Ktoś mi kiedyś powiedział, że po Beskidzie Niskim najlepiej poruszać się na rowerze, a nie pieszo. Coś w tym jest, bo szczyty gór są przeważnie zalesione, a najładniej jest w dolinach. Rower daje zatem więcej możliwości. Tak narodził się pomysł pętli na 50 km, by dotrzeć do najciekawszych łemkowskich miejscowości, a w zasadzie tego, co po nich zostało.

 

Zaczynamy od rozdroża przy gościńcu Banica we wsi Krzywe. Szykujemy się do drogi przy punkcie parkingowym ze stołami. Naokoło pustka. Nawet budynek karczmy stoi schowany wśród drzew. Tak właśnie będzie kojarzył mi się Beskid Niski zapamiętany z tej wycieczki - jako puste przestrzenie.

 

  

Jeśli szukacie ciszy i spokoju, to Beskid Niski będzie miejscem idealnym
fot. Adobe Stock, Kamila Gruszka

 

Rozległe łąki ze stojącymi tylko gdzieniegdzie krzyżami, pozostałościami nagrobków po dawnych cmentarzach nieistniejących wsi. Będziemy wjeżdżać w przepiękne doliny z nieodłącznym wrażeniem, że coś tu nie gra, że wiejska droga prowadzi donikąd, a w zapuszczonych sadach nie ma życia, które dawniej otaczało owocowe drzewa.

 

Śladem łemkowskich wsi

Jasionka to pierwsza większa wieś, którą mijamy. Z dawnej łemkowskiej osady wysiedlono mieszkańców w ramach akcji „Wisła” w 1947 roku, a w to miejsce utworzono PGR – czyli osławione w czasach PRL Państwowe Gospodarstwo Rolne. Łemkowskie chyże rozebrano, powstały nowe klockowate zabudowania, lasy wycięto. Ponoć mieszkańcy próbowali wrócić na swe dawne ziemie, ale za każdym razem im odmawiano. Nieliczni, którym udało się odwiedzić rodzinną wioskę, relacjonowali, że trudno było im ją rozpoznać.