Z Emelie Forsberg, utytułowaną szwedzką biegaczką, rozmawia Paulina Grzesiok.

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem w górach?

Myślę, że ta pasja pojawiła się, gdy byłam nastolatką. Choć tak właściwie zawsze biegałam, bawiąc się latem albo biegnąc ze szkoły. Ale jako nastolatka zaczęłam biegać z psem i sprawiało mi to ogromną przyjemność. Nie myślałam o tym wtedy za dużo – po prostu robiłam to, co lubiłam. Nie brałam udziału w żadnych zawodach, dopóki nie skończyłam 22 lat.

 

Emelie Forsberg - Doceniam to, że znów mogę biegać i trenować, fot. Thule

 

W Polsce patrzymy na Was – Skandynawów - jako na ludzi zakochanych w naturze, sporcie i plenerze. Czy to naprawdę jest swoista narodowa pasja?

Tak sądzę. Nawet w wielkich miastach mamy mnóstwo zieleni. Są parki, najróżniejsze chronione tereny zielone, więc łatwo nam się tam wybrać i połączyć z naturą. Oczywiście, wszystko zależy od indywidualnego podejścia, ale jeśli mamy ochotę na kontakt z naturą, to zawsze znajdziemy ku temu okazję.

 

Twój rodzinny dom znajdował się na północy Szwecji. Czy naturalny krajobraz i surowy klimat sprzyjał temu, że pokochałaś aktywność na świeżym powietrzu?

Częściowo na pewno tak, ale dla nas czymś zupełnie naturalnym jest aktywne spędzanie czasu – bawienie się, uprawianie sportu, eksplorowanie okolic, zbieranie jagód i grzybów, czy po prostu wędrowanie.

 

Wyjątkowo ciężki jest wyścig Diagonale des Fous

Powiedziałaś kiedyś, że "Fajnie było zdawać sobie sprawę, że to, co robiłam samotnie w szwedzkich górach, okazało się wielkim wyczynem w Alpach". Rozumiem zatem, że biegałaś tylko dla siebie? Nie myślałaś o zawodach?

 

Tak i wciąż się tak czuję! Biorąc udział w swoim pierwszych zawodach, nie miałam wielkich oczekiwań. Zapisałam się, bo byłam ciekawa i chciałam dowiedzieć się, czy inni też lubią biegać w górach. Wspaniale było robić to wspólnie z kimś innym, kto ma tę samą pasję. To, że wygrałam, było dla mnie ogromną niespodzianką.

 

Kiedy zaczęłaś brać udział w zawodach biegowych?

W 2009 roku wzięłam udział w swoich pierwszych zawodach, dwa lata później – w kilku kolejnych w Szwecji, a od 2012 roku zaczęłam startować w zawodach międzynarodowych.

 

Emelie Forsberg - szwedzka sportsmenka, była mistrzynią Europy w skyrunningu i w skyrunningu na dystansie ultra, zwyciężyła też w Pucharze Świata w Ultra Skyrace Series,
wygrała Zegama Marathon, Trasvulcanię (dystans 80 km), Ice Trail (65 km), UROC (100 km), fot. Thule

 

Które z nich były dla Ciebie najtrudniejsze?

Wszystkie te, w których brałam udział, nie będąc w optymalnej formie. Najgorzej jest, gdy wiemy dokładnie, z jaką prędkością powinniśmy biec, ale nie jesteśmy w stanie sprostać temu zadaniu fizycznie. Wyjątkowo ciężki jest np. wyścig Diagonale des Fous, a to z uwagi na jego długość [stumilowy ultramaraton górski – red.].

 

Wracam do formy po dwóch ciążach

Jak utrzymujesz motywację do codziennego treningu?

Po prostu bardzo doceniam i cieszę się z tego, że po dwóch ciążach i dłuższym okresie powrotu do formy, znów mogę biegać i ciężko trenować. Ale bieganie jest czymś, co po prostu lubię robić.

 

Jaki jest twój ulubiony dystans, na którym czujesz się naprawdę mocna?

Chwilowo nie zajmuję się bieganiem na żadnych dystansach, bo minionej zimy - jak zwykle o tej porze roku - skupiłam się na skialpinizmie. Czuję się gotowa na takie wyzwania, bo jestem w dobrej formie. Mówimy tu o zawodach trwających od jednej do czterech godzin.

 

Skialpinizm to dla Ciebie trening czy osobny sport?

To jest mój zimowy sport i kocham go. Zresztą jestem częścią szwedzkiej drużyny i nie mogę się doczekać powrotu na zawody Pucharu Świata!

 

Wolisz wspinaczkę czy zjazdy?

Aktualnie preferuję wspinanie i bardzo mi z tym dobrze. Na początku mojej kariery to właśnie droga pod górę zwykle była dla mnie najtrudniejsza. Ale w pewnym momencie mocno skupiłam się na treningu, który poprawiał ten aspekt i to zdecydowanie się opłaciło.

