Pamiętam, gdy na jedyną w Katowicach ścianę wspinaczkową – nie licząc boulderowni – 22 lata temu przychodził Rysiu Pawłowski. Ukradkiem spoglądaliśmy na niego. Patrzyliśmy kątem oka, bo nie chcieliśmy wprost gapić się na to, z jaką lekkością i gracją poruszał się po wszystkich drogach. W przewieszeniu, o którym my mogliśmy tylko pomarzyć wspinał się tak, jakby od urodzenia trenował ten sport. Gdy związałam się bliżej z Klubem Wysokogórskim Katowice, krążyły w nim kąśliwe cytaty, jak choćby: “kiedy byłem 14 raz na Ama Dablam...”