O sytuacji branży narciarskiej po półtorarocznej przerwie z Łukaszem Kalembą, właścicielem biura podróży Ski Planet, rozmawia Paulina Grzesiok.

Przez pandemię wszystkie ośrodki we włoskich Alpach od marca 2020 roku aż do końca zimy 2021 były zamknięte. Narciarze zjazdowi, którzy cenią sobie dobrze przygotowane trasy liczone w setkach kilometrów, zabawę na lodowcach i widoki na Dolomity, o przygodach mogli tylko pomarzyć. Do tego wielu z nich obawiało się o wpłacone zaliczki do hoteli i polskich biur podróży obsługujących ten kierunek. Czy możemy liczyć na lepszy sezon 2021/2022? 

 

Jak najłatwiej określić, czym zajmuje się Ski Planet?

Ski Planet to ski booking. Teoretycznie działamy podobnie jak popularne systemy rezerwacyjne. Największa różnica polega na tym, że jesteśmy skupieni na narciarskim rynku włoskim, a po drugiej stronie jest człowiek, a nie sama wyszukiwarka. Pomagamy narciarzom znaleźć dla nich najlepszy obiekt i dolinę na narty we włoskich Alpach.

 

Łuksz Kalemba - Ski Planet

 

Jak z Waszej perspektywy wyglądał pierwszy atak koronawirusa? 

Od lutego 2020 roku, nie tylko jako firma, ale także jako zwykli ludzie, przechodziliśmy wszystkie stany emocjonalne. Cała epidemia rozpoczęła się praktycznie z dnia na dzień. W niedzielę 23 lutego 2020 roku ostatni goście ferii z regionu mazowieckiego wrócili spokojnie do domów, a w poniedziałek okazało się, że we Włoszech jest już prawie 300 zakażeń. Po kilku tygodniach świat się zatrzymał.

 

 

 

Co czuliście, gdy Włochy się zamykały? 

Na początku był szok, potem nadzieja na to, że sytuacja jest - owszem napięta i nadzwyczajna - ale wciąż tymczasowa. W trzy tygodnie skończyło się na ogólnoświatowym lockdownie. Po ogłoszeniu zakażeń we Włoszech liczba telefonów do biura była tak duża, że nie nadążaliśmy ich odbierać. W zeszłym sezonie miało z nami pojechać ponad 20 tysięcy osób, z czego przed wybuchem pandemii zdążyło wrócić do Polski po udanych wakacjach 15 tysięcy. 

 

 

Jak wyglądała jesień 2020 roku?

Sytuacja była bardzo dynamiczna przez cały rok. Początek jesieni jest jednak okresem, w którym narciarze najchętniej rezerwują wakacje zimowe. W ubiegłym roku czas ten zbiegł się z trzecią falą pandemii. Od tego momentu, aż do końca zimy, kolejne dekrety we Włoszech pojawiały się z dnia na dzień. Każdy kolejny kończył się przedłużaniem obostrzeń, a całej procedurze nie było końca. Oznaczało to życie w ciągłej niepewności. W grudniu informowaliśmy klientów o anulacji ich wakacji zaledwie na kilka dni przed wyjazdem. Livigno, które podlega pod władze Lombardii, ze swoim mikroklimatem, długą zimą i stosunkowo małą liczbą zachorowań, postanowiło nie anulować sezonu aż do 9 kwietnia 2021 roku. Do tego kolejnym ciosem była zmiana terminu ferii zimowych przez polski rząd. 

 

 

Jak zatem daliście sobie radę przez półtora roku bez sprzedaży?

Wzięliśmy pod uwagę, że większość klientów decyduje się na wyjazd z nami ze względu na komfort psychiczny. Tracąc wiarygodność wtedy, mogliśmy liczyć się ze stratą tych relacji, a odbudowanie ich mogłoby być bardzo trudne. Podjęliśmy decyzję o rezygnacji z voucherów turystycznych i z możliwości wypłaty zaliczek do 180 dni. Dzięki temu dziewięciu tysiącom osób oddaliśmy wpłacone pieniądze najszybciej jak to możliwe. Każdy z nas ma świadomość, że bez zadowolonych klientów firma nie miałaby szansy przetrwać.

 

 

Czy można w ogóle coś pozytywnego powiedzieć o skutkach pandemii w turystyce?

Wielu włoskich hotelarzy, z którymi współpracujemy, wykorzystało ten czas na generalne remonty, podnosząc znacznie swój standard. Podobnie działały też same resorty, inwestując ogromne fundusze w nowe krzesełka i gondole. 

Cała branża hotelarska i gastronomiczna we Włoszech przez ten rok straciła coś wcześniej niewyobrażalnego – turystykę. Moim zdaniem może to wpłynąć pozytywnie na standard usług w Alpach. Wszyscy będą zadowoleni, że życie wraca do normy i jeszcze bardziej docenią wracających gości.

Czy pandemia będzie miała wpływ na ceny zimą?

Koszt posiłków w restauracjach na stoku może nieznacznie wzrosnąć zgodnie z tendencją wzrostu cen w całej Europie. W przypadku hoteli negocjowaliśmy ceny tak, żeby były jak najbardziej zbliżone do tych z lat ubiegłych. Zależy nam na tym, żeby spokojnie wrócić do pracy na pełnych obrotach. Mam nadzieję, że utrzymanie poziomu cen pozwoli pojechać w tym roku na wakacje jeszcze szerszej grupie osób.

 

Jakie są przewidywania dotyczące otwarcia nowego sezonu zimowego?

W Polsce w tym momencie w pełni zaszczepionych jest ponad 14 mln osób. We Włoszech 21 mln – 35 proc. całej populacji (dane z 7 lipca). Sytuacja na rynku letnich wakacji pokazuje, że turyści wyjeżdżają wszędzie tam, gdzie granice są otwarte. Pobyt we Włoszech jest już możliwy bez kwarantanny, z aktualnym testem lub paszportem covidowym. W zeszłym roku o tej porze sytuacja była diametralnie inna, na rynku nie było jeszcze żadnej dostępnej szczepionki. Wraz z całą branżą narciarską wierzymy, że teraz wszystko wróci do normy.

 

Czy już teraz możemy myśleć o zimie 2021/2022? 

Na początku lipca otworzyliśmy sprzedaż nowego sezonu. Po roku przerwy jesteśmy gotowi na duże zainteresowanie. W tym sezonie trzeba będzie spieszyć się z rezerwacją zimy bardziej niż zwykle, ponieważ duży procent miejsc jest już zajęty z powodu przeniesienia rezerwacji z zeszłego roku. Część hoteli startuje z poziomu 30 – 50 proc. wolnych miejsc, a nie z 90-100 proc. jak to miało miejsce w poprzednich latach w czerwcu.

 

 

A co jeśli przyjdzie czwarta fala?

Jeśli granice lub włoskie doliny narciarskie będą zamknięte, będziemy postępować dokładnie tak samo jak w zeszłym sezonie. Oddamy klientom 100 proc. wpłat bez voucherów turystycznych. Wprowadziliśmy też do oferty ubezpieczenia Signal Iduna od kosztów rezygnacji z możliwością rozszerzenia o zachorowanie na COVID-19 i kwarantannę. W ten sposób można zarezerwować wakacje zimowe bez stresu.

 

Czego można dzisiaj życzyć narciarzom?

Pięknego powrotu do zimowych sportów w jednym z najlepszych miejsc w Europie.