Lądujemy w samym środku polskiego Tyrolu. Tu świat stanął w miejscu, a ludzie jakby zniknęli. Zastanawiam się, czy bardziej mnie to zachwyca czy przeraża. Opuszczona zimową porą postszwajcarska architektura mogłaby robić za scenografię do horroru.

 

Można by zacząć tak: dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyła sobie pewna księżniczka. Na imię jej było Marianna. Nie było na Ziemi Kłodzkiej człowieka, który jej nie znał. Na turystykę przeznaczała bowiem sporą część swojego majątku. To za jej sprawą na Hali pod Śnieżnikiem powstała farma, która z czasem stała się schroniskiem.

 

Zresztą do teraz imię księżnej niesie się po górach. Szlak Marianny Orańskiej, kamieniołom "Biała Marianna", Mariańskie Skały na Żmijowcu, czy Droga Marianny prowadząca na Przełęcz Płoszczynę. Niegdyś Marianna była zakochana w tych okolicach, tak jak ja jestem teraz.

 

Masyw Śnieżnika, widok na czeskiego Pradziada z Trójmorskiego Wierchu,
fot. Łukasz Lewandowski, www.lukaszlewandowski.com

 

Aż trudno uwierzyć w tę ciszę

Delikatny szum potoku Bogoryja, to jedyny odgłos jaki wita nas na początku zimy w Międzygórzu. Mimo że jest 9 rano w sobotę, wydaje się, jakby świat zupełnie zapomniał o tej klimatycznej wiosce u podnóża Śnieżnika. Wciśnięta między Smrekowiec, Igliczną, Jaworową i Szeroką Kopę mieścina, przez wieki zagubiona była wśród lasów. Dopiero właśnie za sprawą księżnej Orańskiej, Międzygórze rozkwitło iście szwajcarskim - lub jak kto woli austriackim - stylem, a wraz z nim lokalna turystyka. Być może latem w urokliwych kawiarenkach, spragnieni turyści popijają café latte. Nad Wodospadem Wilczki para zakochanych robi zdjęcie do pamiątkowego albumu (albo raczej na Instagram), a w przepięknych alpejskich willach, budzą się liczni turyści. Teraz jednak nic takiego się nie dzieje.

 

– Kiedyś wszystko tu żyło. Pamiętam czasy, kiedy ośrodki w Międzygórzu należały do Funduszu Wczasów Pracowniczych. Wtedy były po brzegi zapełnione turystami. W lecie zdarzało się tak, że chodziliśmy na Śnieżnik z grupami turystów nawet dwa razy dziennie – wspomina przewodnik sudecki, Bogusław Stecki.

 

Przedzieramy się przez ciszę ulicy Sanatoryjnej. Za sprawą zabytkowej architektury, czuć tu tyrolski klimat. Drewniane wykończenia, charakterystyczne balkony, ozdobne fasady – to wszystko sprawia, że wspominając nasze wspólne wakacje w Tyrolu, znów czujemy się jak w sercu alpejskiego kurortu. Choć momentami relikty PRL-u wysuwają się na pierwszy plan. Trochę to smutny widok, bo ewidentnie kiedyś tętniło tu życie. Teraz, wiele miejsc jest zamkniętych na cztery spusty. Dlaczego?

 

– Po przemianie politycznej w naszym kraju, kiedy FWP upadło, życie w Międzygórzu zamarło. Część budynków została wykupiona i odrestaurowana przez prywatnych inwestorów. Jednak jest też kilka opuszczonych i niewykorzystanych aż do dzisiaj – dodaje Stecki. A w 2020 roku pandemia dołożyła swoje. Co do tego nikt nie ma wątpliwości.

 

Prawie jak Syberia

W 1965 roku to w Międzygórzu kręcono pierwsze sceny jednego z najpopularniejszych seriali PRL (patrz ramka). Okolica w „Czterech pancernych i psie” udawała… Syberię. Po 55 latach od tamtych wydarzeń wychodzimy na Jawornicką Polanę, gdzie kiedyś mieściły się zabudowania osady Jaworek Górny. W drugiej połowie XIX wieku był to popularny ośrodek letniskowy i narciarski. Z czasem wieś została administracyjnie przyłączona do Międzygórza, większość ludzi się wyprowadziła, a turystyka zaczęła kuleć. O dawnej świetności przypomina nam teraz nieczynny wyciąg narciarski.

 

Lawirujemy między Jaworem (830 m n.p.m.) po lewej stronie i znajdującą się po prawej Szeroką Kopą (875 m n.p.m.). Im wyżej, tym aura robi się coraz bardziej zimowa. Oszronione drzewa, zamarznięte trawy i spadające z gałęzi białe drobinki wprowadzają nas w bajkowy świat. Jak okiem sięgnąć, ani żywej duszy. Chmury spowiły okolicę, chcąc nie chcąc, każą nam napawać się zabielonym lasem. Tomek śmieje się, że to moja wina. Bo ilekroć jestem w Masywie Śnieżnika, mimo wcześniejszych dobrych prognoz, i tak ostatecznie chmury przejmują kontrolę nad światem. Tymczasem na single trackach nawet o tej porze roku szaleją tu fani dwóch kółek. Ci ludzie są nie do zdarcia.

