Żyjemy w niełatwych czasach, w których liczba negatywnych bodźców bywa przytłaczająca. I choć przeprowadzka do Strzebowisk nie wchodzi w grę, to są chwile, kiedy przychodzi mi to do głowy. Rzucić wszystko, spakować rodzinę i jechać w Bieszczady. Od jakiegoś czasu robimy to dość regularnie, choć oczywiście po kilku dniach zawsze wracamy. Na razie… 

 

Bieszczady, widok na Krzemień
fot. Grzegorz Leśniewski

 

W to wyjątkowe górskie pasmo trafiłem w swoim życiu dość późno. Zawsze bowiem, gdy pojawiał się pomysł wyjazdu w góry, padało na jakieś bliżej położone szczyty. W końcu jednak udzielanie wymijających odpowiedzi na pytanie: - Byliście w Bieszczadach? - zaczęło być kłopotliwe. Wstyd po prostu. 

 

Bieszczady, widok na Smerek z Osadzkiego Wierchu
fot. Grzegorz Leśniewski

 

Coś mi jednak mówiło, że jak już w końcu w Bieszczady trafię, to mnie zachwycą. I tak się kilka lat temu stało. Oczarowały mnie nie tylko cudowne połoniny, ale klimat, pustka, dzikość i tajemniczość tych gór. Bezcenne są też kilometry pięknych górskich szos, na poboczach których nie ma szpetnych billboardów. Na Podhalu czy Dolnym Śląsku to rzecz zupełnie nie do pomyślenia - bez billboardów ani rusz! 

 

Bieszczady, widok z Małej Rawki na Dział
fot. Grzegorz Leśniewski