Tylko jesienią można zobaczyć te przepiękne barwy, roztaczające wokół rdzawobrązową poświatę. Nawet powietrze pachnie teraz inaczej. Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila. Jedna z tych ziemskich chwil proszonych, żeby trwały.

 

Zawsze, gdy wracam w Sudety, mam poczucie, że wchodzę do innego świata. Świata tajemnic, historii z dawnych lat, których echo niesie buszujący między drzewami wiatr. Lubię ich szukać, odkrywać lub po prostu wtopić się w atmosferę miejsca. Karkonosze przyciągają swoją magią niezależnie od pory roku. I choć to nie Tatry, jednak pod względem popularności bezapelacyjnie należą do czołówki. W poszukiwaniu choć trochę luźniejszej karkonoskiej przestrzeni, wybór startu naszej wycieczki pada na leżący pomiędzy Karpaczem a Szklarską Porębą Jagniątków.

 

Nasz szlak rozpoczyna się na samym końcu miejscowości. Drewniana wiata przenosi nas do magicznego Karkonoskiego Parku Narodowego. Przy śladowych ilościach internetu udaje się nam kupić bilet wstępu i już po kilku chwilach idziemy po wąskiej ścieżce oznakowanej na niebiesko.