Gdy pierwszy raz pojechałam w słowackie Tatry, nie mogłam wyjść z podziwu nad znikomą liczbą turystów w porównaniu z polską wersją pasma. Jednak jeszcze bardziej nie mogłam wyjść z zachwytu nad ciszą i pięknem otaczającej mnie przyrody. Zabiorę Was dzisiaj w jedno z najpiękniejszych dla mnie miejsc w górach.

 

Czasem mam pokusę, by nie dzielić się tak ukochanymi przeze mnie odludnymi miejscami. Chciałabym je zatrzymać dla siebie, albo przynajmniej dla jak najmniejszej liczby osób. To właśnie w takich górach – pustych i majestatycznych, w ciszy i samotności, odnajduję prawdziwą wolność. To tam na szlaku po raz kolejny odnajduję moją życiową drogę, co rusz zagłuszaną przez pędzący rytm miasta. W szczególnie trudnym dla mnie czasie, jeszcze bardziej potrzebuję górskiego oddechu.

 

Słowacja, Zielony Staw Kieżmarski
fot. Karol Nienartowicz

 

Ten mój dzisiejszy szlak można podzielić na trzy części. I choć tylko jedna z nich świeciła pustkami, to znalazłam na nim to, czego szukałam – niesamowitą przyrodę, potęgę piętrzących się wokół szczytów, w których upatruję swoje wspinaczkowe cele i ciszę, która ustawia życiowe priorytety na odpowiednich półkach.

 

Wędrówkę rozpoczynamy przy Cesla Slobody, co po polsku oznacza Drogę Wolności (910 m n.p.m.). Biegnąc od Łysej Polany (słow. Lysá polana) do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) łączy podtatrzańskie miejscowości i jednocześnie jest punktem wypadowym na górskie szlaki. Ponoć w XVI wieku nazywana była Drogą Zbójów, gdyż słynęła ze szmuglujących towar przemytników. Na cześć wyzwolenia spod okupacji węgierskiej, po I wojnie światowej stała się właśnie Drogą Wolności.

 

Dla mnie ta nazwa ma metaforyczne znaczenie. Początek żółtego szlaku będącego początkiem Doliny Białej Wody Kieżmarskiej (Dolina Kežmarskej Bielej vody) to brama do innego świata. Wolnego od pośpiechu i konsumpcjonizmu. A będącego powrotem do natury. Sama dolina również oddziela dwa światy – granitowych strzelistych szczytów Tatr Wysokich, od łagodniejszych i mniej surowych Tatr Bielskich.