Wanda Rutkiewicz weszła na himalajskie szczyty po okupionym ambicją - potem złością, a czasem krwią i śmiercią - gruncie. W porównaniu do koleżanek - taterniczek sprzed drugiej wojny światowej i tych powojennych, miała łatwiej. Co nie oznacza, że już niczego nie musiała robić, by zaistnieć na wysokogórskim firmamencie jako kobieta - alpinistka. Musiała, i zrobiła.

 

Wanda Rutkiewicz na tle K2 – wyprawa z 1986 r., fot. archiwum Jerzego Kukuczki

 

Obok Jurka Kukuczki była jedynym, profesjonalnym, polskim himalaistą - himalaistką, która górom poświęciła życie, ale i potrafiła z nich żyć. Sponsorzy, pokazy przezroczy, spotkania, produkcja filmów górskich - to był jej żywioł i źródło dochodów. Jedno trzeba powiedzieć wprost: zgubił ją “pęd za cyfrą”. W jej przypadku - chęć zaliczenia 14 szczytów Korony Himalajów i Karakorum. Dziś jest symbolem górskiej emancypacji, legendą stylu wspinania w czysto kobiecych zespołach. Mimo że tego stylu ani nie wymyśliła, ani nie była mu do końca wierna. 

 

Na Mount Everest weszła w dniu wyboru papieża Polaka

Kobiety jak ona budzą u mężczyzn skrajne uczucia. Wanda była piękna, miała klasę, ogładę. Mówiła spokojnie, piękną polszczyzną. Dobrze się nosiła, była elegancka. Do tego chorobliwie ambitna i pracowita. Gdy 16 października 1978 roku stanęła jako trzecia kobieta, ale pierwsza Polka - Polak, pierwsza Europejka na szczycie Mount Everestu, podzieliła polskie środowisko wspinaczkowe. 

 

Część biła brawo, ale nie akcentowała zbytnio faktu, że wejścia dokonała kobieta. Ważne było, że to polskie wejście. Inna część stwierdziła, nieco z przekąsem, że “rozwiązała problem”. Bo to planowane tuż po odzyskaniu niepodległości, a potem kolejny raz po drugiej wojnie światowej i znów w latach 60. polskie wejście na najwyższą górę świata. Tym samym ta wewnętrzna konkurencja, która rozpalała marzenia, wreszcie się zakończyła. 

 

- Myśmy wszyscy marzyli o Evereście - pisał w “Miejscu przy stole” Andrzej Wilczkowski. No więc teraz można było przestać marzyć. 

 

Tyle, że wejście Wandy nie było ani polskie, ani sportowe. Tak uważała trzecia grupa, w tym lider zimowego wspinania, Andrzej Zawada. Nie w smak mu było, że zdobyła najwyższą górę świata w ramach niemiecko-francuskiej wyprawy, a nie polskiej, narodowej. Na dodatek samo wejście odbyło się klasyczną drogą, bez jakiegokolwiek sportowego akcentu. Zawada uznał sukces Wandy za jej osobisty. 

 

Anna Czerwińska stwierdziła, że faceci po prostu jej zazdrościli - zwłaszcza, że zdobyciem Góry Gór im dokopała. Marian Sajnog, himalaista i GOPR-owiec tłumaczył, że każdy miał takie same jak ona szanse i nikt nikomu nie zabraniał wspinać się w zagranicznych składach. Ale tylko Wanda miała siłę przekonywania, przedsiębiorczość i upór by to zrobić. No więc zrobiła. 

 

Wanda Rutkiewicz zaczęła wspinać się w Sokolikach

Bogdan Jankowski pamiętał to tak, że zabrał w 1961 roku osiemnastoletnią Wandę Błaszkiewicz, zdolną studentkę wrocławskiej politechniki, siatkarkę i lekkoatletkę w Sokoliki pod Jelenią Górą. Wspinała się i z miejsca złapała bakcyla. Rok później ukończyła kurs taternicki i zaczęła się wspinać w Tatrach. W zespołach mieszanych przeszła północną ścianę Żabiego Konia, padł i kultowy Wariant “R” na Mnichu i północna ściana Małego Kierżmarskiego oraz Zamarła Turnia. W końcu zaczęła wspinać się zimą. 

