Z jednej strony Tatry Bielskie, z drugiej poszarpane turnie Tatr Wysokich. W dłoniach łańcuch, w duszy lęk przed ekspozycją i kilka kozic do towarzystwa. A w perspektywie widok na jedną z największych tatrzańskich ścian i najlepsza na świecie „buchta na pare” w schroniskowej jadalni. Takie cuda tylko na Jagnięcej turze. 

 

Każdy z nas ma rachunki do wyrównania z jakąś górą. Ale Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít, 2230 m n.p.m.) to zdecydowanie mój największy koszmar. Podchodziłem do tego kolosa cztery razy i zawsze kłody pod nogi. Najpierw burza, innym razem listopad i szlak już zamknięty na zimę. W efekcie człowiek wracał z podku- lonym ogonem na parking. Albo turlał się na otarcie łez ścieżką przez Dolinę Białych Stawów (Dolina Bielych plies) do schroniska pod Szarotką (Plesnivec).