Pamiętajmy o Wandzie Rutkiewicz. Zaginęła na Kanczendzondze 30 lat temu.

 

13 maja mija 30 lat od zaginięcia Wandy Rutkiewicz, najsłynniejszej polskiej himalaistki. To ona w trudnych czasach PRL rzuciła wyzwanie wszystkim wspinającym się mężczyznom z naszego kraju i jako pierwsza stanęła na Mount Evereście – zresztą w tym samym dniu, kiedy Jan Paweł II został wybrany papieżem (16 października 1978 roku).

 

Przez 14 lat zdobywała kolejne najwyższe góry świata, pisząc historię himalaizmu – nie tylko polskiego. Zdobyła łącznie osiem szczytów ośmiotysięcznych. Zwłaszcza w tamtych czasach to był nie lada wyczyn, choć zaplanowała sobie zdobycie całej Korony Himalajów i Karakorum. Oczywiście miała przy tym bardzo trudny charakter, ale przecież grzeczni ludzie nie dokonują w życiu rzeczy wielkich.

 

Wschód słońca nad Doliną Chochołowską, fot. Kuba Witos

 

Dziś, po tych 30 latach od jej zaginięcia na Kanczendzondze, możemy w miarę dokładnie odtworzyć sobie jej życie. O Wandzie powstało wiele książek. Najpierw pamięć o niej utrwalała m.in. jej przyjaciółka Ewa Matuszewska, której także już nie ma między nami. Zaś w ostatnich latach wielkim sukcesem wydawniczym okazały się dwie odrębne historie napisane o niej przez Annę Kamińską i Elżbietę Sieradzińską. Wielkim przeżyciem dla wszystkich miłośników gór były także spektakle teatralne o Wandzie. Pierwszy z nich powstał pięć lat temu w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Zagrała ją brawurowo Anita Jancia, a sztukę reżyserowały Maria Sadowska i Joanna Grabowiecka. Drugie przedstawienie wystawiono w krakowskiej Bagateli.

 

Ostatnim, który spotkał Wandę wysoko w górach, był meksykański wspinacz Carlos Carsolio. Wyczerpany schodził po zdobyciu Kanczendzongi (8586 m n.p.m.). Polka nie chciała iść z nim, planowała atak szczytowy. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. Dlatego przez wiele lat z szacunku dla matki, która wierzyła, że córka przeszła na drugą stronę i żyje w tybetańskim klasztorze, wszyscy mówili o zaginięciu, a nie wprost – o śmierci. 17 lat później, 18 maja 2009 roku, na szczycie Kanczendzongi stanęła Kinga Baranowska. Była pierwszą Polką na tej górze. Swoje wejście zadedykowała Wandzie.