Zakładam, że jesteście doświadczonymi turystami górskimi, dlatego przed wyjściem na trasę temat poruszania się zimą, odpowiedniego ekwipunku, logistyki akcji pozostawiam w tym miejscu bez komentarza – to sprawy oczywiste. Powiem tylko, że wybierając się na wycieczkę skiturową w Tatry, a szczególnie planując zjazdy poza znakowanymi szlakami – bo o to w tym głównie chodzi – koniecznie trzeba wyposażyć się w lawinowe ABC, a plecak z ABS też na pewno pomoże. Warto również odświeżyć wiedzę z zakresu kursu lawinowego, a nawet poćwiczyć w wolnej chwili poszukiwanie za pomocą detektora. 

 

Najlepsze warunki są wiosną

 

Uzbrojeni w wiedzę i sprzęt możemy ruszyć zatem na wycieczkę, którą w przypadku Doliny Chochołowskiej warto rozplanować na dwa, a nawet trzy dni z noclegiem w schronisku na Polanie Chochołowskiej. Taki wariant da nam możliwość zrealizowania na spokojnie zaplanowanej przez nas tury, a nawet dwóch. 

 

 

Dlaczego warto to rozważyć? Z prostej przyczyny – od bram parkowych do schroniska jest blisko 8 km. Licząc powrót, wychodzi nam już imponujące 16 km dreptania niemalże po płaskim – bez zdobycia żadnego szczytu. Trzeba mieć zatem mnóstwo krzepy, a poza tym poruszać się bardzo szybko, by ogarnąć wszystko za dnia i wynieść z wycieczki jeszcze miłe wspomnienia, a nie tylko wspomnienie okropnej wyrypy. Planując tu przyjazd pamiętajmy też, że to wiosna sprzyja narciarzom. Dzień jest długi, utrzymuje się lepsza pogoda, a warunki narciarskie też są bardziej sprzyjające, bo śnieg leży na odpowiednio związanym podkładzie. 

Ale wiadomo, że nie zawsze możemy czekać do marca. Często więc jedziemy w grudniu albo w styczniu. Wtedy nie zapominajmy, że dzień jest krótszy, a warunki bywają zdradliwe. Ostrożność to podstawa. 

 

 

POBIERZ MAPĘ

Zosia ciekawostki Wam powie

 

Dolina Chochołowska, mimo że znajduje się na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego, nie jest jego własnością. Należy do okolicznych mieszkańców, a konkretnie Wspólnoty Leśnej Uprawnionych Ośmiu Wsi (Ciche, Czarny Dunajec, Chochołów, Dzianisz, Witów, Wróblówka, Podczerwone, Koniówka). Dzięki temu między innymi tatrzańskie polany są tutaj koszone i nie zarastają lasem w takim stopniu, jak dzieje się choćby w Tatrach Wysokich. Wiele ciekawostek dotyczących nie tylko tej doliny ale i całych Tatr zdradza nam kompanka naszych wycieczek, rodowita chochołowianka i przewodniczka tatrzańska – Zosia Wetula. 

 

 

Nie wszyscy pewnie wiecie, że w latach międzywojennych Dolina Chochołowska była jednym z najważniejszych centrów pasterstwa w polskich Tatrach. Do dziś w bezpośredniej bliskości schroniska uchowało się kilka szałasów pasterskich z łącznej liczby 65 zabudowań, których doliczył się Józef Nyka w swoim przewodniku. Spacer Doliną Chochołowską zajmie nam około dwóch godzin.

 

 

 

Piękny szczyt z obłędnymi widokami

 

Przed dalszą wędrówką, jeszcze w schronisku, warto założyć pod kurtkę lub polar albo bezpośrednio na bieliznę detektory lawinowe i od razu je włączyć. Za schroniskiem bowiem zacznie się nasza właściwa wycieczka na Grzesia – w skiturowym slangu Gregorspitze (1653 m n.p.m.). W szczycie sezonu, który przypada na luty-kwiecień znajdziemy tu zapewne wydeptany ślad. Rozpoczyna się on tuż za schroniskiem i licznymi zakosami podchodzi w górę nartostrady. 

