pięciokrotnie więcej wypadków niż w innych miejscach w Tatrach,
fot. Jan Wierzejski

 

W 2021 roku do Tatrzańskiego Parku Narodowego sprzedano łącznie ponad 4,7 mln biletów. Nie będzie zaskoczeniem, że najwięcej w sierpniu – ponad milion, oraz w lipcu – 908 tysięcy. Każdego miesiąca turyści najchętniej wybierali czerwony szlak od Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka. Wielu z nich decydowało się potem, by pójść na Rysy (2499 m n.p.m.).

 

Wypadki w Tatrach

Gdy przyjrzymy się konkretnym statystykom, widać powiązanie między liczbą wejść do TPN a liczbą niebezpiecznych wydarzeń. Więcej osób na szlaku to więcej wypadków. Sięgnijmy zatem po dane i sprawdźmy, do ilu wypadków doszło w polskich Tatrach w ciągu ostatnich 10 lat.

 

– Od 2012 do 2021 roku polskie Tatry odwiedziło 36 milionów ludzi, czyli statystycznie w ciągu dekady prawie każdy Polak przyjechał w najwyższe góry Polski. W tym czasie wydarzyło się 7469 wypadków, czyli 0,206 proc. odwiedzających uległo zarówno błahym, jak i ciężkim wydarzeniom. 154 osoby poniosły śmierć. Można powiedzieć, że wypadki zdarzały się bardzo rzadko, biorąc pod uwagę skalę odwiedzin – mówi Andrzej Maciata, ratownik TOPR.

 

Jednak nie należy ich bagatelizować, bo każde to zdarzenie to konkretny człowiek, który uległ wypadkowi. Oglądając latem serwisy informacyjne lub śledząc portale internetowe, często słyszymy o kolejnej akcji ratunkowej i nieprzygotowanych do wędrówki turystach. Kogoś zastał w górach zmierzch i nie umie sobie poradzić, ktoś nie miał odpowiedniego sprzętu lub przeliczył swoje siły, ktoś inny spadł z dużej wysokości.

 

– Biorąc pod uwagę stosunek wypadków do liczby osób, które weszły do Tatrzańskiego Parku Narodowego, można powiedzieć, że czuwała opatrzność – uważa Bogusław Kowalski, instruktor Polskiego Związku Alpinizmu.

 

Najgroźniejsze oblicza Tatr - panel dyskusyjny nagrany podczas konferencji "Bezpieczeństwo Na Szczycie"

 

W 2021 roku dziewięć osób poniosło śmierć w polskich Tatrach. Nie należy też zapominać o wypadkach, które były zagrożeniem życia, ale na szczęście nie skończyły się tragicznie.

 

– Według mnie tę liczbę wypadków trzeba traktować łącznie. Gdyby nie telefony komórkowe i śmigłowiec, część z nich również byłaby śmiertelna. Warto informować nie tylko, ile było zgonów, ale też ile było wypadków zagrażających życiu – mówi Maciata.

 

Fenomen Rysów

Ratownicy są zgodni. To nie trudna i wymagająca Orla Perć, ale właśnie Rysy są z pewnych względów najniebezpieczniejszą górą w polskich Tatrach. A to dlatego, że magia najwyższego szczytu w Polsce, przyciąga nawet tych, którzy do tej pory nie chodzili po górach. Nawet pierwszy w życiu urlop w Zakopanem rodzi pokusę zdobycia majestatycznych Rysów.

 

– Z tego względu Rysy są pewnym fenomenem. Od 2016 do 2021 roku w drodze na Rysy powyżej Czarnego Stawu było 199 wypadków, w tym aż 21 śmiertelnych. To daje smutną statystykę, bo 10,55 proc. zdarzeń zakończyło się tragicznie – wylicza Maciata. – Na Rysach jest pięciokrotnie więcej wypadków niż w innych miejscach w Tatrach. A z roku na rok wejść na najwyższy szczyt Polski jest coraz więcej, więc i liczba tych przykrych wydarzeń również rośnie – podsumowuje.

