Tatry są dla mnie za małe. Nie za niskie, ale właśnie za małe. Nie byłam w Tatrach od ponad dwóch lat i nie wiem, kiedy znów się tam pojawię. Wakacyjne zdjęcia kolejki do kolejki czy kolejki nad Morskim Okiem tylko mnie utwierdzają w tym przekonaniu.

 

Tęsknię. Zamykam oczy i widzę szlak przez Boczań na Halę Gąsienicową i dalej przez Czarny Staw na Kościelec. To jedna z moich ulubionych gór. Były takie czasy, i niektórzy zapewne mi nie uwierzą, że w piękne, słoneczne, weekendowe dni siedziałam na szczycie zupełnie sama! Takie małe i równocześnie takie magiczne. Bo to chyba magia przyciąga tam tłumy, skoro tyle jest pięknych i pustych szlaków w górach. Nie, nie podam adresu!

 

To nie wina Tatr, że dorastają kolejne pokolenia, które zachwycają się turniami i wierzchołkami. Tak jak ja, prawie ćwierć wieku temu. To właśnie w Tatrach uczyłam się gór. Tu zakochałam się w górskich wędrówkach. I tatrzańskich widoków szukam teraz z innych górach.

 

O Tatrach zadecydował przypadek. Miały być zupełnie inne wakacje - plaża, morze i ewentualne drinki z palemką. Wylądowałam na Antałówce, tuż obok słynnej Witkiewiczówki i przez trzy tygodnie po całym dniu włóczenia się po szlakach miałam do domu pod górę. Pierwszy raz pojechałam w Tatry bez kondycji. Miałam za małe buty - to znaczy kupiłam dokładnie w takim rozmiarze, jaki noszę na co dzień - i same bawełniane koszulki. Ale z tymi koszulkami to większość tak miała. I jeszcze kraciastą flanelową koszulę mieliśmy! Ja w czarno-czerwoną kratę. Brzmi jak opowieść z innej epoki, prawda? To w sumie była inna epoka, końcówka XX wieku.

 

Że ja sobie wtedy nic w tych górach nie zrobiłam, to cud jakiś! Oprócz kilku siniaków, zakwasów i problemów z kolanami. W plecaku zawsze miałam przewodnik Józefa Nyki, opisy przemierzanych szlaków czytałam wielokrotnie. Zalewało mnie, mój plecak i tę książkę. Dziś książka stoi na półce, pomarszczona i mocno zużyta, miejscami nie można już odczytać słów, ale nie oddam jej za żadne nowe wydanie! Tatr uczyłam się na własne skórze. Najpierw dolinki, później polany, a w końcu szczyty. Orla Perć na raty. Rysy to było moje marzenie!

 

Jaka ja byłam głupiutka, oceniając trudności po wysokości. Nie doceniałem Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Skryła się w cieniu słynnych Rysów, a przecież jest nie mniej wymagająca.

 

Gdy przemierzyłam Tatry po polskiej stronie, przeniosłam się na Słowację. Byłam w raju! Taka powierzchnia, tyle szlaków, znacznie mniej ludzi! Trzy razy z rzędu jeździłam tam na wakacje. Jak to mówią - wte, wewte i po przekątnej.

 

Ale co dalej? Odpowiedź na to pytanie znalazłam zupełnie przypadkiem. Wybaczcie, Tatry, ale na Was świat się nie kończy! I jeszcze jedna herezja zmieszana z banałem – to, co kocham w Tatrach, znalazłam poza Tatrami, czasem całkiem daleko.

 

Przykład? Proszę bardzo! 10 lat temu z grupą znajomych wędrowałam szlakiem GR20 na Korsyce. Piękna dwutygodniowa wędrówka. Pewnego dnia usiedliśmy na przełęczy na odpoczynek. Spojrzałam w dół i miałam déjà vu. Przecież ja to już widziałam! W dole dwa stawy, jeden jakby wyżej, ścieżka wokół tego niżej. Hmm... jakiś domek nawet nad brzegiem stawu wypatrzyłam. Schronisko? Nie, to nie to co myślę - zaczęłam się strofować - to przecież Korsyka, a nie widok na Morskie Oko i Czarny Staw z drogi na Rysy!

 

Albo trochę bliżej - Słowenia i Alpy Julijskie. Do 2400 m n.p.m. to prawie Tatry. Miejscami robi się bardziej wymagająco, pojawiają się ferraty - ale to przecież „prawie” Orla Perć!

 

I moje odkrycie sprzed wielu lat – Włochy. A tam Alpy Bergamskie, góry wokół jeziora Iseo i szczyty z widokiem na Gardę. Tyle szlaków, tyle miejsca dla mnie, a podczas czerwcowego wyjazdu nie miałam towarzystwa na szlakach. Szczyty w okolicach 2000 m n.p.m. (a startuje się na wysokości kilkudziesięciu metrów, więc jest gdzie się zmęczyć), sympatyczne schroniska a w nich pyszne jedzenie! To po co mi te Tatry?

 

Pisanie o innych górach w numerze poświęconym Tatrom jest dość ryzykowne! Ale mam zamiar sprowokować Cię do szukania tatrzańskich klimatów poza Tatrami. A wtedy... Wtedy ja w Tatry wrócę!