Nikt z nas nie wyobrażał sobie, że znajdziemy się kiedyś w takiej sytuacji… Gdy piszemy te słowa, wojska rosyjskie napadły na Ukrainę. I bynajmniej nie chodzi tylko o odległą od Polski wschodnią część kraju. Rakiety spadają nawet niedaleko Lwowa, a przecież to już tak blisko naszej granicy…

 

Zawsze wychodziliśmy z założenia, że w górach politykę zostawiamy z boku, ale tym razem nie potrafimy… To przecież trochę tak, jakbyśmy stali na Tarnicy w Bieszczadach i spoglądając w stronę ukraińską widzieli ostrzał… Trudno zebrać myśli, a jeszcze kilka tygodni temu sądziliśmy, że to koronawirus jest czymś najgorszym…

 

Tysiące Polek i Polaków wrzuca na swoje profile w mediach społecznościowych ukraińskie akcenty. Głównie barwy niebiesko-żółte, ale nie brakuje i górskich symboli. Pojawiają się Gorgany z ich charakterystycznymi lasami w dolnych partiach i skalnymi rumoszami w górnej części. Ale oczywiście przeważają Bieszczady Wschodnie, które mamy na wyciągnięcie ręki choćby z Halicza czy Rozsypańca czy najwyższej Tarnicy. W czasach pandemii jeździliśmy tam bardzo chętnie i często. Ani przez moment nikt nie myślał, że tuż za granicą dojdzie do wojny…

 

Próbujemy znaleźć jakieś pocieszające słowa, optymistyczne wieści, ale trudno o nie… Przyzwyczailiśmy się do życia w spokojnej Europie, nawet zamachy terrorystyczne na Zachodzie wydawały się nam tak odległe, że przejmowaliśmy się nimi tylko przez chwilę… Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej.

 

Chcemy wierzyć, że będziemy jeszcze w spokoju wędrować po ukraińskich Bieszczadach. Że wyściskamy się z ukraińskimi siostrami i braćmi na Sywuli, najwyższym szczycie Gorganów…

 

Obyśmy mogli wspólnie wędrować po polskich i ukraińskich szlakach.