Ruszamy około 4.30. W lesie szlak jest prawie niewidoczny. Chwilami musimy kopać się przez zaspy. Powyżej poziomu drzew stajemy, by przygotować się na walkę z wiatrem. Wygląda to trochę jak rycerze zbrojący się na bitwę - gogle, puchówka, kominiarki, kaptury. 

Pomysł na bardziej przygodową wersję Głównego Szlaku Beskidzkiego pojawił się już w trakcie jesiennej próby w 2020 roku. Wtedy wraz z ekipą udało nam się zrobić FKT (Fastest Known Time), czyli najszybszy czas tej trasy. Wynosi on obecnie 107 godz. i 19 minut. Trafiliśmy jednak na bardzo niekorzystne warunki pogodowe i pamiętam niewiele więcej niż deszcz, błoto, gęstą mgłę, porywisty wiatr i ciągłą senność. A że zima w tym sezonie była wyjątkowo długa i piękna, postanowiłem to wykorzystać.