Aż dziw bierze, że sam wcześniej nie wpadłem na tak oczywistą trasę - zgrabną i widokową pętlę wokół źródeł królowej polskich rzek. Z szybkimi, szerokimi oraz łatwymi technicznie ścieżkami. I dzidą na Baranią Górę (1220 m n.p.m.) tuż za startem, żeby człowiek poczuł ból jeszcze przed drugim śniadaniem. Tak w dużym skrócie wygląda arena Beskid Winter Trail. Pierwszej edycji biegu górskiego obliczonego na niecałe 28 km.

 

W sam raz, jeśli ktoś zaczyna romans z hasaniem po szlakach. Idealnie żeby się pościgać, gdy mamy już doświadczenie w tych klockach. Lub gdy po porostu chcemy się przejść, przetruchtać i pozwiedzać, bo organizator na pokonanie pełnego dystansu wyznaczył spory, 9-godzinny limit. Zaś wisienką na tym wiślańskim torcie jest miejsce startu, czyli malownicze Schronisko PTTK Przysłop pod Baranią Górą. Położone z dala od cywilizacji, co pozwala na zachowanie dystansu i zasad bezpieczeństwa.

 

Normalność nie jest kwestią statystyki

Tak, malownicze. Dobrze przeczytaliście. Tym, którzy kojarzą ten obiekt ze starym, zapuszczonym molochem, polecam szybkie nadrobienie zaległości. Ekipa, która niedawno przejęła obiekt, włożyła całe swoje serducho w remont, aranżację i funkcjonowanie schroniska, zmieniając jego oblicze o 180 stopni. Jest przytulnie, smacznie i nowocześnie. Tylko jak tu dotrzeć na poranny start biegu, nie zarywając nocy?

 

Beskid Śląski, Beskid Winter Trail - za wieżą widokową na Baraniej Górze można się wreszcie rozpędzić, fot. Katarzyna Gogler

 

Opcja pierwsza to parking w Wiśle Czarne i ekstra 6 km po szlaku wzdłuż Czarnej Wisełki. Albo transport zorganizowanym busem z Istebnej na Pietraszonkę i rozgrzewkowy, półgodzinny spacer zielonymi znakami do schroniska. Ostatecznie wybieram bramkę numer dwa i tuż po godz. 8 jestem już gotowy na zimowe ściganie.

 

Mimo że wiosna na horyzoncie, to przy porannych -6 stopniach Celsjusza bez raczków się nie obejdzie. Niebawem przekonam się o tym na stromej stokówce, gdzie dosłownie uratują mi skórę. A póki co, ostatni łyk wody, rozciąganie i przy szalonych dźwiękach I Fink U Freeky” zespołu Die Antwoord ruszamy w las.

 

Zaiste tytuł utworu („Myślę, że jesteście dziwni, zwariowani”) oddaje charakter startujących. Patrząc z boku na ludzi, którzy w mrozie i śniegu wbiegają na lodową trasę z ognikami w oczach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że naprawdę uczestniczę w zlocie dziwaków. Ale bieganie po górach to stan umysłu i jeden z najzdrowszych nałogów na świecie. Wystarczy „dołożyć do pieca” na pierwszym podbiegu pod Wierch Równiański (1160 m n.p.m), by adrenalina rozlała się po żyłach z prędkością Luxtorpedy. W efekcie, pod wieżą widokową na Baraniej Górze melduję się po 25 minutach. I niestety z przykrością stwierdzam, że słonecznej „sweet foci” stąd nie przywiozę. Chmurno wszędzie, głucho wszędzie. A do tego w oddali, nad najwyższym w paśmie Skrzycznem (1257 m n.p.m.), zawisło czarne śniegowe monstrum, rodem z tolkienowskiego Mordoru.

 

Czy leci z nami pilot?

Zdaję się, że lekko to już było… więc z niemałym przerażeniem puszczam nogę i staram się ciąć zbocze w stronę Przełęczy nad Roztocznym (1058 m n.p.m.).

 

- Jedź na zimowy bieg! Odpoczniesz, ruszysz się z kanapy – mówili „życzliwi”.

 

Tymczasem wąska, wyślizgana ścieżka uświadamia mi, że tylko dzięki raczkom na butach posiadam jeszcze pełne uzębienie. Po prawej wieje taką stromizną, że przy pierwszym potknięciu pewnie bym się sturlał aż do Węgierskiej Górki. Na szczęście lekki podbieg na Magurkę Wiślańską (1140 m n.p.m.) ratuje moją godność, gdy wymachując kijami łapię kontakt z podłożem.

