Wyjazd do Lądka-Zdroju to od kilku lat obowiązkowy punkt naszych rodzinnych wakacyjnych planów. Przyciąga nas tam między innymi niepowtarzalna atmosfera Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Organizowana przez Piotrka Hercoga impreza, nie bez powodu ściąga w lipcowy weekend rzesze fanów górskich aktywności. Nawet tegoroczny koronawirus ludzi nie wystraszył, choć sanitarne wymogi pobyt zaostrzyły. 

- „Nie ma takiego miasta jak Londyn, jest tylko Lądek Zdrój” – to kultowe zdanie dźwięczy nam w uszach, gdy po raz kolejny przechadzamy się koło charakterystycznego Domu Zdrojowego „Wojciech”. Mijamy te same twarze co przed rokiem, te same sklepowe stoiska kuszą górskimi gadżetami, z baru „Lux” unosi się ten sam zapach domowego obiadu, a z głośników dobiega ten sam pozytywny głos Wojtka Helińskiego, który jak zawsze ubarwia swoją osobowością lądecką imprezę.

Wracamy i będziemy wracać. Nie tylko do Lądka, ale w otaczające go górskie pasma. Można już rzec, standardowo, wyruszam więc na samotną wędrówkę. Tym razem na podbój Śnieżnika, w zanadrzu mając powrót przez Czarną Górę aż do Stronia Śląskiego. W sumie 23 kilometry górskiego zapachu, czyli prawie osiem godzin niezmąconego spokoju.