+48 58 333 11 17 info@magazynnaszczycie.pl
Zaloguj się
Zaloguj się

Bieszczady - Nowy Łupków

Nowołupkowskie, skiturowe klimaty

W swoich skiturowych podróżach lubię poszukać nowych miejsc. W lutym chętnie wyjeżdżam na wschód, w góry tego rejonu Polski. W Tatrach jest przecież niebezpiecznie i lawiniasto w tym czasie, więc wybór jest prosty. Tym razem na łamach „Magazynu Na Szczycie” zapraszam Was w klimatyczne pogranicze Beskidu Niskiego i Bieszczadów – do Nowego Łupkowa.

 

  

 

Klimatyczne obrazki po drodze do Schroniska na końcu Świata fot. Wojciech Szatkowski

 

Droga z Zakopanego trwa ok. 4,5 godziny. Trafiam do Nowego Łupkowa. Tam zostawiam auto. Potem szlakiem niebieskim, obok cmentarza (rzeźba Chrystusa zaciśnięta w drzewie), trafiam do magicznego miejsca. Schronisko na końcu świata to studencka chatka, położona na wysokości około 580 m n.p.m., w dawnym osiedlu Stary Łupków, w szerokiej dolinie Potoku Roztoka. Charakterystyczna jest bryła budynku, czyli dach z eternitu, z niewielkimi oknami, budynek cały z drewna, z wysuniętym na wschód tarasem. Obok stoją porąbane sterty bukowego drzewa, przygotowane na zimę. Wiatr szumi w wielkich drzewach, a w dalszych planach widoczna jest szeroka dolina. Klimatyczna toaleta i miejsce na ognisko. I przestrzeń, której nikt ogarnąć i opowiedzieć nie potrafi… Schronisko prowadzi Stowarzyszenie Miłośników Schroniska w Łupkowie, na czele którego stoi Jan Hasior, syn znanego artysty, związanego z Zakopanem, Władysława Hasiora. Początki schroniska sięgają 1982 roku. Obiekt oferuje 20 miejsc noclegowych, warto mieć swój śpiwór i pełne wyposażenie. Warunki są tutaj dość spartańskie, ale wieczorny widok lampy naftowej i palących się świec, jakby z dawnej epoki, uzmysławia nam, że to miejsce to prawdziwy inny świat. Gdy do tego dodamy dźwięki gitary magia gór dociera do nas z całą siłą. Prawdziwy koniec świata. 


 

POBIERZ MAPĘ   POBIERZ PLIK GPX

 


 

Gospodarzami obiektu są Karolina i Marcin. 

Potężny owczarek podhalański groźnym szczekaniem przerywa ciszę. Nie jest jednak groźny i wpuszcza nas do środka, - Przed wejściem proszę zdjąć buty – informuje przy wejściu Karolina. No to grzecznie skiturowe buty ściągam. Drzwi lekko skrzypią, podobnie jak i podłoga. W środku wielki piec, na którym zawsze grzeje się woda. W drugiej części drewniany stół, wokół niego krzesła, więc tam siadam. Zamawiam kawę. Rozmawiamy z Marcinem i Karoliną o ich pracy, codziennym życiu w chatce, o potrzebach, spotkanych ludziach, a Furia, która była nieufna, łasi się i przyjaźnie merda ogonem. Czas tu zwalnia potężnie. Osobiście jadę w te góry właśnie po to zwolnienie... Słyszę bicie swojego serca i ulegam magii miejsca. Zapadam w taki stan bieszczadzkiego chilloutu. Czyli jaki? Nigdzie się nie spieszę. Piję w spokoju kawę z cynamonem, coś drobnego przekąszam i spędzam w schronisku ponad godzinę. A czasami dużo więcej. Posiady przenoszą się na zewnątrz, bo robi się ciepło i przy małym stole na werandzie schroniska kontynuujemy rozmowy. O górach, o Tatrach, Bieszczadach, Beskidzie Niskim, bo ludzie, którzy lubią góry zawsze znajdą wspólne tematy do rozmów i nigdy się nie nudzą. 