 

Beskid Śląski, Beskid Winter Trail - ponad 20 km w nogach, a uśmiech wciąż nie schodzi z twarzy, fot. Katarzyna Gogler

 

Najwyższa pora zachwycić się naturą, gdyż naokoło ciągnie się biała pustynia, raz po raz urozmaicona wychodniami skalnymi. A tuż obok szlaku wije się granica rezerwatu przyrody - Barania Góra z Czarną i Białą Wisełką, czyli dwoma głównych ciekami źródłowymi Wisły. Normalnie to bym się pewnie zatrzymał, jakieś zdjęcie zrobił. Ale tuż przed Zielonym Kopcem (1152 m n.p.m.) włącza mi się nieśmiertelność. W końcu najwyższe punkty na trasie mam już za sobą. I akurat zaczyna się blisko 10-kilometrowy zbieg przez tzw. Cienkoland czyli Cienków Wyżni (957 m n.p.m.), Postrzedni (867 m n.p.m.) i Niżni (720 m n.p.m.).

 

Czegóż tu nie ma mili Państwo! Droga momentami jest tak szeroka, że mógłbym samochodem wymijać biegaczy. Do tego widokowe polany, stacja narciarska (używana tej zimy przez samego prezydenta RP) i skocznia im. Adama Małysza (już od paru ładnych lat opanowana przez następców Orła z Wisły). Nic tylko delektować się biegiem, bić rekordy prędkości i uskuteczniać psychiczny fitness w dobie lockdownów i innych home office.

 

Z zamku pod rynnę

Twarde lądowanie następuje dopiero przy asfalcie w Wiśle Nowej Osadzie. Co się zbiegło, trzeba teraz podejść czarną i żółtą trasą przez Głębiec (825 m n.p.m.) na Kubalonkę (830 m n.p.m.). Niby nie wysoko, ale za dodatkową atrakcję robią wiatrołomy, krzaczory i torowanie w śniegu. Dopiero na przełęczy Szarcula (759 m n.p.m.) widać ślady cywilizacji, czyli rodziny z dziećmi na sankach i wszelkiej maści wynalazkach nadających się do ślizgania.

 

Szeroka szosa, prowadząca stąd na Stecówkę, nadaje się do tego idealnie. Do biegania zresztą też. A jakby komuś było mało, to może iść na spacer pod pobliską rezydencję, czyli Zamek Prezydenta RP w Wiśle. Albo zaszpanować wśród znajomych, że właśnie lecimy po głównym grzbiecie wododziałowym Polski, dzielącym dorzecza Wisły i Olzy (Odry). Ale to tylko dla koneserów.

 

Beskid Śląski, Beskid Winter Trail - pierwsza część trasy to śnieżna pustynia tonąca w chmurach, fot. Katarzyna Gogler

 

Ostatni etap trasy pokrywa się z Głównym Szlakiem Beskidzkim, więc zgubić się nie sposób. Trzeba tylko trzymać fason na finalnych trzech kilometrach. Tak oto zostawiam za plecami wspomnianą Stecówkę (formalnie to już część Istebnej słynąca z drewnianego kościoła pw. Matki Bożej Fatimskiej), by z językiem na brodzie wykrzesać z nóg „jako takie” tempo. I faktycznie, na zbiegu do doliny Czarnej Wisełki o dziwo się udaje. Ale ostanie podejście pod metę przy schronisku, to już ponura zemsta organizatora.

 

Najchętniej bym przeszedł do marszu i zwinął się w kulkę. Ale turyści po drodze klaszczący i dopingujący sprawiają, że tuż przed metą zostawiam płuca na ściółce wiślańskich lasów. Miejsce? Końcówka pierwszej czterdziestki i ponad godzina straty do zwycięzcy Bartosza Misiaka, który pokonał tę trasę w 2 godziny i 13 minut!

 

Ale ze spokojem można ją zaplanować również na cały dzień niespiesznej wędrówki. Żeby zdążyć z fotkami i nacieszyć się witaminą D na cienkowych polanach. Lub rozbić ją na dwudniową przygodę z dziećmi, delektując się odpoczynkiem w schronisku. Sami wybierzcie Wasz sposób na Wisłę. A mapę i informację o kolejnych edycjach zawodów znajdziecie w mediach społecznościowych pod hasłem @BeskidWinterTrail.

 

Tekst: Michał Parwa

3 (13)/2021

 

Dojazd

Do Wisły dojedziemy przez Bielsko-Białą, gdzie odbijamy na drogę ekspresową do Cieszyna. Na wysokości Skoczowa skręcamy na drogę wojewódzką nr 941. Komunikację autobusową w rejonie zapewnia firma Wispol (rozkłady jazdy na stronie www.wispol.pl). Alternatywą jest podróż Kolejami Śląskimi. Codziennie kilka połączeń z Katowic. Rozkład dostępny na stronie www.kolejeslaskie.com.

 

Szlaki na trasie zawodów

czerwony / zielony: Schronisko PTTK Przysłop pod Baranią Górą – Barania Góra – Gawlasi – 2 h 15 min. ↑ 2 h ↓

żółty / czarny: Gawlasi – Cienków – Wisła Groń – 3 h ↓ 4 h ↑

żółty / czerwony: Wisła Groń – Stecówka – Schronisko PTTK Przysłop pod Baranią Górą – 3 h 45 min. ↑ 3 h ↓