Jałowiec (1111 m n.p.m.) na skiturach

W poszukiwaniu nowych, skiturowych miejsc udałem się do Zawoi i w góry Beskidu Żywieckiego i Makowskiego. Celem wycieczki był Jałowiec, ale nie tylko tę leśną górę udało nam się tego pogodnego dnia przemierzyć na niezawodnych nartach. A jakie zdobyliśmy szczyty, jaki był nastrój wycieczki i co nam się spodobało? Poczytajcie.

 

  

fot. Wojciech Szatkowski

 

Droga z Zakopanego do Zawoi to ok. 80 km, ląduję po 1,2 h w Zawoi Wełczy, gdzie zaczyna się szlak na Jałowiec. Nazwa tego niewielkiego w sumie przysiółka pochodzi ponoć od wilków. Jest tu urokliwa kaplica pw. Św. Andrzeja Boboli z początków XX wieku, zaprojektowana przez inż. Stefana Ficka. Obok stoi kościół. Dolina jest szeroka i oferuje ładne widoki na pasmo Jałowieckie. Tam idziemy! Są tu pewne nieduże kłopoty z parkowaniem auta (nie ma porządnego parkingu), więc parkujemy przy całorocznym schronisku PTSM. Pytamy oczywiście o zgodę i po jej uzyskaniu, z nartami w rękach, opuszczamy już parking i wyruszamy na skiturę. Szlak koloru niebieskiego skręca pośród zabudowań na polanę i lasem pnie się niestromo w gorę. Do pokonania na początek mamy 4,1 km i 500 metrów do góry. Nasza ekipa to: inicjatorka tego przejścia Kasia, Kasia i Wojtek, Staszek i Zosia – którzy są zawodnikami kadry młodzieżowej. No i jest z nami pies, który fantastycznie bawi się na śniegu, uganiając się tam i z powrotem pomiędzy narciarzami. Śnieg jest zbity, więc nasz czworonożny przyjaciel nie zapada się głęboko i się nie męczy. Wielka to frajda mieć ze sobą psa. Takiego psa, który przy każdym postoju podskakuje z radości, liże po rękach, łasi się i zaprasza do głaskania.


 

POBIERZ MAPĘ   POBIERZ PLIK GPX


 

Mijamy szeroką stokówkę, potem wychodzimy wyżej i tu czeka nas miła niespodzianka. W panoramie, tuż nad Przełęczą Krowiarki, widać skalny ząb Tatr, a konkretnie najwyższy szczyt – Gerlach 2655 m.n.p.m. Widać też Tatry Bielskie. Spotykamy kilka osób, analizujemy panoramę a zachwytowi nad górami towarzyszy szum drzew pod naporem coraz silniejszego wiatru. Potem przecinamy piękny stok, porośnięty lasem bukowym (z Jałowca prowadzi na tę stronę piękny i długi zjazd, nie bójcie się zjeżdżać bukowym lasem, odległości pomiędzy bukami w tym lesie są do akceptacji, umożliwiają fajną, techniczną jazdę krótkim skrętem). Jest tu podobnie jak w Bieszczadach. Podoba mi się. Łagodne przejście kieruje nas w stronę szczytu za niebieskimi znakami i po dwóch godzinach stajemy na wierzchołku Jałowca (1111 m.n.p.m). Wycieczkę tą polecam Wam do zrobienia przy pięknej pogodzie, bo jednym z jej walorów są przepiękne panoramy z Jałowca i innych poznanych tego dnia szczytów. Widać jak na dłoni Pilsko, Mędralową, góry Beskidu Śląskiego, z Baranią Górą i Skrzycznem na czele. Widać piękną „Królową Beskidów” Babią Górę, która z tej właśnie strony wygląda imponująco. Widać szczyty Małej Fatry na Słowacji. 

 

  

 

Magiczne szczyty na wyciągniecie ręki fot. Wojciech Szatkowski 

 

Jałowiec to najwyższy szczyt Pasma Jałowieckiego, jest zwornikiem, położonym pomiędzy szczytem Czerniawy Suchej (1062 m), od której oddziela go leśna Przełęcz Sucha, a Kolędówką (884 m), od której dzieli go Przełęcz Opaczne. Na szczycie jest niewielki schron, z piecem i pryczami do spania. Wchodzimy do niego na chwilkę, by schronić się przed dość silnym wiatrem. Pijemy herbatę, to rytuał wycieczki skiturowej, coś przegryzamy, a szerokie uśmiechy i dobry humor są nieodłącznymi elementami tej wycieczki. Przed schronem jest tablica z opisem szczytu i druga, pokazująca panoramę z podpisanymi szczytami. Korzystamy z niej, oglądamy panoramę i fotografujemy. Potem czeka nas piękny zjazd otwartym terenem Hali Trzebuńskiej na Suchą Przełęcz. I kolejna atrakcja - krótkie podejście na fokach na Czerniawę Suchą, której grzbietem kontynuujemy, w ładnym lesie bukowym naszą wycieczkę. 

