Klasyk nigdy nie wychodzi z mody. A pomysł na bieganie po górach wcale nie przyszedł do nas z zagranicy. Tym bardziej polecam przywitanie dnia na Nosalu, truchtanie Doliną Jaworzynki i zdobycie Kasprowego Wierchu z numerem startowym na piersi.

 

Tatry, Kasprowy Wierch na wyciągnięcie ręki, Wysokogórski Bieg im. dh. Franciszka Marduły
fot. Andrzej Tomczyk

 

Przyznaję, od kilku lat aż strach otworzyć lodówkę. Moda na bieganie w górach otacza nas z każdej strony. I w przeciwieństwie do turniejowych meczów naszej piłkarskiej kadry – nie należy się jej bać. Zwłaszcza gdy biega szwagier, a siostra robi przebieżki. I nawet pies zszedł wreszcie z kanapy, żeby pogonić ptaki na szlaku. Bo jeśli robimy to z głową – poprawiamy swoją kondycję i fundujemy sobie nie lada przyjemność. A co najciekawsze, dużo szybciej zwiedzamy nasze ukochane góry. Zdradzę Wam też najważniejszy sekret: wcale nie trzeba biec przez cały czas, tym bardziej pod górę. Możemy zacząć jedynie od truchtania w dół. A i tak wiatr we włosach, uczucie wolności i pęd powietrza rozkochają Was w tym sporcie.

 

Tatry, ponad przełęczą Liliowe, Wysokogórski Bieg im. dh. Franciszka Marduły
fot. Andrzej Tomczyk

 

Do podobnych wniosków musieli dojść Stanisław Zdyb i pozostali członkowie zakopiańskiego gniazda Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, gdy w 1925 roku zorganizowali pierwszy w Tatrach i równocześnie pierwszy w Polsce bieg górski. Tak, dobrze czytacie. Prawie 100 lat temu. I przekornie nazwali go „Chodem Tatrzańskim”. Wszystko to w czasach, gdy majestat tatrzańskiej przyrody stanowi największe dobro Rzeczypospolitej i nikt nawet nie śni o butach do biegania czy kurtkach z „texami”. A tu kilku facetów zaczyna się ścigać na dystansie 25 km „(…) przez Kuźnice na Czerwone Wierchy (2128 m n.p.m.), a stąd przez Dolinę Miętusią i Dolinę Małej Łąki”.

 

Tatry, w rejonie Beskidu, Wysokogórski Bieg im. dh. Franciszka Marduły
fot. Andrzej Tomczyk

 

W Zakopanem szok i niedowierzanie, porównywalne z Denisem Urubko w „Tańcu z Gwiazdami”. Dość powiedzieć, że zwycięzca Julian Motyka pokonuje tę trasę w imponującym czasie 2 godzin 59 minut. I co w zamian? Pukanie się po czołach i lincz na łamach prasy. No bo jak to tak? Biegać po Tatrach?

 

Tatry, zwycięzca biegu Marcin Kubica, Wysokogórski Bieg im. dh. Franciszka Marduły
fot. Krzysztof Knapczyk