 

Czarny Staw pod Rysami, widok na Rysy, Kazalnicę i Mięguszowieckie Szczyty,
fot. Kuba Witos

 

W ciągu ostatnich pięciu lat wydarzyło się na czerwonym szlaku na Rysy 115 wypadków sklasyfikowanych jako urazowe, w tym wspomniane 21 śmiertelnych. Gdy to przeliczymy, okazuje się, że prawie co piąty taki wypadek skończył się śmiercią. Najczęściej przyczyną był upadek z wysokości. Zatem Rysy to nie przelewki, bo to nie jest proste wejście na Gubałówkę. Nie można tego szczytu bagatelizować, tylko trzeba odpowiednio się do niego przygotować i mieć świadomość, na co się porywamy.

 

– Gdy wybieramy się na Rysy w maju lub w czerwcu to na dole jest wiosna, a w górach jeszcze zalega śnieg – to taka specyfika Rysów. Tymczasem ludzie idą na szczyt w nieodpowiednich butach. Jak w takich warunkach się poślizgną i spadną, to giną, uderzając o wystające kamienie, których w tym okresie jest już sporo – mówi Maciata i dodaje: - W lipcu zeszłego roku nie było żadnego wypadku śmiertelnego ani z ciężkimi urazami, za to mieliśmy dość dużo ewakuacji spowodowanych urazem psychomotorycznym. Ktoś wychodzi, wystraszy się i nie może iść dalej. Sierpień przyniósł jeden wypadek z ciężkimi obrażeniami i jeden śmiertelny. To już jest czas, kiedy zaczyna się zła pogoda. A liczba i rodzaj wypadków są właśnie skorelowane z pogodą. Idąc w góry, ludzie nie biorą pod uwagę prognozy, nie czytają jej lub po prostu ignorują – podsumowuje ratownik TOPR.

 

Na wypadki mają zatem wpływ złe warunki atmosferyczne, ale też niedopasowanie ubioru lub sprzętu. Często słyszymy o osobach, które wiosną idą na Rysy bez raków czy czekana, podczas gdy powyżej Czarnego Stawu cały czas leży spora warstwa śniegu. Nie ubierają kasku, bo uważają to za wstyd. Mówi się również o braku umiejętności korzystania ze sprzętu, który mają z sobą. Do tego dochodzi tłok na szlaku na Rysy.

 

– Jak przeanalizowałem statystyki i powiedziałem to Pawłowi Skawińskiemu, byłemu dyrektorowi TPN, to w odpowiedzi usłyszałem „Jezus Maria”. Powinniśmy się zastanowić, nie jak ludzi uchronić przed górami, tylko jak góry uchronić przed ludźmi i pomyśleć, jak ograniczyć wejścia do TPN – podsumowuje TOPR-owiec.

 

Czasem trzeba odpuścić

Niestety, często ludzie igrają z losem, nie dbają o swoje bezpieczeństwo i robią coś za wszelką cenę. Wypadek z Giewontu sprzed trzech lat jest tego idealnym, choć bardzo smutnym i tragicznym przykładem. 22 sierpnia 2019 roku w wyniku uderzenia pioruna zginęły cztery osoby, a 157 zostało rannych.

 

– Byłem uczestnikiem akcji na Giewoncie. Mimo że mam ponad czterdziestoletnie doświadczenie, to była dla mnie trauma i ciężko to odchorowałem. Ludzie, którzy tam byli, wyglądali jak po zamachu terrorystycznym czy wybuchu bomby – wspomina. – Jako ratownicy najbardziej obawiamy się właśnie powtórki z Giewontu. Taki wypadek to nie jest coś jednorazowego. Przy tej masie ludzi musimy podejść do tego w sposób systemowy. Bo największy problem to właśnie ogromna liczba turystów na szlaku. Gdy piorun uderzy, to zejdzie po łańcuchu i wszyscy, którzy się go trzymają odpadną. I liczba ofiar to nie będzie cztery, ale znacznie więcej – mówi Andrzej Maciata, ratownik TOPR.

