Gdy pierwszy raz pojechałam w słowackie Tatry, nie mogłam wyjść z podziwu nad znikomą liczbą turystów w porównaniu z polską wersją pasma. Jednak jeszcze bardziej nie mogłam wyjść z zachwytu nad ciszą i pięknem otaczającej mnie przyrody. Zabiorę Was dzisiaj w jedno z najpiękniejszych dla mnie miejsc w górach.

 

Czasem mam pokusę, by nie dzielić się tak ukochanymi przeze mnie odludnymi miejscami. Chciałabym je zatrzymać dla siebie, albo przynajmniej dla jak najmniejszej liczby osób. To właśnie w takich górach – pustych i majestatycznych, w ciszy i samotności, odnajduję prawdziwą wolność. To tam na szlaku po raz kolejny odnajduję moją życiową drogę, co rusz zagłuszaną przez pędzący rytm miasta. W szczególnie trudnym dla mnie czasie, jeszcze bardziej potrzebuję górskiego oddechu.

 

Ten mój dzisiejszy szlak można podzielić na trzy części. I choć tylko jedna z nich świeciła pustkami, to znalazłam na nim to, czego szukałam – niesamowitą przyrodę, potęgę piętrzących się wokół szczytów, w których upatruję swoje wspinaczkowe cele i ciszę, która ustawia życiowe priorytety na odpowiednich półkach.

 

Pierwsza była kobieta

Wędrówkę rozpoczynamy przy Cesla Slobody, co po polsku oznacza Drogę Wolności (910 m n.p.m.). Biegnąc od Łysej Polany (słow. Lysá polana) do Szczyrbskiego Jeziora (Štrbské Pleso) łączy podtatrzańskie miejscowości i jednocześnie jest punktem wypadowym na górskie szlaki. Ponoć w XVI wieku nazywana była Drogą Zbójów, gdyż słynęła ze szmuglujących towar przemytników. Na cześć wyzwolenia spod okupacji węgierskiej, po I wojnie światowej stała się właśnie Drogą Wolności.

 

Dla mnie ta nazwa ma metaforyczne znaczenie. Początek żółtego szlaku będącego początkiem Doliny Białej Wody Kieżmarskiej (Dolina Kežmarskej Bielej vody) to brama do innego świata. Wolnego od pośpiechu i konsumpcjonizmu. A będącego powrotem do natury. Sama dolina również oddziela dwa światy – granitowych strzelistych szczytów Tatr Wysokich, od łagodniejszych i mniej surowych Tatr Bielskich.

 

Zielony Staw Kieżmarski z żółtego szlaku prowadzącego do schroniska. Po lewej za jesiennymi liśćmi słynna ściana Małego Kieżmarskiego Szczytu,
fot. Karol Nienartowicz

 

Już od pierwszych kroków stawianych na szerokiej ścieżce, którą dojść można aż na Jagnięcy Szczyt (Jahňací štít), słychać szum potoku Biała Woda (Kežmarská Biela voda), głównego cieku doliny. To razem z nim ruszamy w stronę Schroniska przy Zielonym Stawie (Chata pri Zelenom plese). Gdzieś z tyłu towarzyszy nam symbolicznie Beata Łaska, pierwsza polska turystka, która już w 1565 roku dotarła w Tatry, prawdopodobnie właśnie w okolice Zielonego Stawu Kieżmarskiego.

 

 

Największa otchłań Tatr

Łagodnie wznoszącym się szlakiem docieramy nad Zielony Staw (1551 m n.p.m.). Patrząc w górę, nie dziwi mnie popularność tego miejsca. Strzeliste szczyty Koziej i Jastrzębiej Turni oraz Małego Kieżmarskiego Szczytu odbijają się w lazurowym stawie rozlanym u ich stóp. Staję na brzegu jeziora i z zachwytem wpatruję się w granitowe skały. Szczyty wznoszące się nad doliną są jednym z ważniejszych rejonów taternictwa sportowego. Spoglądam nieruchomo na 900-metrową ścianę Małego Kieżmarskiego Szczytu, najpotężniejszą w słowackich Tatrach Wysokich. Jego północna ściana wraz z sąsiednią Kieżmarską Kopą ma obecnie największą liczbę dróg wspinaczkowych w okolicy. Jest ich tutaj około 110, o skali trudności od II do VIII+. Czy kiedyś będzie mi dane się wspiąć po którejś z nich? Po cichu układam sobie w głowie plan – marzenie.

