Skąd narodził się pomysł na Twoje ekstremalne wyprawy?

Nigdy nie myślałem o tych wyprawach jako ekstremalnych. Uważam, że są one w zasięgu każdego, kto jest wystarczająco zdeterminowany, by poświęcić na nie dużo pieniędzy, zdrowia i czasu. Są to wyprawy napędzane siłą własnych mięśni, które sprawiają, że każdego wieczoru jestem tak zmęczony, że zasypiam od razu, przyłożywszy tylko głowę do poduszki. 

Ale mimo wszystko podróżnicze lektury mocno Cię ukierunkowały. 

Zdecydowanie tak. W mojej licealnej bibliotece wystawiana była regularnie lista czołowych czytelników, czyli osób, które wypożyczyły największą liczbę książek. Zawsze byłem w jej czołówce, choć żadna z przeczytanych przeze mnie pozycji nie była obowiązkową lekturą szkolną. Pewnego dnia w moje ręce trafiła książka Arkadego Fiedlera. Być może za sprawą niecodziennego imienia, nietuzinkowego nazwiska, a może po prostu zaintrygował mnie tytuł “Ryby śpiewają w Ukajali”. Bardzo wciągnęła mnie ta literatura i kiedy przeczytałem już wszystkie pozycje Fiedlera, w moje ręce wpadła książka “Prowadził nas los” Kingi Choszcz i Radosława “Chopina” Siudy, którzy w ciągu pięciu lat autostopem objechali świat dookoła. O ile książki Arkadego Fiedlera sprawiły, że dalekie podróże stały się moimi marzeniami, tak książka Kingi i Chopina sprawiła, że marzenia stały się już konkretnymi planami. Dzięki tej książce uwierzyłem w to, że wszystko jest możliwe, a każda podróż jest kwestią chęci, pomysłu i dobrej organizacji. Wówczas też rozpoczęły się moje podróże autostopowe - ziarno padło na żyzny i podatny grunt.