Edward Wlazło, komendant Straży Parku TPN, w rozmowie z Kubą Terakowskim.

 

Czy w każdym parku narodowym w Polsce jest Straż Parku?

Tak, w każdym. To samodzielna komórka organizacyjna, o różnej liczbie funkcjonariuszy, ale istniejąca we wszystkich 23 trzech polskich parkach narodowych.

 

Ilu funkcjonariuszy jest w tatrzańskiej straży?

Ośmiu. Było nas 10, ale dwa etaty, z przyczyn ekonomicznych, zostały zlikwidowane.

 

Co jest Waszym głównym zadaniem?

Zajmujemy się przede wszystkim zwalczaniem przestępczości i wykroczeń na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, ale chronimy też mienie Parku i zapewniamy bezpieczeństwo turystom. Edukujemy też i informujemy.

 

Edward Wlazło na służbie
fot. Bartek Solik

 

Jakie zatem przestępstwa i wykroczenia popełniane są w Tatrach najczęściej?

Przestępstw jest na szczęście coraz mniej. Coraz rzadziej zdarzają się kradzieże drewna, coraz mniej jest aktów kłusownictwa. Wciąż jednak odnotowujemy zbieranie poroży, runa leśnego i grzybów, wywóz śmieci i dewastację. Najczęściej jednak popełniane są wykroczenia, a wśród nich absolutną większość stanowią zejścia ze szlaku" - latem pieszo, a zimą na nartach. Zdarzają się też rowery i hulajnogi elektryczne, quady albo crossy, skutery śnieżne oraz snowboardy, a także lotnie i paralotnie, a ostatnio drony. Dużo wykroczeń dotyczy też palenia tytoniu, hałasowania, nielegalnego wjazdu, wprowadzania psów, biwakowania oraz kąpieli.

 

A śmiecenie i dokarmianie dzikich zwierząt?

Dawniej śmiecenie było plagą, jednak - z roku na roku - jest lepiej. Świadomość ekologiczna turystów wyraźnie się poprawia. Co nie zmienia faktu, że wciąż zbieramy tony śmieci. Sporadycznie odnotowujemy też tworzenie nielegalnych wysypisk na obrzeżach Parku - to domena miejscowych. Ostatnio w jednym z worków znaleźliśmy stary rachunek za prąd, z danymi sprawcy... (śmiech). Natomiast dokarmianie dzikich zwierząt najczęściej zdarza się nad Morskim Okiem i Smreczyńskim Stawem, a dotyczy pstrągów, jeleni oraz kaczek. Nie odnotowujemy już na szczęście przypadków pozostawiania jedzenia w celu wabienia i fotografowania niedźwiedzi. Turyści jednak miewają takie pomysły, że nawet ja bywam zaskoczony.

 

Na przykład?

Widziałem już rowery na Rysach, Ornaku, Kasprowym Wierchu (na pewno nie wjechały tam kolejką), a nawet jeden przypięty do krzyża na Giewoncie. Widziałem człowieka, który zauważywszy partol, wrzucił rower w kosówkę i twierdził, że to nie jego pojazd, że on tylko sprzątnął "ten złom" ze szlaku. Spotykałem turystów z psami na Granatach, Rysach, Świnicy, Giewoncie, Ornaku, Czerwonych Wierchach, Świstówce, czy Dolince za Mnichem. A pomysłowość we wnoszeniu czworonogów nie zna granic. Plecaki, czy torby to standard, ale widziałem już całkiem spore psy ukryte pod kurtką i szczekające w nosidełkach dla dzieci. Spotkałem turystkę z małpką. Karałem amatorów nagich kąpieli w Morskim Oku. Wystawiałem mandaty za biwakowanie w rezerwatach ścisłych, słysząc przy tym, że warto wydać 500 złotych na spędzenie nocy życia pod tatrzańskim niebem.

 

Zapłacenie mandatu pozwala na to?

Nie, po zapłaceniu należy zwinąć biwak, spakować się i przenieść do schroniska lub opuścić Park. Zapłacenie mandatu nie upoważnia do kontynuowania jakiegokolwiek wykroczenia, nielegalnego noclegu, czy przebywania poza szlakiem. Mandat nie jest biletem wstępu.