 

Ale w tym planowaniu najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Dzień wcześniej odwiedziliśmy Symboliczny Cmentarz koło Popradzkiego Stawu na stokach Osterwy. Powiedzieć, że robi wrażenie to mało. Bardzo przemawia do mnie widniejące tam motto: „Umarłym na pamiątkę, żyjącym ku przestrodze”. Na wielu pamiątkowych tablicach odnajduję nazwę Małego Kieżmarskiego Szczytu. To pokazuje, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić czy zaryzykować dla rzeczy, które kochamy.

 

„Największa otchłań Tatr” – tak nazywał tą majestatyczną górę jeden z najwybitniejszych taterników dwudziestolecia międzywojennego, Wiesław Stanisławski. Dla upamiętnienia zmarłego w wieku 24 lat na ścianie Kościołka (Kostolika) w Dolinie Batyżowieckiej (Batizovská dolina). Jedną z dróg wspinaczkowych na Małym Kieżmarskim Szczycie nazwano jego imieniem.

 

 

Herbata z ziół

Siadamy przy schroniskowym stole z widokiem na zieloną taflę stawu. Stanisław Staszic tak tłumaczył zabarwienie tatrzańskiej wody: „Zielona Woda, tak zwana, że wystawia farbę zieloną, która przez się jest czysta i biała, tylko odbijaniem skał, mchem pokrytych, zieleni się”.

 

Zważywszy na florę występującą w tym rejonie Staszic może mieć rację. Mnie się jednak bardziej podoba inne wytłumaczenie… Po dolinie krąży pewna legenda. Dawno temu na niedostępnym wówczas szczycie Jastrzębiej Turni miał się znajdować wielki rubin. Skuszony jego blaskiem chłopak, chciał go zdobyć dla swojej ukochanej. Niestety, wraz z kamieniem, spadł do stawu. A wskutek połączenia niebieskiej wody z czerwonym odcieniem rubinu, jezioro stało się zielone.

 

Schronisko nad Zielonym Stawem, mimo że dość licznie oblegane przez turystów, ma prawdziwie wysokogórski klimat.

 

– Popularność tego miejsca związana jest na pewno ze stosunkowo łatwym dojściem, dostępnym dla wielu piechurów. Poza tym duża liczba dróg, w tym na północnej ścianie Małego Kieżmarskiego Szczytu, największej w Tatrach Wysokich, przyciąga też liczne grono wspinaczy. Myślę też, że kolejnym magnesem jest nasza naprawdę dobra kuchnia – wylicza, Tomáš Petrík, chatkowy ze Schroniska nad Zielonym Stawem.

 

Słowacja, Tatry Bielskie od południa - na pierwszym planie Hawrań, 
fot. Wiktor Baron

 

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Dziś prym na naszym stole wiedzie jeden ze specjałów słowackiej kuchni, czyli bułeczka na parze. W środku z czekoladą i jagodami, na zewnątrz zaś oblana rozpuszczonym masłem i posypana kakao. Madzia z naszej ekipy prowadzi prywatny ranking tych słowackich dań. W jej ocenie parená buchta znad Zielonego Stawu jest bezkonkurencyjna.

 

Ponoć specjalnością kuchni jest też chatársky čaj (w wolnym tłumaczeniu „schroniskowa herbata”), czyli napar z rosnących w okolicy roślin.

 

– To mieszanka ziół, które zbieramy nieopodal schroniska. Bazą jest kwiat, a do tego mięta, szałwia oraz spadź – tłumaczy Tomáš Petrík.

 

Musimy zbierać się do dalszej drogi i niestety tym razem nie udaje się nam posmakować tej herbatki. Będzie pretekst, by znowu tu zawitać.

 

 

Bywał tu Fidel Castro

Tymczasem wchodzimy na Tatrzańską Magistralę – liczący około 72 kilometry najdłuższy szlak w całym paśmie. 40 znajdujemy się przy Wielkim Białym Stawie (Veľké Biele pleso, 1610 m n.p.m.), który jest oficjalnym zakończeniem magistrali. Tu zaczyna się odcinek ciszą malowany. Pusta ścieżka urokliwie wije się do Przełęczy pod Kopą. Dalej biegnie aż do Zdziaru, tworząc główny dostępny dla turystów szlak w Tatrach Bielskich. My jednak zmierzamy do Tatrzańskiej Jaworzyny (Tatranská Javorina).