 

Konferencja "Bezpieczeństwo na szczycie", Katowice, 2022,
od lewej: Piotr Pustelnik, Paweł Grenda, Bogusław Kowalski, Andrzej Maciata, Łukasz Cioch,
fot. Arek Gola

 

Jednak to nie tylko kwestia liczby turystów, ale też ich podejścia do gór. Wspomnijmy choćby lekceważenie prognoz pogody, poddawanie się magii popularnych miejsc i chodzenie „za tłumem”. Mimo tłoku stoimy w kolejce do łańcucha pod Giewontem, do drabinki na Orlej Perci czy idziemy za tłumem ludzi na Rysy. Niechętnie zmieniamy swoje cele. Sądzimy, że założone zadanie trzeba wykonać bez względu na okoliczności.

 

– „Góra zapłacona, trzeba wchodzić” – mawiał Jurek Kukuczka. I to jest właśnie problem. Dlatego jest taka historia jak na Giewoncie. Jesteśmy zadaniowcami. Jak sobie coś założyliśmy, to właśnie to realizujemy – mówi Bogusław Kowalski.

 

Paweł Grenda, przewodniczący Komisji Szkolenia Wspinaczki Skalnej i Wysokogórskiej Polskiego Związku Alpinizmu dodaje: – Trzeba zwrócić uwagę na planowanie. Gdy chcemy wejść na Rysy, a pogoda nie sprzyja lub wiemy, że w tym terminie będzie tam tłok, zmieńmy cel.

 

Najpierw zdobądź górskie doświadczenie

Jeśli jednak Rysów nie chcemy odpuścić, to zaplanujmy swoją wyprawę rozsądnie. Idźmy na nie w ciągu tygodnia, a nie w weekend. Ruszmy na szlak bardzo wcześnie rano, kiedy ludzi nie ma jeszcze aż tak dużo. Wtedy też pogoda jest bardziej stabilna.

 

– Nie można zmienić tego, że ludzie chcą wejść na coś najwyższego, czyli na Rysy. To naturalna tendencja. Tego tłoku nie zmienią żadne działania administracyjne, ani techniczne. Władze Nepalu, aby rozładować tłok na Evereście, zrobiły dwie ścieżki – jedna dla wchodzących, druga dla schodzących. Podobnie na Denali. Jest to jakaś metoda. Ale czy to poprawi bezpieczeństwo? – zastanawia się himalaista Piotr Pustelnik, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum oraz prezes PZA. – Jakiekolwiek decyzje władz są trudne, bo dotyczą bezpieczeństwa i kwestii dostępności. Owszem, reglamentacja dostępności zwiększy bezpieczeństwo. Ale czy to demokratyczne? Mam duże wątpliwości, co w takiej materii można zrobić – kończy.

 

Bez wątpienia trzeba postawić na edukację. Uczenie turystów, jak się powinni zachować w górach, szczególnie w Tatrach Wysokich, gdzie bliżej do alpejskich niż beskidzkich warunków, to podstawa. Ale ważne jest również, by zanim wybierzemy się na Rysy, zdobyć górskie doświadczenie na łatwiejszych szlakach.

 

– Osoby, które ulegają wypadkom, to często ludzie, którzy pierwszy raz spotykają się z górami. Jak ktoś się sparzy z górami, następnym razem będzie już uważał. To jak z dzieckiem i żelazkiem. To jest doświadczenie – zauważa Andrzej Maciata.

 

– Dziś mamy taką tendencję, że robię np. kurs skałkowy, więc już czuję się ekspertem. A to przecież kwestia poszczególnych etapów zdobywania doświadczenia. Teraz tego brakuje – dodaje Paweł Grenda.

 

Gdy się sparzymy na początku, nabierzemy pokory. Czy jednak takie podejście jest potrzebne? Czy nie można do poprawy bezpieczeństwa w górach dojść inną drogą?

 

– Powinniśmy działać na dwóch torach. Pierwszy to administracyjny – w środowisku tatrzańskim zaczynamy dyskutować o liczbie osób wchodzących do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zastanawiamy się jak to zrobić, żeby do Morskiego Oka nie wchodziło 15 tysięcy osób dziennie. Z drugiej strony, ta edukacja dotycząca turystyki powinna się zacząć już od najmłodszych dzieci – uważa Andrzej Maciata.

 

Edukacja od najmłodszych lat

O tym wiedzą też Paweł Skawiński i Barbara Gawryluk, którzy wspólnymi siłami stworzyli kompendium wiedzy o Tatrach dla początkujących turystów.