 

Wanda była pod wrażeniem tego, co w Tatrach robiły jej nieco starsze koleżanki - Halina Krüger-Syrokomska, Danuta Topczewska-Baranowska, Krystyna Lipczyńska, Aleksandra Pawełczyk-Kunicka, Janina Zygadlewicz. Te wspinały się w kobiecych zespołach, jako pierwsze kobiety w historii powtarzając najtrudniejsze, tatrzańskie klasyki. Gdy w 1964 roku dostała od Krystyny Lipczyńskiej, wybijającej się ówcześnie taterniczki list, a w nim propozycję wspólnych przejść najtrudniejszych, tatrzańskich dróg, była zachwycona. Niestety, ze wspólnego wspinania nic nie wyszło, Krystyna zginęła w Tatrach w czasie wspinaczki na drodze Studnički na Galerii Gankowej. 

 

- Po jej śmierci nie mogłam się pozbierać - powiedziała Wanda, a na wyprawę w Alpy Austriackie pojechała chora i przygnębiona. Tam pierwszy raz zmierzyła się z kilkusetmetrowym wspinaniem w lodzie. W kolejnych latach odwiedzi Alpy jeszcze kilka razy. Będzie się wspinać wyłącznie z mężczyznami. 

 

Partnerką Rutkiewicz we wspinaczce była m.in. Halina Krüger-Syrokomska 

Spotkanie z Haliną Kruger-Syrokomską było wydarzeniem, które miało ogromny wpływ na dalsze - i wspólne - losy obu pań. Różniły się ogromnie. Wanda ważyła słowa, była spokojna. Halina - istny żywioł. Paliła, klęła i oglądała się za facetami. Gdy w sierpniu 1960 roku Halina z Danutą Topczewska-Baranowską pokonały owianą złą sławą Zamarłą Turnię, nieświadomie dokonały największej, powojennej rewolucji we wspinaniu kobiet. Najważniejszej bo psychologicznej - rozprawiły się z ponurą legendą Zamarłej, wciąż podsycanej od tragicznej śmierci przed 30 laty sióstr Skotnicównych. 

 

W 1967 roku Halina - teraz już z Wandą - jako pierwsze kobiety w historii przeszły 800-metrową wschodnią ścianę Aiguille du Grépon w masywie Mont Blanc. Rok później wylądowały razem w Norwegii. Zasadziły się na kultową drogę, wysoki na 1600 metrów filar Trollryggenu - najwyższą drogę Europy. Udało się - jako pierwszy zespół kobiecy, siódmy w historii. Pisały o nich gazety, a norweski, męski magazyn „Alle Menen” - coś jak “Playboy” - umieścił dzielne Polki na okładce - ubrane, oczywiście. Tak czy inaczej - zostały zauważone. I pewnie dlatego w 1971 roku pojawiły się na tak zwanej długiej liście uczestników pierwszej, zdobywczej, narodowej wyprawy w Himalaje, na dziewiczy Kunyang Chhish (7852 m n.p.m.).  

 

Góry wysokie zaczęła od Piku Lenina w Pamirze

Wanda będzie to pamiętała tak: - Wreszcie osiągam szczyt i... zaczynam wymiotować. Mało uroczyście zdobywam swój pierwszy siedmiotysięcznik. 

 

Wyprawa w Pamiro-Ałłaj i wejście na Pik Lenina (7134 m n.p.m.) miały być przepustką w góry wysokie dla dziewczyn, egzaminem przed wyjazdem na Kunyanga. Andrzej Zawada, kierownik wyprawy, ostrzył zęby tak samo na polski, jak i kobiecy rekord wysokości. Ostatecznie nie pojechały, nie zakwalifikowały się. A pomiędzy Haliną i Wandą wyrósł mur, który rozbił wspinaczkowy duet. U Wandy pojawiła się niechęć do gór wysokich. Ów stan odczarowała rok później na Noszaku (7492 m n.p.m.) w Hindukuszu i w 1974 roku w Pamirze. Wspinała się w męsko-damskich zespołach. 

 

Ta ostatnia wyprawa była dla Wandy kluczowym wydarzeniem w kształtowaniu jej późniejszych planów górskich. Zrozumiała, że jest tylko jeden sposób, aby zaistnieć - jako kobieta - we wspinaczkowym świecie na równym z mężczyznami, partnerskim poziomie. Potrzeba osiągnięć, ale wyłącznie w kobiecym gronie. Zrozumiała coś, o co w połowie lat 50. walczyły Szkotki z pierwszej, kobiecej wyprawy w Himalaje. Pisała o tym poznanianka, taterniczka Zofia Strumiłło w klubowym “Oscypku”, rugając taterniczki za ich konformistyczne podejście do wspinania. Zrozumiała, co chciała udowodnić Francuska Claude Kogan, organizując w 1959 roku pierwszą, czysto kobiecą wyprawę na ośmiotysięcznik - Czo Oju.

