Po dłuższej przerwie powróciliśmy z żoną do Doliny Kościeliskiej. W piękny, letni dzień postanowiliśmy wejść na Ornak, a wczesna pora startu niemal o samym świcie miała nam zapewnić ciszę i spokojne tempo marszu. Szybko odkryłem, że sama dolina przez lata ewoluuje. Postępująca degradacja drzewostanu świerkowego zmienia krajobraz, a przyroda adaptuje się do nowych warunków. Jedna z najstarszych dróg turystycznych w Tatrach wciąż oferuje coś nowego wiernemu turyście.

 

Powroty są dobre

Każdy piękny widok może kiedyś spowszednieć. Tak miałem kilka lat temu, gdy w Tatry Zachodnie podróżowałem kilka razy w miesiącu przez wszystkie sezony i chyba najczęściej zimą. Ścigając się ze światłem dnia w ekspresowym tempie przemierzało się odcinki dolin, by jak najszybciej osiągnąć szczyt.

 

Po dłuższej przerwie jestem jakby w znanym, ale jednak nowym miejscu. Droga jakby równiejsza, toalety co kilometr, ławeczki. Tylko drzew jakby mniej.

 

- Był las i już go nie ma - jak powiedział kiedyś znajomy przewodnik tatrzański.

 

Tatry, zielona grań Tatr Zachodnich zachwyca swoim pięknem,
fot. Kuba Witos Fotografia

 

To co dotykało tak wyraźnie słowacką część gór, zagościło również w polskich Tatrach Zachodnich. Drzewostan świerkowy, który tworzył praktycznie monokulturę reglową, na dużych obszarach usycha i pada pod naporem wiatru. Pamiętam koniec 2013 roku, gdy silne wiatry dosłownie „wyczesały” doliny, zatrzymując na kilka tygodni ruch turystyczny. I zmieniając je diametralnie.

 

 

Kościeliska nie da się znudzić

Gdy wpadnie Wam w ręce dobry przewodnik po Tatrach, np. Józefa Nyki, na pewno traficie na stwierdzenie, że Kościeliska to jedna z najbardziej zróżnicowanych dolin tatrzańskich. Dawni turyści doceniali jej krajobraz, szukając w niej inspiracji, przygody, a często nawet skarbów. Czy zauważyliście na przykład kapliczkę po przekroczeniu Kościeliskiego Potoku?

 

To dawna kapliczka górnicza, która istnieje w miejscu dawnej osady hutniczej, która na przełomie XVIII i XIX w. posadowiona była na polanie Stare Kościeliska. Tuż za nią znajdziemy pamiątkową tablicę wspominającą przemysłową historię miejsca. Osada zniknęła wraz z wyczerpaniem pokładów rudy żelaza, a najdłużej – bo do 1926 r. – funkcjonowała w tym miejscu gospoda z pokojami dla turystów. Ale zacznijmy od początku.

 

 

Bufet wysadzili w powietrze

Minąwszy kasy TPN, przechodzimy przez pierwsze zwężenie zwane Bramą Kantaka. Wtedy otwiera się przed nami urocza Wyżnia Kira Miętusia. W jesienne poranki mgły okrywają jej krawędzie, a wilgoć z potoku miesza się z chłodem powietrza, gryząc nos, palce i policzki. Jak podają źródła historyczne, łączono tutaj stada, w czasach gdy jeszcze masowo wypasano owce. Obecnie sporadycznie spotkamy tu te zwierzęta, za to długa prosta aleja to idealne miejsce, aby rozpędzić się po długiej podróży samochodem w Tatry.

 

Tatry Zachodnie, Wielkie Jamy, Bystra i grzbiet Ornaku,
fot. Karol Nienartowicz

 

Po przekroczeniu Kościeliskiego Potoku po lewej zostawiamy popularny szlak na Ciemniak (2096 m n.p.m.), a my wchodzimy właśnie na Stare Kościeliska z charakterystyczną kapliczką. W lewo prowadzi ścieżka do Jaskini Mroźnej, a w prawo na polanę Stoły i nieco dalej do Doliny Chochołowskiej. Gdybym nie wiedział, że istnieje, mógłbym ją łatwo pominąć, ale tuż nad potokiem bije słynne Lodowe Źródło. Pośród mchów i traw wypływa woda, której temperatura jest praktycznie stała przez cały rok i wynosi około 4 stopni Celsjusza.

 

Pogania nas chęć śniadania w schronisku, więc boczne ścieżki zostawiliśmy na później, wchodząc w kolejne przewężenie zwane Bramą Kraszewskiego. Zawęża ono dolinę aż do Hali Pisanej, także tętniącej niegdyś życiem pasterskim, a w okolicznych zboczach czynne były jeszcze w XIX wieku kopalnie rud żelaza. Do tego miejsca dojeżdżają nieliczne bryczki, a od 1935 roku był tu niewielki drewniany budynek służący za bufet turystyczny. Aż trudno uwierzyć, że w 5 sierpnia 1987 roku został on wysadzony w powietrze na potrzeby filmu „Trójkąt Bermudzki” i to za zgodą Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jak widać efektowna anihilacja wiekowych obiektów na potrzeby kamery ma długie tradycje.

 

 

Największe skupisko jaskiń

Polanę zamyka brama zwana Raptawicką albo Wyżnią Bramą. Jest to według mnie jeden z ciekawszych obszarów doliny. To właśnie tutaj znajduje się największe skupisko jaskiń - Mylnej, Raptawickiej i Obłazkowej – oraz wejście do popularnego Wąwozu Kraków.