 

Rzadko trenuję z Kilianem Jornetem

Twoim partnerem życiowym jest Kilian Jornet, znany biegacz wysokościowy. Czy trenujesz czasem razem z nim?

Jeśli mamy szansę, to oczywiście tak. Ale teraz musimy dzielić czas z naszą małą Ylva-Li. Zatem, gdy jedno z nas trenuje, drugie musi być w domu i zajmować się dzieckiem. Oczywiście, robimy to na zmianę. Lubimy też rozmawiać o naszych treningach, ale nasze podejście do nich jest nieco inne.

 

Na Twoim Instagramie czy Facebooku można znaleźć wiele wpisów dotyczących sportu i treningu. Ale nie unikasz trudnych tematów jak np. Twoja rekonstrukcja więzadła krzyżowego przedniego (ACL) i powrót do zdrowia. Dzielisz się ze wszystkimi jasnymi i ciemnymi stronami życia. Fani dają Ci dużo wsparcia?

Oczywiście, bardzo cenię sobie ciepło i sympatię, jaką otaczają mnie moi fani – bardzo to doceniam! Wiem, że wiele osób narzeka na negatywne komentarze, ale ja staram się być maksymalnie autentyczna we wszystkim, co robię. Taka jestem również w social mediach.


Możesz powiedzieć kilka zdań o tym, jak biegać z dzieckiem albo będąc w ciąży? W jednym wywiadzie przeczytałam, że jeździłaś na nartach przez całą ciążę, a nawet w dniu, w którym urodziłaś…

Bardzo ważne jest, by w czasie ciąży i po niej po prostu słuchać swojego ciała. Tylko ty wiesz, jak się czujesz – a jeśli coś cię martwi, poszukaj fachowej porady. Dla mnie jazda na nartach w czasie ciąży była po prostu świetna, ale już na bieganie nie miałam ochoty. Dziś uwielbiam zabierać swoje dziewczyny na przebieżkę czy jazdę na nartach (np. przyczepka wielofunkcyjna Thule Chariot jest do tego celu znakomita). Muszę tylko pamiętać, by zabierać ze sobą coś do jedzenia i pieluchy.

 

Emelie Forsberg - Dziś uwielbiam zabierać swoje dziewczyny na przebieżkę czy jazdę na nartach, fot. Thule

 

Polecam Wam jazdę z dziećmi na nartach. Ja to bardzo lubię

Jak bycie mamą wpłynęło na Twoją karierę sportową? Przypuszczam, że teraz musisz być podwójnie zorganizowana.

Tak, to prawda. Jesteśmy doskonale zorganizowani. Dwie ciąże w stosunkowo krótkim czasie miały ogromny wpływ na moje życie i wciąż jestem daleko od stabilnej, wysokiej formy. Ale bardzo cieszę się, że powoli do niej dochodzę i jestem szczęśliwa, że będę mogła wrócić silniejsza.

 

Na Twoich zdjęciach widzimy, jak bardzo angażujesz swoje dziecko w wiele zajęć. Jakie są Twoje ulubione sposoby aktywnego spędzania czasu z najmłodszymi?

Tej zimy dużo jeździłam na nartach z Thule Chariot, ale lubię też spacery czy narty z nosidłem Thule Sapling. Posiadanie sprzętu, który pozwala zabrać ze sobą dzieci, daje ogromne poczucie wolności. Dla nas to dziś coś zupełnie naturalnego.

 

Jesteś niezwykle silną kobietą. Jak sądzisz, w ilu w procentach decydują o tym geny, a w ilu sam trening?

Dziękuję za miłe słowa. Wydaje mi się, że w grę wchodzą oba te czynniki, ale to trening pozwala zajść dalej. Geny dają nam bazę, ale to co na niej zbudujemy, zależy już tylko od nas.

 

Czym są dla Ciebie góry wysokie? Mam na myśli Twoją próbę na Czo Oju. Pięć lat temu spróbowałaś wejść na ten ośmiotysięcznik razem z Kilianem. Wtedy się nie udało, zawróciłaś z wysokości 7700 m n.p.m. Czy to jest coś, co chcesz robić w przyszłości?

Marzę o tym, ale nie mam pewności, jakbym się czuła powyżej 8000 m n.p.m.

 


Ukończyłaś też kurs instruktora jogi. Jak pomaga Ci ona w sporcie i w życiu codziennym?

Kiedyś częściej uprawiałem jogę. Zresztą wciąż wierzę, że to doskonałe narzędzie do rozwijania ducha i ciała w naszych zabieganych czasach, ale chwilowo rzadko mam okazję ćwiczyć. Nie mogę znaleźć na to czasu, choć chyba powinnam i pewnie spróbuję do niej wrócić. Cieszę się, że przeszłam ten kurs. Mam podstawy, na których mogę budować swoje umiejętności.