Norweżka Erika Fatland jest zaliczana do najlepszych młodych reportażystów w Europie. Jej najnowsza książka – „Szczyty. Podróż po Himalajach” – właśnie ukazała się w Polsce.

 

Dla ludzi z Zachodu Himalaje mają wymiar niemal mistyczny, są pełne tajemnic i wyjątkowości. Zazwyczaj też książki o tej krainie dotyczą albo niebezpiecznych prób wejścia na ten czy inny szczyt, albo są zapisem metafizycznych doznań związanych z pobytem w tym wyjątkowym miejscu. Reportaż Eriki Fatland niezwykle się na tym tle wyróżnia. Ukazuje, że „dom śniegu”, bo to w sanskrycie wyraża nazwa Himalaje, oznacza „dużo więcej niż marzenie alpinistów i sny o raju poszukujących duchowości turystów”.

 

Norweżka wyruszyła w ośmiomiesięczną podróż wzdłuż Himalajów z powodu zafascynowania granicami i tym, jakie konsekwencje mogą one wywoływać. Rzeczywiste lub wirtualne linie zamykające albo oddzielające pewien określony obszar, to podziały, które bez względu na to, czy sobie to uświadamiamy czy nie, mają ogromny wpływ na ludzkie życie.

 

Himalaje, w które zabiera nas w książce, to przede wszystkim przebogaty świat kultur i języków, gdzie nowoczesność zderza się z tradycją, religie mieszają się z prastarymi wierzeniami i szamanizmem, a dążenie do wolności współgra z przymusem wiary. Fatland wyniosłe szczyty nie interesują, chyba że jako siedziby bóstw. Z podniebnej perspektywy nie widać szczegółów dolinnego życia, a to historie zwykłych ludzi, tych, którzy żyją w cieniu Himalajów, są dla niej prawdziwie zajmujące. W swojej wędrówce Erika pokonuje „jedynie” kilka wysoko położonych przełęczy, i choć dociera do bazy pod Everestem, przypłacając to zresztą chorobą wysokościową, wycieczkę uznaje za typową atrakcję skrojoną pod turystów, a nie rzeczywiste obcowanie z tamtejszą kulturą.

 

Trzeba przyznać, że Norweżce daleko do typowej zachodniej podróżniczki. Jej opowieści pozbawiane są tego denerwującego cielęcego zachwytu nad innością, który tak często charakteryzuje turystów i zwykle skrywa przekonanie o własnej wyższości. Fatland jest bezpośrednia, otwarta, lubi słuchać, a teoretyczna podbudowa pozwala jej zadawać trafne pytania i wyjść poza zwyczajowe tło. Z prostych rozmów i niezbyt pogłębionej obserwacji buduje ciekawą, pozbawioną wartościowania opowieść o różnorodnych kulturach i sposobach na życie. W jej opowieści jest przy tym sporo humoru, który podbity sarkazmem świetnie punktuje zachodni egocentryzm.

 

Himalajska podróż przyniosła ogrom materiału, książka rozrosła się do 650-stronicowego tomiszcza, a Fatland, mimo talentu pisarskiego, nie do końca poradziła sobie z utrzymaniem tempa narracji. Dla czytelnika natłok informacji bywa miejscami nużący, a szczegółowe opisy – nieco przegadane. To jednak tylko niewielkie niedociągnięcia tej mądrej i wyważonej książki. Jeżeli jesteście ciekawi innych kultur, koniecznie sięgnijcie po „Szczyty”.

 

 

Erika Fatland, „Szczyty. Podróż w Himalaje”, Wydawnictwo Sonia Draga Post Factum 2021

Cena: 54,90 zł

Ocena: 5/6