 

Zdjęcie grupowe uczestników zimowej wyprawy na Annapurnę w 1987 r.
Od lewej stoją: Ryszard Warecki, Artur Hajzer, Jerzy Kukuczka i Wanda Rutkiewicz.
Kucają: Michał Tokarzewski i Krzysztof Wielicki, fot. archiwum Jerzego Kukuczki

 

Temperatura wrzenia, czyli kobieca wyprawa na Gaszerbrumy

Był rok 1975, a w Karakorum działały dwie polskie wyprawy. Pierwszą, wrocławską, na dziewiczy Broad Peak Middle (8011 m n.p.m.) kierował Janusz Fereński. Drugą - Wanda Rutkiewicz. 

 

- Wanda - cipa! - krzyczały dzieci w jednej z wiosek w dolinie Shigar. 

- Fereń - chuj! - kilka tygodni później, w innej wiosce słychać było nieco inne słowa. 

 

Są świadectwem relacji, które tamtego roku łączyły obydwie wyprawy - żartobliwym, ale nie pozbawionym drugiego dna. Gdy 1975 rok ogłoszony został przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Kobiet, Wanda ogłosiła podwójną, damsko-męską wyprawę w Karakorum. Na Gaszerbrum II (8035 m n.p.m.) mieli się wspiąć mężczyźni, zaś na dziewiczy Gaszerbrum III (7952 m n.p.m.) - kobiety. Do zespołu kobiet weszły Alicja Bednarz, Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Anna Czerwińska, Halina Krüger-Syrokomska, Maria Mitkiewicz, Anna Okopińska i Krystyna Palmowska. Męską częścią kierował - w roli zastępcy Wandy - Janusz Onyszkiewicz. Łączyła ich droga do bazy, dzieliły planowane szczyty i skład ekipy w akcji górskiej. Dziewczyny miały się wspinać samodzielnie. 

 

Niestety, nie wszystko poszło jak było planowane. Gdy okazało się, że Wanda idzie na G III z Chadwick-Onyszkiewicz i mężczyznami (wierzchołek zdobyli 11 sierpnia) resztą damskiego składu zagotowało. Nie tak się umawiali. W konsekwencji Halina Krüger-Syrokomska i Anna Okopińska samotnie zaatakowały GII. 12 sierpnia stanęły na wierzchołku, ustanawiając nieplanowany rekord, którego jednak już nikt nigdy nie był w stanie im odebrać: zostały pierwszymi w historii kobietami, które samodzielnie zdobyły ośmiotysięcznik. Ale echo nieporozumień i kłótni w czasie wyprawy słychać było jeszcze długo. 

 

- Gorzko odczułam smak tego zwycięstwa - skomentuje tamte chwile Rutkiewicz, a w kuluarach zacznie się mówić, że Wanda nie liczy się z innymi. Widzi w górach wyłącznie własny interes. 

 

Wielki sukces na północnej ścianie Matterhornu. Wspinała się z Anną Czerwińską i Ireną Kęsą

Wanda twierdziła, że to dzięki wyprawie na Gaszerbrumy została zauważona na świecie i zaproszona w 1976 roku przez samego Karla Herrligkoffera, znanego niemieckiego himalaistę, na wyprawę na Nanga Parbat. Z Danutą Gellner-Wach stanowiły samodzielny zespół kobiecy. Natomiast w 1978 roku ponownie otrzymała propozycję – tym razem na sam Mount Everest. Ten rok będzie dla Wandy szczęśliwy. W marcu w zespole z Anną Czerwińską i Ireną Kęsą pokonają północną ścianę Matterhormu, a Wanda uzna to za swój największy, wspinaczkowy sukces. Gdy 16 października stanie na szczycie Góry Gór, polski świat wspinaczkowy nie będzie już wyglądał tak jak dawniej. 

 

- Moja radość nie jest butna, nie podnoszę rąk do góry gestem brania świata w posiadanie. Jest skierowana do wewnątrz, pełna pokory i wdzięczności - zwierzała się w wywiadzie, wspominając wrażenia z wierzchołka Everestu (8848 m n.p.m.).

