Miesiąc temu udzieliłem Wam kilku rad, jak zacząć przygodę z ekstremalnym wysiłkiem podczas biegania, jazdy na rowerze czy na długodystansowym szlaku. Dziś będzie o słuchaniu własnego organizmu. Zbyt często o tym zapominamy.

 

Na początku trochę Was zmartwię. Nie da się poznać własnego organizmu podczas skrajnego wysiłku w rok, dwa, a niekiedy nawet i przez pięć lat. Mnie osobiście, by wykorzystać w stu procentach swój potencjał i być świadomym swojego ciała, zajęło to aż 15 lat! Tyle czasu startów w skrajnie trudnych i wyczerpujących zawodach - na początku Adventure Race, a potem w biegowych. Ta świadomość ciała i jego możliwości pozwoliła mi stawiać granice, na co mogę sobie pozwolić i do jakiego momentu cisnąć, a od którego odpuścić, by się nie zajechać.

Dziś wiem, jakim tempem się poruszać, jakie tętno utrzymywać, by wysiłek – mimo dystansu ultra – odbywał się w formie tlenowej, a tym samym mógł trwać długo. Mojemu ciału dostarczam wszystko to, co jest na tę chwilę potrzebne – tlen i węglowodany dla pracy mięśni.

To bardzo ważne, by nie przeoczyć w trakcie zawodów czy wysiłku tego momentu, kiedy nawodnić organizm i dostarczyć mu pożywienia. Nawet gdy nie chce nam się pić, trzeba się do tego zmusić i świadomie wziąć kilka łyków, by uzupełnić płyny.

Sporo osób, które zwracały się do mnie z prośbą o rozpisanie cyklu treningowego, miało podobny problem. Dotychczas biegały na 30 czy 40 km, ale zapragnęły wystartować w dystansie ultra. Kończyło się podobnie – wysokie tętno, odwodnienie, kontuzja, wyczerpanie i bąble na nogach uniemożliwiające poruszanie się. Nie zapominajmy, że przygotowania do wysiłków ultra często trwają wiele lat.

Kolejnym ważnym aspektem jest całościowe przygotowanie naszego organizmu do takiego wyczynu. Mam tu na myśli przede wszystkim nasz układ ruchowy – stawy, mięśnie, przyczepy mięśniowe. Nie możemy się po roku przygotowań szarpnąć na nadludzki wysiłek, bo po prostu nasz organizm może tego nie wytrzymać i szarżę tę przypłacimy kontuzją, a następnie leczeniem i rehabilitacją. Czy jest sens tak ryzykować?

Ultrawyzwania to również zaprzyjaźnienie się z bólem. Lekkie odciski są w miarę bezpieczne dla organizmu i nie wpłyną raczej na naszą niedyspozycję. Odparzenia i otarcia są na porządku dziennym przy pokonywaniu długich dystansów w miarę jednostajnym ruchem. Problemem, który powinien nas jednak martwić, jest nasilający się ból wewnętrzny – kostny lub stawowy. Trzeba uważnie wtedy obserwować organizm. Ja jestem nauczony, by w takich przypadkach nie brać leków przeciwbólowych, które mogą tylko uśpić moją czujność i tym samym uśmierzając ból poważnie przeciążyć kończynę. Kiedy pojawia się głęboki ból – zwłaszcza w stawach – trzeba powiedzieć stop! Widocznie nasze przygotowanie było niedostateczne.

Czy zatem każdy może startować w dystansach ultra? To bardzo indywidualna kwestia. Trenować może każdy. Niektórzy mają nawet predyspozycje do tego sportu – szczególnie ludzie szczupli, o stosunkowo niskiej wadze. Drobne osoby o wiele szybciej mogą przygotować się pod biegi ultra. Osoby zdrowe, wysportowane, ale potężniejsze, o grubszym kośćcu czy mocno rozbudowanej tkance mięśniowej, potrzebować będą więcej czasu. Ich organizm będzie musiał wykonać więcej pracy, by dostarczyć energię do każdej komórki podczas wysiłku. Cały proces będzie dla organizmu bardziej forsowny. Różnica w przygotowaniach pomiędzy zawodnikami może być nawet kilkuletnia!

Niebagatelny wpływ mają również doświadczenia z wcześniej uprawianych sportów. Pamięć mięśniowa do wysiłku, pracy tlenowej i beztlenowej mięśni… de facto każdy przypadek należałoby rozpatrywać osobno. Wpływ na to, jak się przygotowywać i kiedy wystartować w swoim pierwszym biegu ultra ma kompilacja wielu czynników, z których często my sami nawet nie zdajemy sobie sprawy. Zwrócenie się zatem po fachową pomoc do trenera może nam skrócić tę drogę i oszczędzić wielu przykrych niespodzianek i rozczarowań.