 

– Basia Gawryluk uznała, że trzeba napisać o Tatrach. Ja całe życie tam przepracowałem jako leśnik i przewodnik, więc znam te góry, zarówno od strony przyrodniczej, jak i turystycznej – mówi były dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, Paweł Skawiński.

 

Tą wiedzą postanowił się więc podzielić z dziećmi i początkującymi turystami tatrzańskimi. Tak powstała książka „Tatry. Przewodnik dla dużych i małych”, która ma edukować i rozwijać świadomość gór już od najmłodszych lat.

 

– Mnie nie trzeba namawiać na rozmowy o Tatrach. Lubię się tą pasją dzielić. Gdy zachęcam do wędrówki po Tatrach, to podkreślam, że na szlaku trzeba wziąć pod uwagę bezpieczeństwo, ale ważne jest też, by nie szkodzić przyrodzie – uważa Skawiński.

 

W jego ocenie każdy musi mieć świadomość, że turystyka górska różni się od zwykłego spaceru po nizinach lub mieście.

 

– Są osoby, które będąc na Krupówkach w krótkich spodenkach i t-shircie, o godzinie 11 nagle postanawiają iść na Giewont. A każde wzniesienie o 100 metrów, to niższa temperatura. Pokonując 1000 metrów przewyższenia, mamy już temperaturę niższą o 10 stopni Celsjusza. Gdy do tego dojdzie wiatr i opady deszczu, to bawełniany t-shirt i dżinsy nasiąkną i będą nas wychładzać – podkreśla dyrektor.

 

Tatry dla dużych i małych - spotkanie z Pawłem Skawińskim podczas konferencji "Bezpieczeństwo Na Szczycie"

 

Połowa dzieci zmarzła w górach

A pogoda w górach jest bardzo zmienna, szczególnie w wyższych partiach. Konieczny jest więc odpowiedni strój, musimy więc spakować do plecaka choćby cieplejszą odzież. Podczas konferencji „Bezpieczeństwo na szczycie”, która odbyła się w czerwcu w Katowicach, okazało się, że połowa ze znajdujących się na widowni dzieci, zmarzła kiedyś w górach. Czy zatem, my dorośli, potrafimy zadbać o nasze pociechy? O ich komfort i bezpieczeństwo? Czy zarazimy ich miłością do gór, czy może raczej zniechęcimy, gdy porządnie wymarzną na szlaku lub złapie ich burza, bo nie sprawdziliśmy wcześniej prognoz pogody?

 

– Trzeba wziąć ze sobą ubranie przeciwdeszczowe i przeciwwiatrowe. Może być kurtka albo jakaś peleryna. Wychłodzony człowiek nie ma siły iść i może wpaść w hipotermię – podkreśla Skawiński.

 

Były dyrektor TPN też zwraca uwagę na odpowiednią porę wyjścia w góry.

 

– Kiedyś do Doliny Kościeliskiej wchodziło dziennie tysiąc osób. Teraz ta liczba sięga do 10 tysięcy, a na drodze do Morskiego Oka nawet do 20 tys. Zakopane ma 30 tys. mieszkańców, a baza noclegowa jest trzy razy większa. Codziennie ponad 30 tys. osób wychodzi w góry. O 6 rano, gdy idę na Giewont, to na szczycie jest zaledwie kilka osób. Ale już o 11 idzie na niego kilkaset, a na szczycie jest miejsce dla 50 osób. W razie załamania pogody, nie da się szybko zejść po łańcuchach – mówi.

 

Miejmy zatem prawdziwą radość z przebywania w górach, bez stania w kolejkach, chodzenia w tłumie, bez marznięcia, moknięcia w deszczu czy uciekania przed burzą. Nie narażajmy siebie i bliskich. Góry są piękne i dają dużo dobrego poprzez obcowanie z naturą, jednak stawiajmy bezpieczeństwo na pierwszym miejscu.

 

– Jedźmy najpierw w Beskidy, a dopiero potem w Tatry. Wymyślajmy miejsca nieznane, a nie tam, gdzie wszyscy chodzą. Nocleg w schronisku i poranek w górach jest jednym z najpiękniejszych obrazków – podsumowuje Paweł Skawiński.