 


 

Najczęstszym grzechem turystów w Tatrach jest schodzenie ze szlaku
fot. Bartek Solik

 

Nie ma Pan wrażenia, że tych zakazów i nakazów jest na terenie TPN za dużo?

Nie, ponieważ wszystkie służą ochronie przyrody, a to cel nadrzędny istnienia parku narodowego.

 

Podobno w TPN nakładanych jest więcej mandatów karnych, niż łącznie we wszystkich pozostałych parkach w Polsce.

To prawda. Nie wynika to jednak z wyjątkowej niesubordynacji turystów odwiedzających TPN, lecz z ich ogromnej liczby - rocznie już blisko cztery miliony. Straż Parku TPN nie jest też szczególnie surowa w porównaniu z innymi. Udzielamy bowiem też największej liczby pouczeń.

 

A konkretnie?

Nakładamy około 500 mandatów rocznie i udzielamy od pięciu do ośmiu tysięcy pouczeń. Przy każdej interwencji prowadzimy też działalność edukacyjną, bo zależy nam na tym, aby turysta zrozumiał dlaczego został ukarany lub upomniany. Nie chcemy, aby wrócił do domu z poczuciem krzywdy (bo został ukarany), lecz winy (bo postąpił źle). Następnym bowiem razem ten skrzywdzony turysta tylko sprawdzi lepiej, czy nie ma w pobliżu strażnika. Natomiast ten zawstydzony nie tylko nie powtórzy błędu, ale być może także upomni innych. Prosta sprawa: skórka od banana, wydaje się niewinna, podlega szybkiemu rozkładowi, więc można ją spokojnie wyrzucić. Otóż nie można, gdyż jest przysmakiem niedźwiedzi, zachęca zatem do odwiedzania miejsc, w których przebywają turyści. A to może skończyć się tragicznie.

 

Jak wysokie są mandaty?

Nie mamy taryfikatora, jak policja, żandarmeria, czy straż miejska. O nałożeniu mandatu lub poprzestaniu na pouczeniu decydujemy za każdym razem indywidualnie w zależności od rodzaju wykroczenia i zachowania turysty. Od tego też zależy wysokość mandatu, przy czym minimalna kwota grzywny wynosi 50 zł, a maksymalna 1000 zł - przy tak zwanym "zbiegu wykroczeń".

 

Gdzie i kiedy wystawianych jest najwięcej mandatów?

Tam, gdzie jest najwięcej turystów i wtedy, gdy ruch jest największy. Czyli od maja do września, w obwodach ochronnych: Morskie Oko, Kuźnice, Hala Gąsienicowa. Naromiast zimą na Kasprowym Wierchu, Hali Gąsienicowej oraz Goryczkowej.

 

A za co?

Absolutną większość stanowią mandaty nakładane za przebywanie poza wyznaczonym szlakiem, w strefie ochrony ścisłej.

 

Najtrudniejsze przypadki to?

Młode pokolenie, które jest wyjątkowo roszczeniowe oraz - co bardzo mnie zaskoczyło - najstarsze. Zwrócenie uwagi starszemu panu lub pani potrafi wywołać u nich furię, a energią i spektrum wyzwisk mogą konkurować wówczas z nastolatkiem. I młodszym, i starszym wolno tu wszystko: zapłaciłem za wstęp, więc chcę i mam prawo dobrze się tu czuć i bawić, rozrabiać, hałasować, pić alkohol, palić papierosy, chodzić lub jeździć, gdzie mi się żywnie podoba. Co mi zrobisz? Kim ty jesteś? Znamy to na pamięć i radzimy sobie z tym bez większych problemów.

 

Czy więcej problemów stwarzają turyści z Polski, czy z zagranicy?

Z zagranicy. W tym sezonie, proporcjonalnie do frekwencji, najwięcej wykroczeń popełnili Ukraińcy i Rosjanie. Natomiast rok temu, w tej niechlubnej statystyce prym wiedli Arabowie.

 

Skąd Straż dowiaduje się o wykroczeniach? Kto wzywa Was najczęściej?

Turyści. Dużo zgłoszeń mamy też od naszych służb terenowych, przewodników, ratowników, pracowników schronisk, fiakrów.

