To moja ulubiona panorama Tatr. Najbardziej działa na wyobraźnię. Trzeba stanąć po ich słowackiej stronie, niedaleko Kieżmarku, najlepiej późną jesienią. Przyprószony śniegiem, wyrastający niemal z równiny, górski masyw budzi wówczas skojarzenia z krajobrazami Pamiru gdzieś w Tadżykistanie albo szczytami Tien-szanu w Kirgistanie. Jedynie jurt brakuje i nomadów.

 

Pierwszy plan jest prawie zupełnie płaski, zajęty przez pola uprawne, jedynie niskie domki wsi zdradzają skalę. Za nimi las. Wznosi się delikatnie, aby po chwili oddać miejsce kosówce i w końcu skalistym ścianom. Linia kolejki na Łomnicę przecina tę naturalną piętrowość. Wskazuje szczyt. To moim zdaniem najwspanialsza perspektywa, bijąca na głowę tę z Gubałówki, Przełęczy nad Łapszanką - nieco podobna do tej z Baligówki w Kotlinie Orawsko-Nowotarskiej.

 

Jak na dłoni widać, że.... nie jest tych Tatr wcale dużo. W linii prostej - 57 km, maksymalna szerokość 19. Do tego 2655 m n.p.m. na szczycie Gerlacha i z obniżeniami sięgającymi 500 m n.p.m. po słowackiej stronie w Kotlinie Liptowskiej. Podzielone na trzy grupy: Bielskie, Wysokie i Zachodnie, kryją w sobie przeciekawą historię powstania i co za tym idzie - ogromną różnorodność geologiczną.

 

Aby zrozumieć skąd w Tatrach tak wyniosłe szczyty, jak Gerlach, Rysy (2499 m n.p.m.), Wysoka (2547 m n.p.m.) czy Krywań (2494 m n.p.m.), trzeba sięgnąć dość daleko, aż na początek paleozoiku, po kambr, 500 mln lat wstecz. Wówczas to powstały skały osadowe i wulkaniczne, które w karbonie, 340 mln lat temu zostały zmetamorfizowane, czyli przekształcone pod wpływem ciśnienia i wysokich temperatur w gnejsy i łupki krystaliczne. Zaś spękania tychże wypełniła magma, która wykrystalizowała w granity. I tym sposobem powstało coś, co można nazwać bazą fundamentem Tatr. Geolodzy nazywają to trzonem krystalicznym.