 

 

 

Prawdziwy koniec Świata, zero prądu ;) fot. Wojciech Szatkowski 

 

Zostawiam rzeczy, bo będę tu spał i ruszam na wycieczkę narciarską. Od chatki wchodzę szybko na nartach na Wierch nad lasem Łazarównia (643 m). Stąd krótki zjazd na fokach do potoku (tama i wchodzę na kolejny szczyt. Świetnym punktem widokowym jest Semakowski Wierch (672 m). Przy pogodzie widać stąd Smerek i Pasmo Graniczne a także wysoki dział. Tu ładny zjazd prowadzi do stacji kolejowej-widmo w Łupkowie. Nikogo na niej nie ma. Idę na fokach jeszcze ponad kilometr do tunelu pod Przełęczą Łupkowską. Potem wracam na stację kolejową i wchodzę na Horodki (688 m). Zawsze pełno tu śladów jeleni i saren, a czasami żubrów i wilków. Trafi się też trop niedźwiedzia brunatnego. Z Horodków zjeżdżam na stronę Nowego Łupkowa, zjazd ma ponad kilometr długości. Wracam jeszcze raz na Horodki i ostatnim tego dnia zjazdem dociągam do cmentarza w Lupkowie i do chatki. Całość wycieczki zajmie 4-5 godzin, ok. 500 m przewyższenia, maksymalne nachylenie 15-17 stopni, a więc trasa dla absolutnie początkujących skiturowców. Łatwa, zjazdy w szerokim, otwartym terenie. Widoki przecudne, taka sama przyroda.

 

   

 

Melduję się w chatce, wspólnie gotujemy coś do jedzenia, pijemy gorącą herbatę, można też gospodarzom pomóc w naniesieniu drewna do schroniska lub przynieść wodę w wiadrze. Wieczorem, przy gorącym piecu, trwają kolejne rozmowy o górach… Przy świecach, ze strzelającym drewnem w piecu i ciepłem rozlewającym się po chatce. Przed kolejną wycieczką trzeba się wyspać. Warto mieć swój śpiwór, jest tu też łazienka, gdzie można się umyć, a buty i mokre rzeczy możemy wysuszyć przy piecu. Jest i kolejna atrakcja. Psy łaszą się i proszą o głaskanie, bo Bójka i Furia to znane pieszczochy? a Lusia, uroczy kotek z chatki, czasami nocną porą wpadnie na chwilę poleżeć obok śpiących turystów. Lubię bardzo to miejsce i Wam serdecznie polecam.

 

   

 

W poszukiwaniu stromszych miejsc na narty skiturowe musicie się nieco wysilić, odpalić auto i poszukać ich w okolicy. Ja polecam Krąglicę (943 m) i zjazd leśną ścianą do Woli Michowej (ok. 20 stopni nachylenia), Matragonę (990 m) z fantastycznymi ścianami wschodnią (30 stopni nachylenia) i zachodnią (25 stopni nachylenia), Chryszczatą (997 m) ze zjazdem do Jeziorka Bobrowego lub do Mikowa (20-25 stopni nachylenia), Maguryczne (894 m) na stronę Mikowa (20-25 stopni nachylenia), „ściankę” obok schroniska nad Smolnikiem (25 stopni nachylenia), no i pobliski Wysoki Groń (905 m, 20 stopni nachylenia). Blisko stąd do Cisnej i dalej w wyższą część Bieszczadów. Warto mieć wgraną aplikację z nawigacją na telefon, np. Locus Map lub mapy.cz

 

 

A może najlepszym wspomnieniem nowołupkowskiego weekendu na skiturach będzie posiad przy kawie, z mapą w ręku i z widokiem z okna łupkowskiej chatki na otaczający ją świat. Bez pośpiechu, na bieszczadzkim chilloucie, z gorącą kawą w ręku….

Tego Wam życzę.

Tekst i zdjęcia: Wojtek Szatkowski/ Muzeum Tatrzańskie

 

 

Wojciech Szatkowski fot. selfie :)

MAPA 

PLIK GPX

Polecane obiekty noclegowe