 

Można wybrać również szlak żółty biegnący Bobrowieckim Żlebem, aczkolwiek będziemy tu mijać turystów pieszych, co może być uciążliwe dla obojga. Prędzej czy później oba podejścia łączą się ze sobą, wychodząc do przełączki w Suchym Upłazie. Tu pojawiają się pierwsze widoki, ale jest to zaledwie zapowiedź spektaklu, który czekać nas będzie na Grzesiu. Na szczyt, który dzielimy z naszymi południowymi sąsiadami Słowakami, docieramy po około półtorej godzinie. Znajdziemy tu drewniany krzyż, który ustawiono w 1992 roku na pamiątkę konspiracyjnych spotkań antykomunistycznych działaczy opozycyjnych z Polski i Słowacji.

 

Grześ to piękny szczyt z obłędnymi widokami. I kiedy jest bezwietrzny, słoneczny dzień lubię zostać tutaj dłużej - odpiąć narty, położyć się na nich, pod głowę dać plecak i wystawić twarz w kierunku słońca. Kierując swój wzrok na Wołowiec, po prawej stronie roztacza się przed nami piękna panorama słowackich Tatr Zachodnich – ostre, skaliste i liczące ponad 2000 m n.p.m. szczyty Rohaczy (słow. Roháče) , Banówka (Baníkov) czy Pachoł (Pachoľa) przypominają Tatry Wysokie. Na lewo od Wołowca z kolei króluje amfiteatr chochołowski – ze Starorobociańskim, Kończystym i Jarząbczym Wierchem na czele, Warto wyciągnąć mapę i przypomnieć sobie z tego miejsca topografię Tatr, bo wszystko mamy tu jak na dłoni. 

 

Nie ściągamy fok

 

Na Grzesiu właściwie można skończyć naszą turę, decydując się na zjazd do schroniska (tak jak podchodziliśmy) albo kontynuować – do czego gorąco namawiam – wycieczkę aż po stoki Wołowca. W tym przypadku tura będzie zdecydowanie bardziej wymagająca, ale i sam zjazd z Rakonia lub z przełęczy Zawracie pod Wołowcem zdecydowanie bardziej emocjonujący.

 

 

Ruszając z Grzesia, mimo iż teren wyraźnie opada w stronę Łuczniańskiej Przełęczy, nie ściągamy fok. Na Długim Upłazie, aż po sam Rakoń, kilkukrotnie przyjdzie nam się zsuwać na nartach, ale to za małe odległości, by kleić i odklejać foki od nart. 

 

Wycieczka szlakiem biegnącym po grani jest bardzo urokliwa. Przy pięknej pogodzie cały czas towarzyszą nam niesamowite panoramy. Mimo iż grań jest tu dość szeroka, to należy uważać na nawisy śnieżne, które bardzo często się tu tworzą. Najlepiej poruszać się bezpośrednio obok albo po śladzie pieszym, w bezpośredniej bliskości szlaku wytyczonego tyczkami. Na Rakoniu (1879 m n.p.m.) od prawej strony dochodzi do nas słowacki, żółty szlak z dość szerokiej grani Zabrat rozgraniczającej dwie słowackie doliny: Łataną (Látaná dolina) i Rohacką (Roháčska dolina). To też świetne miejsca pod kątem narciarskim. Nie dziwi zatem fakt, że na Rakoniu równie często spotykamy słowackich narciarzy.

 

 

Zjazd oceniony na 2

 

Tutaj w końcu możemy zrzucić foki i przygotować się do zjazdu. Nasza trasa prowadzi teraz na przełęcz Zawracie (1863 m n.p.m.) i stamtąd do Doliny Wyżniej Chochołowskiej. Nastromienie stoku sięga 35 stopni, a trudności w 6-stopniowej skali wynoszą 2, według Życzkowskiego i Wali (Narciarstwo Wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich). Czy to dużo? Odpowiem, że można to poczuć, nabierając prędkości! Patrząc z góry na ośnieżony stok nie czuję obaw, ale po zjeździe patrząc na pozostawioną za plecami ścianę, jestem pod wrażeniem. Główna trudność, jaką napotkałam na zjeździe i na którą uczulam zwłaszcza w pogodny dzień, to stan śniegu na przełamaniu światła i cienia. Północne stoki Wołowca rzucają rozłożysty cień na linię naszego zjazdu a wędrujące słońce po południu zaczyna ją doświetlać, w związku z czym śnieg robi się tu bardziej miękki i wolniejszy. W cieniu natomiast pozostaje twardy i szybki, miejscami nawet oblodzony.