 

Ale tak naprawdę sukces sprawił, że ambicje Wandy urosły. Myślała o K2 (8611 m n.p.m.), gdzie w końcu, cztery lata później, zorganizowała kobiecą wyprawę. Do bazy pod K2 przeszła 100 kilometrów o kulach – to efekt wypadku pod Elbrusem i kilku operacji. Nie było mowy o wspinaniu. Udowodniła tym samym, że K2 chce zdobyć dla innych, że marzy jej się polski, narodowy sukces. 

 

Mimo że pod K2 znalazła się śmietanka kobiecego alpinizmu - z Czerwińską, Krüger-Syrokomską, Palmowską, Okopińską, Panejko-Pankieiwcz i Wach na czele - szczytu nie udało się zdobyć. Plany pokrzyżowała niespodziewana śmierć Haliny. Zaczęła się medialna nagonka. 

 

- „Kobietom w Himalaje wstęp wzbroniony" - grzmiał jeden z warszawskich tygodników. 

 

Wanda musiała stawić czoła krytyce. Złą passę - i prasę - przerwała trzy lata później. 15 lipca 1985 roku w ramach kobiecej wyprawy, z Krystyną Palmowską i Anną Czerwińską stanęły na szczycie Nanga Parbat (8126 m n.p.m.). Były tam pierwszymi kobietami. 

 

Wanda w trakcie wyprawy na Sziszapangmę w 1987 r., fot. archiwum Jerzego Kukuczki

 

Katastrofa na K2. A potem ten straszny 1986 rok, gdy ginęli Polacy

Ze szczytu drugiej góry świata schodziła w 1986 roku sześć dni. Przerażająco długo. Tamtego roku Polacy działali pod K2 w dwóch wyprawach, w tym jednej damsko-męskiej pod kierownictwem Janusza Majera, z Anną Czerwińską, Krystyną Palmowską i Dobrosławą Miodowicz-Wolf. Zasadzili się na arcytrudną drogę Magic Line. Na drugiej Jerzy Kukuczka z Tadeuszem Pawłowskim szli “drogą samobójców”, wytyczając jeszcze trudniejszą drogę na południowej ścianie. Wanda nie dołączyła do żadnej z nich. 

 

Przewartościowała swoje pragnienia i możliwości. Miała dość wspinania w wielkich wyprawach, a dwie nieudane próby na K2 (w 1984 roku była tam ponownie) sprawiły, że chciała na tę górę po prostu wejść. Dołączyła do francuskiego małżeństwa Berrardów, których poznała rok wcześniej pod Nanga Parbat. Niestety, wyprawa okazała się totalną katastrofą. Tego roku góra-morderca zabrała aż 13 osób, w tym Miodowicz-Wolf. Mimo że Wanda staje samotnie na szczycie i tym samym zostaje pierwszą kobietą na K2, pierwszą Polką - Polakiem w ogóle, nie może przeboleć śmierci Berrardów, Miodowicz-Wolf i Wojciecha Wróża. Coś w niej pęka. 

 

Wanda Rutkiewicz śmierci się nie bała

Ciągnęła się za Wandą od wczesnej młodości. Tragicznie zginął jej siedmioletni brat, Jurek. W 1959 roku w Tatrach zginął jej nauczyciel rysunku technicznego, Jerzy Biederman. Nim zaczęła kurs taternicki, w lipcu 1962 roku w Tatrach zginął Jan Długosz, postać kultowa, którego odważny styl wspinaczkowy i osiągnięte wyniki zaowocował nazwaniem przełomu lat 50. i 60. “epoką Długosza”. 

 

- Trochę po młodopolsku myślałam, że góry za miłość do siebie każą płacić cenę najwyższą - zwierzy się w wywiadzie. 

 

Pod koniec lat 80. kolekcja tych, którzy odeszli - przyjaciół, partnerów - była pokaźna. Pokaźna, ale nie zamknięta. Po śmierci życiowego partnera, niemieckiego lekarza Kurta Lyncke-Krugera, na wyprawie na Broad Peak w 1990 roku, Wanda powie, że ze śmiercią jest już zaprzyjaźniona. Nie boi się jej. Mimo to krytycznie będzie patrzeć na to, co dzieje się w himalaizmie, na pęd za rekordami, coraz liczniejsze wypadki i śmierci. Na współzawodnictwo pomiędzy Messnerem a Kukuczką będzie patrzeć z dystansem. Nie w głowie jej Korona Himalajów i Karakorum. Ten styl działania w górach jest jej obcy.