 

   

 

Czerniawa Sucha, zwana jest też Suchym Groniem albo Suchą Górą, ma wysokość 1062 m.n.p.m. Nasz szlak stronę Przełęczy Klekociny prowadzi ładnym świerkowym, a następnie rzadkim bukowym lasem, z przepięknymi widokami na masywy Babiej i Małej Babiej Góry. Leśny szczyt znajduje się pomiędzy Kolistym Groniem, a Jałowcem i też jest szczytem zwornikowym.

Uroki wycieczki umila nam drugi zjazd lasem na Przełęcz Klekociny (892 m). Skręty wychodzą, bo warunki są dobre, a finalna „ścianka” nad polaną to festiwal krótkich skrętów. Zostawiamy na śniegu całkiem ładny autograf. 

 

   

 

Tu żegnamy się z częścią naszej ekipy, która wraca do domu, a my kontynuujemy wycieczkę na Kolisty Groń (1114 m). To szczyt o dwóch nazwach: Magurka i Kolisty Groń. Podejście idzie lekko w prawo w skos lasu (jedno miejsce trudne, pozostałości po pracach leśnych – uwaga) i osiągamy nim Halę Kamińskiego (1100 m) – wspaniały punkt widokowy na Beskidy. Idziemy dalej i wchodzimy w 20 minut na Mędralową (1169 m). Stąd zjeżdżamy ładnym lasem kilkaset metrów w dół, by zaspokoić nasze potrzeby na zjazdy. Zakładamy znowu foki i wracamy trawersem na Halę Kamińskiego i dalej żółtym szlakiem wchodzimy na Kolisty Groń 1119 m. Po raz ostatni tego dnia ściągamy foki, zakładamy na nie folie, pakujemy do plecaków i zjeżdżamy wzdłuż żółtego szlaku na Mylne Młaki. Zjazd ma 2,7 km długości i 310 m przewyższenia. Prowadzi lasem, po prawej bądź po lewej stronie szlaku. Momentami pojawiają się tez niewielkie polanki. Kasia dzielnie trzyma się mnie, momentami ja jadę za nią i pięknie skręca pomiędzy bukami, korzeniami i omija gałęzie. Z taką osobą jest przepływ energii i wycieczka ma zawsze wspaniały smak. Bawimy się nartami, skrętami jak dzieci. Sprawia nam to mnóstwo frajdy, choć przez chwilę kolano zabolało – oj tak! Sprawny zjazd to ważny element skiturowej wycieczki.

 

 

Momentami wjeżdżamy w wąski holweg szlaku i nim pędzimy raz szybciej a raz wolniej w dół. Zabawa przednia! Na szczęście wszystko odbywa się bez kontuzji i lądujemy na Mylnych Młakach, a stąd szlakiem czarnym zjeżdżamy na Bory i tu definitywnie kończymy wycieczkę. Wyszło nam w sumie 20 km i 1085 m przewyższenia. Całkiem fajny wynik. Co mnie się spodobało najbardziej? Trasa jest niesłychanie widokowa, cały czas towarzyszyły nam ładne, zmieniające się jak w kalejdoskopie widoki na Beskidy, masywy Babiej Góry, Pilska, Mędralowej i inne. To poczucie bycia w sercu gór było wielką przyjemnością. Co do trudności to zjazdy miały nachylenie 15-20 stopni, a więc jest to wycieczka dla początkujących skiturowców, za wyjątkiem ostatniego zjazdu, który momentami był walką… Szczerze powiem, ze to wycieczka dla każdego, bo jest po prostu niezwykłej urody. Ostatni zjazd miał elementy walki na śmierć i życie? Ale czego się nie robi dla potrzeby odkrywania nowych, skiturowych szlaków. Zapraszam Was na piękne beskidzkie szczyty: Jałowiec, Czerniawę Suchą, Kolisty Groń, Mędralową i inne, w poszukiwaniu dobrej zabawy na śniegu, fajnych zjazdów i podejść, naprawdę warto! No i podstawowym elementem udanej wycieczki jest dobrana ekipa. Nasza spisała się na medal. Pies też?

Tekst i zdjęcia: Wojtek Szatkowski/ Muzeum Tatrzańskie

 

 

Wojciech Szatkowski fot. selfie :)