Po pierwszych 10 kilometrach przestaję wierzyć zegarkowi. Czy to możliwe, że mam już za sobą 1000 metrów podejścia? To jak bieg z Krupówek na Kasprowy Wierch, a ja jestem gdzieś przed niepozorną Górą Żar! Zaprawdę powiadam Wam - biada tym, którzy zlekceważą to niewielkie pasmo.

 

Czupel. Najwyższy szczyt w Beskidzie Małym. Ledwo przekracza 900 m n.p.m. I na pierwszy rzut oka nie ma gdzie się zmęczyć w jego sąsiedztwie. Ot kilka pagórków rozciągniętych między Suchą Beskidzką a Bielsko-Białą. Lecz jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, o czym dobitnie przekonałem się, biegając wiosną w okolicach Hrobaczej Łąki („Na Szczycie” nr 4/2021). W pamięci zostały mi śliskie zbiegi, błoto, chaszczowanie i ostre kamienie pod stopami.

 

A jak się sprawy mają na ścieżkach bliżej Żywca i słynnych elektrowni? Żeby to sprawdzić, rzucam się w wir przygody w tym samym miejscu – urokliwej wsi Porąbka rozciągniętej wzdłuż koryta Soły. W sobotni poranek sennej i chłodnej. Jedyne żywe istoty krążą wokół rozkładającego się targowiska nad rzeką. Połowa z nich to biegacze czekający na podstawione autobusy do Międzybrodzia Bialskiego. Tam startujemy. A tu, przy stadionie w Porąbce, niebawem rozłoży się meta. Tak z grubsza wygląda logistyka Maratonu Trzech Jezior.