Spacer na lody

Obserwowanie lodowca, z którego co rusz odrywa się kolejna bryła lodu nigdy się nie znudzi. To właśnie stąd pochodziła góra lodowa, na której rozbił się Titanic. 

Do położonego na zachodnim brzegu Grenlandii Ilulissat przypływam. Kto mnie zna, wie, że oprócz gór mam jeszcze drugą, bardzo ważną dla mnie pasję, a mianowicie żeglarstwo. Na szczęście jedno nie wyklucza drugiego, zwłaszcza że nie brak na świecie miejsc, gdzie morze i góry są po sąsiedzku. Na Grenlandii góry mamy wręcz do kwadratu - zarówno te normalne, wyrastające wysoko nad poziomem morza, jak i lodowe - schowane w głębinach, eksponujące jedynie swoją "głowę", czyli przysłowiowy wierzchołek góry lodowej. 

Bloki zamiast igloo

Ilulissat to trzecia co do wielkości grenlandzka "metropolia", co oznacza że ma około 4600 mieszkańców i wprawdzie nieliczne, ale jednak pokryte asfaltem ulice. Głównym magnesem ściągającym do niej turystów jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Icefjord. 

- O rany! Koniecznie muszę go zobaczyć! - zapala się kolega z załogi, oglądając przyniesione z miejscowej informacji turystycznej foldery. 

Mnie akurat do takich wycieczek przekonywać nie trzeba. Robimy co trzeba na jachcie, a potem w ramach wolnego czasu pakujemy małe plecaki i ruszamy.
Z portu, gdzie obok przetwórni ryb i krewetek cumuje nasz jacht, do lodowego fiordu mamy około 2 km.