Zakładam foki. Nad głową wielki błękit, w sercu radość, chociaż to samotna wycieczka. W mięśniach siła i sprawność. To wszystko zabieram ze sobą. Ruszam na Gęsią Szyję, gdzie nie ma zagrożenia ze strony lawin, z nadzieją na fantastyczne widoki i zjazdy.

 

Zastanawiacie się, skąd pomysł na tytuł? Szczyt za 32 złote? Tyle dokładnie kosztuje parking na Zazadniej oraz bilet do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ale Gęsia Szyja - mój dzisiejszy cel, na pewno warta jest tej niewygórowanej ceny. To naprawdę skiturowa wycieczka dla każdego, nawet dla początkujących. Ruszam po dużych opadach śniegu, dlatego wziąłem ze sobą najszersze narty, jakie mam. Liczę na kilka godzin wspaniałej przygody.

 

Na Gęsią Szyję można iść, gdy wieje halny

Podejście z Zazadniej (Dolina Filipka, 960 m n.p.m.) do kaplicy na Wiktorówkach zajmuje sprawnym krokiem pół godziny. Niebieski szlak prowadzi urokliwą leśną dolinką, niezbyt stromo do góry, pośród oświetlonych słońcem świerkowych lasów. Pod koniec czekają zakosy, by wreszcie dojść wprost do drewnianego kościółka Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr.

 

Zaglądam do kaplicy na chwilę zadumy, a potem schodzę na dół do pomieszczenia, gdzie zawsze jest duży termos z herbatą. Wypijam jeden kubek, wrzucam opłatę do małej, drewnianej skarbonki i ruszam dalej na Rusinową Polanę (ok. 1210 m n.p.m.) z szałasami pasterskimi i pięknymi widokami.