Mocno palące słońce, niezapomniane widoki na Mont Blanc, trekking wśród kwitnących wiosną rododendronów i szybkie schłodzenie we wnętrzu lodowca – takie atrakcje w ciągu jednego dnia gwarantuje wyjazd pod Białą Górę.

 

Jadąc w tak odległe miejsce jak Chamonix, baliśmy się wszyscy, czy dopisze nam pogoda. Skoro najbliższe 10 dni mamy spędzić na szlakach wokół Mont Blanc, byłoby miło, gdyby słoneczna aura dopisała. Doskwierająca przez cały urlop wieczna ściana deszczu jest absolutnie nie do przyjęcia. Mieliśmy na to swój sprawdzony sposób, naszą tajną broń - jechał z nami Karol. Super moc Karola polega na tym, że brzydką pogodę ma zawsze, ale to zawsze, tylko w pierwszy dzień wyprawy.

 

Po całonocnej przeprawie przez Europę, gdy rano wjechaliśmy do Szwajcarii, przywitały nas ciężkie, ciemne chmury i opad deszczu, do tego zerowa widoczność. Identycznie było, gdy przekroczyliśmy już francuską granicę i zatrzymaliśmy się w centrum Chamonix. Gęsta mżawka może i trochę nas obudziła po 22 godzinach w autokarze, ale chęci starczyło tylko na błyskawiczne przejście głównego deptaku. Tu sklep, tam knajpka, pomiędzy nimi salony z odzieżą outdoorową – okolica poznana, wszystko już wiemy.