Glacensis to dawne, łacińskie określenie ziemi kłodzkiej. Dziś nazwa ta kojarzy się przede wszystkim z siecią singletracków, która jest naprawdę imponująca.

 

Wspominam o tym, ponieważ między innymi z prezesem fundacji Singletrack Glacensis – Markiem Janikowskim odbierałem ostatnio Odznaki Honorowe Powiatu Kłodzkiego 2021. I o ile dla nas – mieszkańców ziemi kłodzkiej – singletracki są doskonale znane, to nadal często spotykam się z zaskoczeniem przyjezdnych, którzy nic o nich nie słyszeli.

 

Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach nasza okolica jako region turystyczny bardzo zyskała. Atrakcji, które przyciągają gości z całej Polski, jest coraz więcej. Zresztą turystów też przybywa i niewątpliwie sieć ścieżek Glacensis też się do tego przyczyniła. Patrząc na mapę, zwłaszcza we wschodniej i południowej części ziemi kłodzkiej - w okolicach Lądka-Zdroju, Złotego Stoku, Barda, Międzygórza i Międzylesia - singletracki tworzą zwarty system, który umożliwia nam przejechanie od Międzylesia daleko za Bardo. Po zachodniej stronie natomiast dominują pojedyncze pętle, jak choćby Jagodna w Górach Bystrzyckich, okolice Zieleńca czy Kudowy-Zdroju. Kolejne ścieżki są w budowie, a ideą jest połączenie wszystkiego w spójną całość. Umożliwi nam to przejechanie wszystkich pasm, a więc Gór Stołowych i Orlickich, Bardzkich i Złotych, Bystrzyckich oraz Masyw Śnieżnika.

 

Oczywiście, zanim ten sport stał się popularny w Polsce, obserwowaliśmy ten fenomen w Czechach. To właśnie nasi południowi sąsiedzi, którzy są krajem mocno outdoorowym, wybudowali pierwsze kilometry takich tras. To tam na pierwsze jazdy udawali się Polacy. Chyba każdy, kto jeździ na rowerze górskim, słyszał kiedyś albo był w tak znanej mekce rowerowej, jaką są Rychlebské Stezky, czeski odpowiednik Gór Złotych. Aż trudno zatem uwierzyć, że dzisiaj role trochę się odwróciły. Na przykład władze Nachodu, który graniczy z Kudową-Zdrojem, zrezygnowały z budowania singli, bo uważają to za zbyt niebezpieczne dla amatorów rowerowych.

 

Dlatego planując aktywne wakacje czy weekend w tym zakątku Polski, warto wziąć ze sobą rower albo go wypożyczyć w jednej z licznych wypożyczalni. Naprawdę warto.

 

Zjechałem większość tych tras. To atrakcyjne rowerowe pętle - jest ich grubo ponad 20, a łączna liczba kilometrów wynosi prawie 260! - podzielone ze względu na stopień trudności. Ale nawet te określane mianem średnio trudnych są bardzo przyjemne i osoby, które jeżdżą w terenie i mają zaprawę w górach, śmiało mogą się z nimi mierzyć.

 

W odróżnieniu od tras enduro Srebrna Góra czy tych na Czarnej Górze, są przystępne zarówno dla starszych osób, jak i dzieciaków. Cechują je łagodne podjazdy i wyprofilowane zjazdy.

 

Dzięki singletrackom zauważyłem ogólny wzrost aktywności rowerowej. Często byłem pozytywnie zaskoczony średnią wieku rowerzystów w Kudowie-Zdroju, gdzie mieszkam. Choćby za sprawą rowerów elektrycznych coraz więcej ludzi wyrusza na wycieczki i to nie byle jakie! Rower ze wspomaganiem napędu pozwala osobom starszym, czy też o nieco słabszej kondycji, dotrzeć tam, gdzie prawdopodobnie nie daliby rady dojechać na normalnym rowerze. A że gór, a co za tym idzie licznych podjazdów u nas nie brakuje, to taki rower ma tutaj używanie! Zmienia się również nasze podejście do tego typu pojazdów. Dziś instalacje elektryczne znajdziemy nie tylko w rowerach miejskich, ale świetnie wyposażonych rowerach trekkingowych - fullach. Z nich też korzysta coraz więcej aktywnych ludzi, którzy pragną wydłużyć swoje wycieczki.

 

I na koniec, równie istotne jest to, że wokół singletracków i tras rowerowych, widać rozwój lokalnej bazy – noclegowej, gastronomicznej i usługowej związanej z ruchem rowerowym. W wielu miejscach istnieje możliwość serwisowania pojazdu, bezpiecznego przypięcia go, a nawet umycia, czy zabrania ze sobą do budynku na noc. Sama współpraca miast i Lasów Państwowych również jest krzepiąca. Pokazuje, że przy takich kluczowych i dużych projektach, potrafimy się łączyć ponad podziałami. To bardzo budujące.