 

Karawana do marzeń. Ostatni projekt Wandy Rutkiewicz

Pomysł był odważny, ale patrząc z perspektywy czasu - do zrealizowania. Wanda postanowiła, że w górach zostanie. Uznała, iż taniej, sprawniej i szybciej będzie, gdy z całej tej himalajskiej mantry: przygotowania, wyprawy, szczyt i powrót do domu, wyeliminuje to ostatnie. Zostanie i z marszu, będąc cały czas zaaklimatyzowana, zdobędzie pozostałe ośmiotysięczniki.  

 

W 1990 roku miała już za sobą Everest, K2, Nanga Parbat, Sziszapangmę, obydwa Gaszerbrumy. Nie wspinała się już wyłącznie z kobietami. Na wyprawy zapraszała młodych, ambitnych lub doświadczonych, ale nie zagrażających jej pozycji himalaistów. Na szczyty chciała wchodzić najłatwiejszymi drogami, styl nie miał dla niej znaczenia. Swój nowy projekt nazwała “Karawaną do marzeń” i był zaprzeczeniem tego, o czym mówiła po tragicznym roku 1986. Teraz, z brakującymi do Korony ośmioma 8-tysięcznikami, chciała być trzecia po Reinholdzie Messnerze i Jerzym Kukuczce. W 1991 roku na Czo Oju i Annapurnę weszła sama, rok później pojechała na Kanczendzongę, górę, o której mówi się, że kobiet nie lubi. 

 

- Jestem zdeterminowana i daje mi to poczucie wolności. Uwolniona od wszystkiego, co nie jest Górą i mną, wolna od strachu i obaw, bo nie mam już wyboru - tłumaczyła po wejściu na Everest. 

 

Gdy 13 maja 1992 roku, pod kopułą szczytową Kanczendzongi schodzący z wierzchołka Meksykanin Carlos Carsolio spotkał Wandę, ta szykowała się do biwaku. Nie miała ani śpiwora, ani jedzenia, ani nawet picia. Na nic zdały się prośby alpinisty, by zaczęła schodzić. Zdecydowała się odpocząć i ruszyć na szczyt. Musiała, nie miała wyboru. Nie wiadomo czy stanęła na Kanczendzondze, czy była pierwszą kobietą, która tę górę zdobyła. Wiadomo, że ze stoków góry nigdy nie wróciła. Miała 49 lat. 

 

Wypowiedzi Wandy Rutkiewicz pochodzą z książki “Na jednej linie”, Wydawnictwo ATI, 1996 r. 

 

Spotkanie uczestników dwóch wypraw na K2 – 1982 r. Od lewej: Wojciech Wróż, Wanda Rutkiewicz i Alicja Bednarz, fot. archiwum Jerzego Kukuczki

 

 

Carlos Carsolio widział ją po raz ostatni. Jak pamięta to spotkanie? 

Meksykanin Carlos Carsolio 13 maja 1992 r. był ostatnim, który rozmawiał z Wandą Rutkiewicz. W 2017 r. przyjechał do Polski na Otwarte Dni Wspinania w Hucisku. W rozmowie z Bartkiem Andrzejewskim dla „Portalu Górskiego” tak wspominał tamte chwile. 

 

„Podczas ostatniego ataku szczytowego Wanda była bardzo wolna. Miała dzień opóźnienia w stosunku do mnie i gdy dotarła wieczorem do naszej jaskini lodowej na wysokości 7900 m n.p.m. wymiotowała, bolał ją brzuch. Wypiliśmy herbatę, rozmawialiśmy ze sobą i zdecydowaliśmy się rozpocząć wspinaczkę następnego ranka. Niemniej jednak, Wanda była nadal bardzo wolna. Nie do końca wiem z jakiego powodu, może przez swój wiek, bo miała już wtedy 49 lat. A może był to tylko efekt złego stanu zdrowia w tamtej chwili. 

 

Po jakimś czasie przestałem ją widzieć za swoimi plecami. Poruszałem się dużo szybciej. Niestety, nadeszło pogorszenie pogody i zrobiło się bardzo zimno. Dotarłem na szczyt późno, bo około godziny 17, ale na tej wysokości było idealne popołudnie – widoki, chmury, wszystko! Ponieważ martwiłem się swoją kontuzją, zdecydowałem o szybkim zejściu. Robiło się coraz zimniej i ciemniej. 