 

A jak zgłaszane są Wam wykroczenia?

Najczęściej przez telefon do TOPR, na policję lub numer 112. Rzadziej przez straż pożarną, informację turystyczną TPN albo bezpośrednio do nas. Mój numer jest ogólnodostępny i czynny całą dobę.

 

Kontrolujecie także fiakrów?

To nasz priorytet. Sprawdzamy ich na bieżąco, to chyba najczęściej kontrolowani fiakrzy świata.

 

A co konkretnie podlega kontroli?

Dobrostan koni, należyte ich traktowanie. Każdy koń ma swój paszport i czipa wszczepionego za uchem. Sprawdzamy też trzeźwość fiakrów i ubiór. Muszą oni nosić stroje góralskie i posługiwać się gwarą, powinni też służyć turystom podstawowymi informacjami. Kontrolujemy także przestrzeganie limitu przewozów: 12 osób do góry, 14 w dół. Zazwyczaj nie mamy zastrzeżeń. Górale bardzo dbają o konie, bo są źródłem ich dochodu. A kontrolujemy ich nie tylko osobiście, lecz także przez monitoring.

 

Straż ma kamery na Palenicy Białczańskiej i Włosienicy?

Kamery są zamontowane w newralgicznych punktach, dokładnie tam, gdzie powinny.

 

Także na szlakach?

Sporadycznie. Mamy swoje kamery, fotopułapki oraz GoPro, ale głównie do zwalczania przestępstw i wykroczeń, kłusownictwa, czy kradzieży drewna, a to - jak wspominałem - zdarza się coraz rzadziej. Starsze pokolenie odchodzi, a młodsze jest - z całym szacunkiem - zbyt bogate lub leniwe, by fatygować się po opał do lasu. Starsi wierzyli w cudowne właściwości świstaczego sadła, młodsi wierzą w reklamy telewizyjne, więc jeżeli próbują coś upolować, to raczej w galeriach handlowych... (śmiech).

 

Schroniska również podlegają Waszej kontroli?

Tak, pod kątem odprowadzania ścieków i wywozu śmieci. W ubiegłym roku mieliśmy kilka drobnych zastrzeżeń, w tym roku - ani jednego.

 

Czy - poza interwencjami - Straż Parku zajmuje się także czymś innym?

Pomagamy w kierowaniu ruchem turystycznym oraz badaniu frekwencji. Wspólnie z policją i Strażą Graniczną kierujemy też ruchem samochodów w rejonie Łysej Polany i Palenicy Białczańskiej. Zajmujemy się edukacją, prowadzimy spotkania, szkolenia i wykłady. Sami też szkolimy się nieustannie, z: ratownictwa, poszukiwań, topografii, postępowania mandatowego, metodyki prowadzenia interwencji, zarządzania kryzysowego. Mamy też regularne szkolenia lawinowe, wspinaczkowe, strzeleckie.

 

Jakie uprawnienia ma Straż Parku?

Możemy legitymować osoby podejrzane, zatrzymywać i rewidować, a także rekwirować przedmioty mogące pochodzić z przestępstwa lub wykroczenia. Możemy prowadzić kontrole, pouczać, nakładać grzywny w postaci mandatów karnych kredytowanych, zaocznych i gotówkowych, mamy prawo do sprawdzania podmiotów gospodarczych na terenie Parku. Dysponujemy pojazdami uprzywilejowanymi w ruchu, czyli "na niebieskich światłach".

 

Jak jesteście wyposażeni?

Mamy broń służbową, środki przymusu bezpośredniego oraz odpowiednio oznakowane pojazdy (samochody, quady i skutery śnieżne). Nie przesadzę gdy powiem, że jesteśmy najlepiej wyposażoną Strażą Parku w Polsce. To zasługa zarówno byłego dyrektora - Pawła Skawińskiego, jak i obecnego - Szymona Ziobrowskiego.

 

Nosicie broń podczas patroli?

Tylko gdy zachodzi taka potrzeba i zawsze schowaną pod ubraniem. Nie chcemy straszyć turystów.

 

Co odróżnia Was od innych pracowników TPN?

Mundur z emblematem Straż Parku oraz identyfikator, tak zwana "blacha".