Góry są, czekają i wabią niezwykłym urokiem. Tylko straszny żal, że w tym sezonie nie będzie w nich dziewczyn i chłopaków z Ukrainy. Oby już w następnym.

 

Wydawca naglił mnie, abym napisał felieton. Wiem, wiem, tylko o czym. Najpierw dwa lata pandemia hamowała wszystkie aktywności, a jak już zaczęła trochę wygasać, to mamy teraz coś znacznie gorszego. Wojnę - bezprzykładną agresję Rosji na Ukrainę. Bombardowany codziennie wieściami z frontu, porażony losem uchodźców i ogromem nieszczęścia, jaki dotknął Ukraińców, tracę koncept, o czym pisać. Ale coś napisać trzeba. Choćby dlatego, żeby odreagować od ciągłych złych wieści.

 

Zacznę od zimy. Szczęśliwie minęła u nas i w górach wysokich. Właściwie można by ją określić jednym zdaniem - w Himalajach zima jak zawsze bez sukcesów. Rok temu świętowaliśmy zimowe wejście na K2 i wtedy wydawało się, że osławiony Sherpa Fixing Team pójdzie jak burza i dalsze zimowe sukcesy będą kwestią czasu. Że góry ośmiotysięczne będą (w zimie) poddawać się masowo, uznając klasę i siłę nepalskiego ludu.

 

Uprzedzając to, co jest poniżej powiem, że Sherpa FixingTeam nie poszedł jak burza, góry nie padły i wszystko wróciło do normy. Normy mówiącej, że w lecie pod ośmiotysięcznikami jest „business as usual”, a w zimie spokój. A może inne nacje coś zawalczyły. Popatrzmy.

 

Zimą 2022 roku w Himalajach i Karakoroum sukcesów nie było

Styczeń – startują wyprawy na Manaslu, Everest, Nanga Parbat, Czo Oju i K2. Na Manaslu sami weterani – Alex Txikon i Simone Moro, na Evereście Jost Kobusch, na Nanga Parbat David Goettler i Herve Barmasse, na Czo Oju Gelje Sherpa (chyba przygotowanie pod zimowe wejścia komercyjne) i na K2 Nima Gyalzen Sherpa (też komercyjnie). Wszyscy optymistycznie rozbijają bazy, są dobrej myśli, aklimatyzują się, optymizm z nich bije.

 

Luty – Na Manaslu odwrót. Śnieg po przysłowiowe jaja, pogoda pod psem, nadziei brak. Za to nasza polska eksportowa trójka wspinaczy rozpoczyna przygodę z zimą na British Route na Trango Tower. Janusz Gołąb, Michał Król i Maciej Kimmel startują na ten klasyk rodem z Karakorum. Jost Kobusch z podziwu godnym uporem atakuje samotnie Everest przez zachodnią grań i kuluar Hornbeina. Na K2 poręczowanie trwa i nic nie wskazuje, żeby się miało zakończyć. Na Czo Oju poręczowanie też trwa, choć trudności są o niebo niższe niż na K2. Z kolei od południa poręczuje druga grupa Szerpów, także szykując drogę na sezon wiosennych wypraw. Szerpowie chcą się w ten sposób uniezależnić od kaprysów biurokracji chińskiej, limitującej wjazdy do Tybetu. Bo biznes wyprawowy musi być stabilny, organizacja prostsza, a klient zadowolony.

 

Marzec – koniec zimy (według standardów geograficznych, bo dla Denisa Urubko to już od dawna jest wiosna) i koniec wypraw. Wszystkie poległy. Na szczęście uczestnicy ocaleli i jest szansa, że w następnym roku wrócą.

 

Himalaiści nie wytyczają nowych dróg w górach wysokich

Warto by podsumować ten sezon. Otóż najłatwiej jest napisać, że był do bani. Ale to nie jest prawda. Nie martwi mnie to, że żadna wyprawa nie weszła na szczyt, na który chciała wejść. Taka jest kolej rzeczy w górach. Martwi mnie to, że prób na innych drogach niż normalne na ośmiotysięczniki było jak na lekarstwo. Jedna próba na Trango, druga na Nanga Parbat i koniec. Jaka jest więc przyszłość w górach wysokich? Czy zimowe peregrynacje w Himalajach i Karakorum staną się domeną kilku lub kilkunastu zapaleńców na trudnych drogach? Czy Sherpa Fixing Team otworzy nowe rynku zbytu dla klientów pragnących sprawdzić się w siarczystym mrozie i huraganowym wietrze? Ano zobaczymy. Na razie startuje sezon wiosenny.

 

Już jest jedna ofiara. Antonis Sykaris z Grecji zmarł, schodząc z Dhaulagiri. Pod tą górą jest po raz 13. Carlos Soria (lat 83), a w bazie pod Kanczendzongą siedzi zespół Horia Colibasanu i Peter Hamor, planując trawers Yalung Kang – Kanczendzonga. Brrr, na samą myśl o tym trawersie robi mi się niedobrze. Trudne to i niebezpieczne. Peter, do diabła, co Ty robisz? Martwię się o Ciebie, przyjacielu... No i pewnie w drodze są już liczne karawany (do marzeń) do wszystkich baz w Himalajach wiosną. Będzie gwarno i ludycznie. Ale to już jest zupełnie inna historia, jak mawiał Kipling. Góry są, czekają i wabią niezwykłym urokiem. Tylko straszny żal, że w tym sezonie nie będzie w nich dziewczyn i chłopaków z Ukrainy. Oby już w następnym.

 

A ja sobie życzę, żebym następnym razem miał więcej weny twórczej i więcej do zaoferowania Wam, czytelnicy… Żebym po prostu miał o czym pisać.