 

Przechodziłem przez śnieżną połać i nagle zobaczyłem pojedynczą linę. Poszedłem w górę i znalazłem jaskinię lodową, w której leżała Wanda. Odpoczywała. To było niepokojące, ponieważ w tak ekstremalnie zimną noc trzeba się ruszać, a nie leżeć. Zostałem z Wandą, dużo wtedy rozmawialiśmy. Nie powiedziałem jej jednak wprost, żeby nie kontynuowała wspinaczki. Nie miałem prawa tego robić, ponieważ szanowałem decyzję, którą sama podejmie. I to pomimo tego, że uważałem taki stan rzeczy za niebezpieczny. Nadal nie jestem pewien, czy nie popełniłem błędu. Po tej nocy pożegnaliśmy się. Dla mnie to było wyjątkowo ciężkie pożegnanie, ponieważ wiedziałem, że Wanda będzie w niebezpieczeństwie niezależnie od decyzji, jaką podejmie. Wiedziałem też, że jeśli ja sam chcę przeżyć w tych ciężkich warunkach, to muszę rozpocząć zejście. Dotarłem do naszej jaskini w nocy, po czasie wypełnionym halucynacjami i snami na jawie. Czekałem tam na Wandę całą noc i większość dnia gotując i przygotowując gorące napoje. Ale Wanda nigdy do naszej jaskini nie dotarła. Po południu doszedłem do przełęczy gdzie mieliśmy rozbity duży namiot. Tam też czekałem na Wandę dwa dni, ale ona się nie pojawiła”. 

 

 

Wybrane osiągnięcia Wandy Rutkiewicz (1943 - 1992)

Alpy

1964–1965 – wspinaczka w Alpach Zillertalskich: północno-zachodnia flanka Olperera, północna ściana Hochfernerspitze

1966 – Mont Blanc 

1967 – pierwsze przejście kobiece wschodniej ściany Aiguille du Grépon (3482 m) z Haliną Krüger-Syrokomską,

1973 – północny filar Eigeru w zespole kobiecym z Danutą Gellner-Wach i Stefanią Egierszdorff,

1978 – pierwsze przejście północnej ściany Matterhornu zimą w zespole kobiecym z Anną Czerwińską, Ireną Kęsą i Krystyną Palmowską.

Inne góry

1968 – wschodni filar Trollryggenu w Norwegii z Haliną Krüger-Syrokomską (pierwsze przejście kobiece, siódme w ogóle)

1970 – Pik Lenina (7134 m n.p.m.) w Pamirze, jej pierwszy siedmiotysięcznik

23 sierpnia 1972 – Noszak (7492 m) w Hindukuszu

17 marca 1981 – ciężki wypadek na Elbrusie (otwarte złamanie kości udowej po upadku)

1985 – Aconcagua w Andach południową ścianą w stylu alpejskim

Himalaje i Karakorum

1975 – kierowniczka i organizatorka kobiecej wyprawy na Gaszerbrumy. O sporach podczas wyprawy opowiada film „Temperatura wrzenia”. 11 sierpnia wchodzi na Gaszerbrum III (7946 m n.p.m. wspólnie z Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Januszem Onyszkiewiczem i Krzysztofem Zdzitowieckim). Jest to rekord wysokości pierwszego wejścia z udziałem kobiet.

16 października 1978 – Mount Everest - jako trzecia kobieta w historii oraz pierwszy Polak.

15 lipca 1985 – Nanga Parbat ścianą Diamir (z Krystyną Palmowską i Anną Czerwińską – pierwsze wejście czysto kobiece)

23 czerwca 1986 – K2 (jako pierwsza kobieta i pierwszy Polak)

18 września 1987 – Sziszapangma (z Ryszardem Wareckim – jako pierwsi Polacy, Elsą Ávila, Carlosem Carsolio i Ramíro Navarrete).

12 lipca 1989 – Gaszerbrum II

16 lipca 1990 – Gaszerbrum I (z Ewą Pankiewicz)

26 września 1991 – Czo Oju (samotnie)

22 października 1991 – Annapurna południową ścianą (samotne wejście, po licznych dyskusjach ostatecznie udowodnione i uznane)