 

 

Warto przypomnieć, że 100 lat temu ówczesny właściciel tych terenów Christian Hohenlohe, zabronił na nie wstępu. Ogradzając je płotem i stawiając strażników, stworzył myśliwską mekkę. W latach 60. i 70. XX wieku polowali tu między innymi ówcześni współcześni dygnitarze, w tym sam Fidel Castro. Po utworzeniu TANAP-u (odpowiednik polskiego TPN) cały obszar Tatr Bielskich uznany został za obszar ochrony ścisłej. Zabroniono uprawiania wspinaczki skalnej, a turystyka piesza ograniczyła się do kilku szlaków.

 

Przełęcz pod Kopą (Kopské sedlo, 1753 m n.p.m.), do której docieramy, stanowi granicę pomiędzy Wysokimi i Bielskimi Tatrami. Tu odbijamy w lewo, schodząc w Dolinę Zadnich Koperszadów. Nazwa Koperszady wywodzi się z języka niemieckiego i pochodzi od znajdujących się tu kiedyś rud miedzi. Ścieżka malowniczo trawersuje zbocze Szalonego Wierchu (Hlúpy vrch, 2061 m n.p.m.). Część moich przyjaciół idzie szybciej, część zostaje trochę w tyle. Przez pewien czas idę sama. Mam chwilę, żeby pełną piersią odetchnąć tatrzańskim powietrzem, zanurzyć się po uszy w panującej ciszy i sycić oczy przepiękną panoramą.

 

 

Przez Łysą Polanę do Polski

Słońce otula mnie promieniami jak grubą kołdrą. Dopiero wejście do lasu zabiera przyjemne ciepło i tym samym urzekający krajobraz. Idąc w stronę rozdroża pod Muraniem, po prawej stronie mijamy najwyższe szczyty Tatr Bielskich. Płaczliwą Skałę (Plačlivá skala, 2142 m n.p.m.), na której ścianach Władysław Cywiński widział zacieki przypominające łzy, najwyższy szczyt Tatr Bielskich – Hawrań (Havran, 2152 m n.p.m.), zaraz za nim Nowy Wierch (Nový vrch, 2009 m n.p.m.) i najbardziej rozpoznawalny szczyt tej część Tatr – Murań (Muráň, 1890 m n.p.m.).

 

Dochodzimy do miejsca, w którym niebieski szlak łączy się z zielonym, biegnącym z Tatrzańskiej Jaworzyny, przez Lodową Przełęcz do Starego Smokowca. Stąd, przy wtórze wartkiego nurtu Jaworowego Potoku, docieramy do Tatrzańskiej Jaworzyny. Jednak stamtąd musimy dostać się do Polski, a konkretnie do Schroniska w Dolinie Roztoki, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Odcinek do Palenicy Białczańskiej pokonujemy wzdłuż asfaltu. Tam wchodzimy na czerwony szlak prowadzący do Morskiego Oka. Jakże inny to szlak niż ciche Tatry po drugiej stronie granicy. Prawie 30-kilometrową wędrówkę kończymy zasłużonym obiadem w polskim schronisku. W Tatry Bielskie na pewno jeszcze wrócimy.

 

 

Dojazd

Dojazd wygląda identycznie jak w przypadku wycieczki na Lodowy Szczyt. Zatrzymujemy się na parkingu (albo przystanku autobusu) - Kežmarská Biela voda.

 

Szlaki

żółty: Kieżmarska Biała Woda (parking) – Schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim 3 h 5 min. ↑ 2 h 45 min. ↓

czerwony: Schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim – Przełęcz Pod Kopą 1 h 25 min. ↑ 1 h 10 min 45 min. ↓

niebieski: Przełęcz Pod Kopą – Tatrzańska Jaworzyna 3 h ↓ 3 h 35 min. ↑

droga nr 66, droga Oswalda Balzera: Tatrzańska Jaworzyna – Palenica Białczańska 50 min. ↓↑

czerwony, zielony: Palenica Białczańska – Schronisko w Dolinie Roztoki 1 h ↑↓