Z Kacprem Tekielim mieliśmy spotkać się na Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady w Lądku-Zdroju. Jednak w ostatniej chwili plany się zmieniły, a niedawna operacja barku postawiła go przed koniecznością regularnej, codziennej rehabilitacji. Ona jest dla niego absolutnym priorytetem.

Robisz trudne przejścia ścian, wspinasz się solo, bijesz rekordy prędkości. Jakim wspinaczem jesteś?

Jestem przede wszystkim alpinistą. Moim zdaniem to właśnie alpinizm jest najbardziej synkretyczną dyscypliną wspinaczkową. Bo trzeba być na przyzwoitym poziomie właściwie we wszystkim, począwszy od wspinaczki skalnej po wspinanie w lodzie. Bardzo ważnym elementem jest również odpowiednia wydolność organizmu oraz generalna siła fizyczna. W tym sporcie nie można mieć słabych stron, bo niepostrzeżenie odwróci się to przeciwko nam w najmniej odpowiednim momencie. Przeciętny alpinista radzi sobie na wszystkich polach. I myślę, że mogę się za takiego uznać, bo jestem dosyć uniwersalny.

Czy mimo to odnajdujesz się jakoś szczególnie w konkretnej dyscyplinie?

Doskonale czuję się w przejściach szybkościowych w stylu fast and light. Jeśli chodzi o doznania czysto przyjemnościowe to nic nie może się temu równać. Możliwość poruszania się bez większej ilości szpeju czy zbędnego wyposażenia w postaci sprzętu biwakowego stanowi nie lada pokusę! Pokonywanie trudności wspinaczkowych na lekko i zrezygnowanie z mozolnej i długo trwającej asekuracji na stanowiskach daje poczucie górskiej mobilności i szybkości. Jeśli natomiast chodzi o aspekt sportowy i zastrzyk adrenaliny to satysfakcję sprawia mi wspinaczka w rysach oraz wspinaczka lodowa. Ta druga jest zdecydowanie bardziej stresogenna i to chyba wywołuje we mnie swoiste uzależnienie.