Ratownikom górskim należą się wielkie słowa uznania i wdzięczność za ich pracę i niezwykłe poświęcenie. Bez względu na święta, porę dnia czy nocy, trudne warunki atmosferyczne czy niefrasobliwość turystów – oni są gotowi ruszyć z pomocą tym, którzy są w potrzebie.

Idą na ratunek nawet wtedy, gdy sami nie są w stu procentach bezpieczni. Przecież gdy dwa lata temu waliły pioruny na Giewoncie nikt z nich nie czekał, aż burza przejdzie. Mało tego, piloci śmigłowców podnieśli maszyny, choć wiązało się to z ogromnym ryzykiem.

Takich ekstremalnych sytuacji jest wiele. Przecież lawina i poszukiwanie porwanych przez nią turystów wiąże się z tym, że w każdej chwili ze stoków może zejść kolejna. Mimo to oni idą. Czasem taka akcja ratownicza kończy się tragicznie. Jak choćby wtedy, gdy w grudniu 1999 roku pod śniegiem zginęli Bartek Olszański i Marek Łabunowicz. Wszyscy pamiętamy albo kojarzymy tragiczne wydarzenia z sierpnia 1994 roku, gdy do Doliny Olczyskiej runął śmigłowiec TOPR z dwoma pilotami i dwoma ratownikami na pokładzie. Wszyscy zginęli na służbie.

Pamiętajmy o ratownikach, idąc tego lata na górskie szlaki. Oszczędźmy im pracy, jak tylko możemy. Nie lekceważmy więc złych prognoz pogody, ruszając na tatrzańskie granie albo beskidzkie szczyty. Przygotujmy się do wyjścia, jak trzeba. Nie zapominajmy o dobrym obuwiu, kurtce przeciwdeszczowej albo czapeczce, która uchroni nas przed gorącym słońcem, a także zapasach jedzenia i picia. Wydawać by się mogło, że to są banały. Jak się jednak okazuje, nadal wielu turystów lekceważy najważniejsze sprawy.

Polecamy Wam tekst Piotra Trybalskiego o tych, którzy lecą (dosłownie!) turystom na ratunek. To idealne wprowadzenie do tegorocznego sezonu. I nie zapominajcie, że ratownicy nigdy nie odmówią Wam pomocy. Ale sami musimy zrobić wszystko, by niepotrzebnie nie narażać ich zdrowia, a nawet życia.

Do zobaczenia na szlakach!