 

Jaskinie to charakterystyczny element Doliny Kościeliskiej. Do turystycznego zwiedzania udostępnionych jest pięć z nich. Prawdopodobnie najpopularniejszą jest Mroźna, ze stałą temperaturą wnętrza około 6 stopni na plusie, do której wejść można tylko z przewodnikiem. Miałem też okazję czołgać się przez jaskinię Mylną i trzeba przyznać, że było to bardzo ciekawe przeżycie.

 

Zwężenie Bramy Raptawickiej prowadzi mostkami w pobliże Pisanej Skały, pod którą bije obfite wywierzysko połączone z tajemniczą Jaskinią Pisaną. Nazwa skały wzięła się między innymi z „autografów” dawnych turystów, którzy zostawiali ślad na powierzchni skały, wciąż czytelny. Natomiast w zalanej jaskini szukano kiedyś skarbów i tajemniczych przejść. A poszukiwania musiały być naprawdę zaawansowane, jeśli wspomina się nawet o czółnach w jaskini!

 

Przechodząc ten fragment docieramy do Hali Smytnej, na której znajduje się kolejne rozgałęzienie szlaków – w lewo doliną Tomanową na Ciemniak oraz do urokliwego Smreczyńskiego Stawu – w prawo do schroniska i dalej w kierunku Iwaniackiej Przełęczy (1459 m n.p.m.).

 

Tatry Zachodnie, urokliwy Smreczyński Staw,
fot. Mikołaj Gospodarek

 

Hej na Ornaki!

Zanim jednak ruszyliśmy w jej kierunku, poszliśmy na spacer nad Smreczyński Staw (1226 m n.p.m.). Mimo to, nawet godzinę później schronisko na Małej Polanie Ornaczańskej wciąż było spokojnym miejscem na trasie. Do śniadania w postaci pysznych kanapek idealnie pasowała herbata z dodatkiem leśnych owoców i słoneczna ławka przed schroniskiem. Obecna powojenna konstrukcja, jest jednym z najpopularniejszych schronisk w Tatrach.

 

Dopiero teraz ruszamy w kierunku Ornaków. Po godzinie wspinania się na Przełęcz Iwaniacką, zaczynam jednak wątpić w swoją kondycję górską, mimo że cały poprzedzający tydzień spędziliśmy w górach. Zwątpienie przerodzą się w niedowierzanie, gdy rozpoczynamy dalsze podejście powyżej przełęczy. Jestem pewien, że wejście na Ornak było kiedyś prostsze, a przynajmniej „nie pionowe”. Nawet atak na słowacką Rakuską Czubę z Zielonego Stawu Kieżmarskiego nie przyprawił mnie o taki bezdech, jak te kilkadziesiąt skalnych stopni prowadzących na grzbiet.

 

 

Ale gdy już wychodzimy z piętra kosodrzewiny, niezwykła panorama Tatr pochłania całe nasze zmęczenie. Niezmiernie rzadko poza sezonem zimowym góry oferują tak przejrzyste i dalekie widoki, jak dzisiaj. Nie dziwią mnie już późniejsze relacje o kolejkach do kolejki. Wędrując grzbietem, możemy swobodnie podziwiać wspaniałe olbrzymy Tatr Zachodnich oraz zwieńczenia dwóch walnych dolin tatrzańskich. Agnieszka zachwyca się pięknem złocistozielonych traw barwiących zbocza oraz wspaniałych górskich kwiatów. Zdecydowanie wędrowanie latem też ma swoje plusy.

 

 

Gdy mijamy trawersem kamienistą kulminację Ornaku (1854 m n.p.m.) znów zatrzymujemy się na małe co nieco. Nie odmawiamy też sobie zdjęć wspaniałych z tej perspektywy Tatr Wysokich. To dobry moment na podjęcie decyzji czy chcemy dojść do Zadniego Ornaku (1867 m) i atakować dwutysięczniki powyżej Siwego Zwornika czy też spokojnie delektować się krajobrazem i zejść ponownie do schroniska na Hali Ornak. Bardzo kusi nas wejście na Starorobociański Wierch (2176 m n.p.m.) lub Błyszcza (2159 m n.p.m.), ale po szybkiej weryfikacji stwierdzamy, że mamy za mało wody i zapasów cukrowych, by tak bardzo wydłużać trasę tego dnia. Zresztą nastawiliśmy się na lekki spacer i wracając chcieliśmy odwiedzić jeszcze Wąwóz Kraków. Przeszliśmy jeszcze kilkaset metrów, rozpoznając odległe szczyty tatrzańskie, po czym spokojnym tempem zaczęliśmy schodzić do już gwarnej i nieco zatłoczonej doliny. Około południa Dolina Kościeliska zmienia się nie do poznania.

 

Dojazd

Wędrówkę w Dolinie Kościeliskiej zaczynamy w Kirach, gdzie można zostawić auto na jednym z licznych parkingów albo dojechać tu busem z centrum Zakopanego.

 

Szlaki

zielony: Kiry (wejście) – schronisko na Hali Ornak – 1 h 30 min ↑↓

czarny: Schronisko na Hali Ornak – Staw Smreczyński – ok. 30 min ↑↓

żółty: Schronisko na Hali Ornak – Przełęcz Iwaniacka – 1 h 10 min ↑ 50 min ↓

zielony: Przełęcz Iwaniacka – Ornak – 1 h 30 min ↑ 1 h ↓