 

Z kroniki TOPR

29.06.2022

Przy szlaku zejściowym ze szczytu Giewontu piorun poraził turystę. Dostrzeżono go z pokładu śmigłowca. Leżał kilka metrów poniżej krzyża. Ratownicy, którzy do niego dotarli, przystąpili do reanimacji. Turystę włożono do noszy, wciągnięto na pokład i przetransportowano do szpitala. Niestety, 22-latka nie udało się uratować.

 

30.05.2022

Sześcioosobowa grupa turystów zsunęła się po śniegach spod Szpiglasowej Przełęczy na stronę Doliny Pięciu Stawów, zatrzymując się w Kociołku pod Przełęczą. Nie odnieśli poważniejszych obrażeń, ale bali się dalej schodzić. Jak się okazało, nie byli przygotowani do zimowych warunków, jakie panowały w tamtym rejonie.

 

18.05.2022

Pod Szpiglasową Przełęczą zostały poszkodowane cztery osoby, w tym 11-letnie dziecko. Chłopiec doznał urazu głowy i stracił przytomność, jego matka również urazu głowy oraz ręki, a wszyscy uczestnicy zdarzenia mieli otarcia i potłuczenia. Do wypadku doszło w wyniku poślizgnięcia się jednej z osób na stromych i zalodzonych śniegach. Potrącając inne osoby, spowodowała zsunięcie się wszystkich uczestników zdarzenia. Turystom zabrakło odpowiedniego sprzętu na wędrówkę w takich warunkach.

 

11.05.2022

Ratownik TOPR znajdujący się akurat na Rysach zauważył na Przełęczy pod Rysami mężczyznę, który w eksponowanym terenie pokrytym twardym śniegiem, nie był w stanie się ruszyć. Okazało się, że nie był mentalnie i sprzętowo przygotowany do schodzenia eksponowanym terenem pokrytym twardym śniegiem i miejscowo lodem.

 

Gdy wydarzy się wypadek:

  1. Spróbuj zachować spokój i racjonalnie ocenić sytuację
     
  2. Wezwij pomoc:

  •  Telefon ratunkowy w górach: 601 100 300 lub 985
  •  Ogólny telefon alarmowy: 112
  •  Aplikacja Ratunek www.ratunek.eu
  • Nie ma zasięgu? Przekaż informację o wypadku przechodzącym turystom, poproś ich o pomoc
     
  1. Sprawdź, czy możesz pomóc innym bez narażenia siebie lub innych osób
     

  2. Jeżeli ocenisz, że jest to możliwe, udziel poszkodowanemu pierwszej pomocy
     

  3. Zabezpiecz rannego przed wychłodzeniem lub przegrzaniem i za­dbaj o jego komfort psychiczny
     

  4. Czekaj na pomoc

 

Bezpieczeństwo na szczycie”

Aby wspólnie zastanowić się, jak poprawić bezpieczeństwo w polskich górach i uniknąć kolejnych ofiar gór, 7 czerwca 2022 roku w Katowicach, spotkali się na pierwszej edycji konferencji „Bezpieczeństwo Na Szczycie”, przedstawiciele TOPR, GOPR, PTTK, PZA i TPN. Przyjechali ratownicy, przewodnicy, instruktorzy wspinaczki, lekarze i naukowcy. Głos zabrali też samorządowcy, a na widowni zasiadły setki młodych ludzi. O Tatrach rozmawiali m.in.:

Andrzej Maciata – ratownik TOPR, zawodowy instruktor narciarstwa wysokogórskiego

Bogusław Kowalski – instruktor alpinizmu Polskiego Związku Alpinizmu, biegły sądowy z zakresu wspinaczki oraz BHP

Paweł Grenda – przewodniczący Komisji Szkolenia Wspinaczki Skalnej i Wysokogórskiej Polskiego Związku Alpinizmu

Piotr Pustelnik – prezes Polskiego Związku Alpinizmu, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum

Paweł Skawiński – były dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, współautor książki „Tatry. Przewodnik dla dużych i małych”