Pod kościołem w Turnu Roșu gaśnie silnik starego Subaru - od teraz wszystko w naszych nogach. Słońce dopiero co zaszło nad małą mieściną, schowaną w głębokim cieniu najwyższych gór Rumunii. Przebieramy buty, przygotowujemy czołówki i wychodzimy za miasto, gdzie droga idzie w górę. Długa to będzie wspinaczka.

 

Niewiele jest w Karpatach pasm równie wybitnych co Fogarasze. Skalny mur miejscami przekraczający 2500 m n.p.m. gwałtownie wyrasta z zielonej niziny znajdującej się ponad dwa kilometry niżej,|
fot. Krzysztof Story

 

Dziś szczyty Fogaraszy nie pokazały się nam nawet na chwilę, a szkoda, bo imponujący to widok. Skalny mur miejscami przekraczający 2500 m n.p.m. gwałtownie wyrasta z zielonej niziny znajdującej się ponad dwa kilometry niżej. Niewiele jest w Karpatach pasm równie wybitnych co Fogarasze. Tutaj, tuż przed miejscem, w którym potężny Łuk Karpat skręca na północ, by przeciąć całą Rumunię oraz zachodnią Ukrainę i dojść do Polski i Słowacji, spędzimy następne dni. Na razie znajdujemy schronienie nieopodal klasztoru tuż za miastem. Należy nam się dobry sen po całym dniu jazdy.

 

Przejście grani Fogaraszy to jedna z piękniejszych górskich przygód,
fot. Krzysztof Story

 

Dlaczego Fogarasze? Bo to górska wersja gry Memory

Dlaczego Fogarasze? Mnie i Jonasza przyciągnęła tutaj prostota pomysłu: przejść całą ich grań. Jedna, naturalna linia, którą można po prostu iść i cieszyć się tym. co dookoła. Lubimy tę formę górskiej prostoty. W zasadzie jedyną decyzją, jaką musieliśmy podjąć, było miejsce startu. Wejść na zachodni skraj grani można z trzech miejsc: szlakiem od stacji kolejowej Valea Mărului (znakowany czerwonym paskiem), z położonego dalej na wschód Sebeșu de Sus (czerwony trójkąt) i właśnie Turnu Roșu (czerwony krzyż).

 

O świcie obudziły nas osły, sztuk dziewięć, a więc 18 długich uszu,
fot. Krzysztof Story