 

Nasza linia zjazdu pokrywa się na początku ze szlakiem pieszym koloru zielonego, ale kiedy tylko teren zacznie się wypłaszczać uciekamy na orograficznie prawy brzeg Wyżniego Chochołowskiego Potoku. Mamy tu zdecydowanie lepsze warunki do zjazdu, bo las jest rzadszy. Przy sporej ilości świeżego śniegu jazda tu daje maksymalną frajdę! Wkrótce linia naszego zjazdu połączy się z czerwonym szlakiem prowadzącym z Jarząbczego Wierchu. Z powrotem Wyżni Chochołowski Potok przekroczymy bezpośrednio nieopodal schroniska. Po takiej akcji krótki odpoczynek w bufecie jest wręcz wskazany. Zresztą po to się człowiek tyle męczy, by w schronisku mógł w końcu usiąść i skosztować frykasów z kuchni. A jako że Dolina Chochołowska jest bardzo popularna wśród skiturowców, można być pewnym, że prędzej czy później kogoś tu spotkamy.

 

Mięśnie dają znać

 

Na koniec czeka nas jeszcze powrót doliną. I o ile na początku jest przyjemnie, bo z górki, to za ostatnimi szałasami teren się wyrównuje. Zaczyna się tym samym niezły trening dla naszych ud. Albo zatem zakładamy foki i szuramy przed siebie albo dajemy 8 km łyżwą, by na parkingu czuć, jak palą nas niemiłosiernie mięśnie nóg. Ale satysfakcja z odwalenia dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty w Val di Chocho, jest naprawdę wielka!

 

 

Ciekawostki Schroniska i Doliny Chochołowskiej

 

 - Dolina Chochołowska, której wylot znajduje się ok. 10 km od Zakopanego, to największa dolina w Tatrach, zajmuje ponad 35 km2. Jest pokryta lasem świerkowym, ale najpiękniej wygląda wiosną, kiedy kwitną krokusy (tłumy ludzi!), a na halach rozpoczyna się wypas owiec.

 

 

- Pierwsze schronisko na Polanie Chochołowskiej zostało wybudowane na początku przez Warszawski Klub Narciarski. Ale w styczniu 1945 r. spalili je Niemcy. Obecny budynek został ukończony w 1953 r. na wysokości 1146 m n.p.m. 

 

- Pięć lat później uruchomiono na Chochołowskim Potoku niedużą elektrownię wodną. To ona wytwarza energię elektryczną potrzebną także do ogrzewania schroniska. 

 

- Dokładnie 30 lat po otwarciu - 23 czerwca 1983 r. Jan Paweł II spotkał się tu z Lechem Wałęsą. Na pamiątkę tego wydarzenia znajduje się przy wejściu okolicznościowa tablica. W środku znajduje się rzeźba – podarunek dla papieża od Lecha Wałęsy. 

 

 

Informacje praktyczne

 

Dojazd

 

Do wylotu Doliny Chochołowskiej dojedziemy autem. Musimy je zostawić na

parkingu na Siwej Polanie (w sezonie tłoczno). Można też dojechać tu busem, np. sprzed dworca PKP i PKS. Wtedy jednak musimy mieć z tyłu głowy, że poza sezonem ostatnie odjeżdżają ok. godz. 16. Warto mieć zarezerwowany nocleg w schronisku.

 

Noclegi

Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej

tel. 18 207 05 10

www.chocholowska.com

cena: od 40 do 75 zł

 

Szlaki

zielony: Siwa Polana (parking) – Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej 2 h ↑ 1 h 40 min ↓

żółty: Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej – Grześ 1 h 45 min ↑ 1 h 20 min ↓

niebieski: Grześ – Rakoń – przełęcz Zawracie 1 h 20 min ↑ 1 h 10 min ↓

zielony: przełęcz Zawracie – Schronisko PTTK na Polanie Chochołowskiej 2 h 10 min ↓ 2 h 30 min ↑