 

Masyw Śnieżnika, widok ze zboczy Trójmorskiego Wierchu,
fot. Łukasz Lewandowski, www.lukaszlewandowski.com

 

Gdzie morze łączy się z górami

Dochodzimy do Przełęczy Puchacza (1105 m n.p.m.), która jest skrzyżowaniem dróg oraz dawnym turystycznym przejściem granicznym. Spotykamy tu sporo Czechów i z nimi podążamy na południe wzdłuż granicy. Szlak początkowo pnie się w górę, by na wysokości 1190 m n.p.m. osiągnąć szczyt Puchacz. Nieopodal swoje źródło ma Nysa Kłodzka. Dalej kawałek zejścia i znów do góry. Wreszcie naszym oczom ukazuje się wieża widokowa na Trójmorskim Wierchu.

 

Niegdyś szczyt znajdujący się na 1145 metrach n.p.m. nosił nazwę Klepacz. A wszystko za sprawą gołoborzy pokrywających wschodnie zbocze góry. Ponoć podczas wiatru lub stąpania po licznych tu kamieniach, można usłyszeć specyficzny kłapiący dźwięk. Zresztą Czesi nadal nazywają górę Klepáč. W Polsce, w 1946 roku Mieczysław Orłowicz zmienił nazwę na obecną – nieprzypadkowo.

 

Trafiliśmy bowiem w miejsce jedyne w swoim rodzaju, a j już na pewno jedyne takie w Polsce oraz jedno z sześciu w Europie. Bo można powiedzieć, że tu góry łączą się z morzem. Nazwa bowiem wywodzi się od znajdującego się w tym miejscu zlewiska trzech mórz. Zachodnie zbocze to wspomniana już Nysa Kłodzka w zlewisku Bałtyku, południowo-wschodnie zajmuje potok Lipkovský w zlewisku Morza Północnego, a całość zamyka dolina Morawy w zlewisku Morza Czarnego.

 

Wieża do remontu

Przy ładnej pogodzie można stąd podziwiać rozlegle krajobrazy Kotliny Kłodzkiej. Szczególnie, gdy wejdzie się na stojącą tu wieżę. Teraz jednak konstrukcja jest ogrodzona i opatrzona tabliczką „zakaz wstępu”. Choć jestem w stanie się założyć, że przy dobrej widoczności śmiałków by nie brakowało. Niestety, ryzyko przy wejściu jest spore, bo wieża wymaga remontu. Podobnie jest zresztą na pobliskiej Czarnej Górze.

 

Mróz i wiatr sprawia, że nawet termosów z gorącą kawą nie otwieramy. Początkowo idziemy po swoich śladach, by na Przełęczy Puchacza wybrać zielony szlak, który przez Mały Śnieżnik (1326 m n.p.m.) doprowadzi nas na halę pod najwyższym szczytem w okolicy. Za sprawą oprószonych białym puchem drzew jest naprawdę magicznie. Promienie słońca rozdzierają kłębiące się na niebie szarości. Schodząc, dostrzegamy za drzewami królujący nad nami szczyt Śnieżnika. Wygląda więc na to, że chmury poszły w dół, a my znaleźliśmy się ponad nimi.

 

W tak urokliwych okolicznościach przyrody dochodzimy w pobliże schroniska. Słońce chyli się ku zachodowi, oświetlając morze chmur zalewających kotlinę niczym mleko. Tak przepięknego teatru światła jeszcze w życiu nie oglądałam. Na sam zachód słońca wchodzimy na Śnieżnik (1425 m n.p.m.), ale o tej górze opowiadałam Wam już we wrześniowym numerze „Na Szczycie”.

 

 

Nad nami pełno gwiazd

Po zmroku czerwonym szlakiem wchodzimy w las, zaraz za Schroniskiem PTTK „Na Śnieżniku”. Robi się zupełnie ciemno. Wąska ścieżka poprzecinana licznymi korzeniami nie jest zbyt wygodna do schodzenia w nocy. Na szczęście światło czołówek pomaga dostrzec oblodzoną ziemię. Po pół godzinie wąska dróżka ustępuje miejsca szutrowej drodze i można latarki wyłączyć. Nad nami niebo pełne gwiazd.

 

Szum potoku odprowadza nas bezpiecznie do skąpanego w mroku Międzygórza. Zmęczeni, ale też szczęśliwi, po ponad 25 kilometrach i ośmiu godzinach na szlaku, docieramy do samochodu. W głowie dźwięczą mi słowa, które kiedyś napisała Agnieszka Osiecka:

Na niebie obłoki,
po wsiach pełno bzu.
Gdzież ten świat daleki
pełen dobrych snów.

Powrócimy wierni
my czterej pancerni,
"Rudy" i nasz pies.
My czterej pancerni
powrócimy wierni,
po wiosenny bez.

 

Nocleg

Schronisko PTTK Na Śnieżniku

tel. + 48 501 631 134

www.schroniskonasniezniku.eu

 

Tekst: Magdalena Przysiwek

(11) 1/2021

 

Szlaki

żółty: Międzygórze (sklep) – Przełęcz Puchacza 3 h 10 min h 2 h 20 min i
zielony, czerwony: Przełęcz Puchacza – Trójmorski Wierch 50 min h 45 min i
zielony, czerwony: Trójmorski Wierch – Przełęcz Puchacza 45 min i 50 min h
zielony: Przełęcz Puchacza – Schronisko PTTK na Śnieżniku 1 h 40 min i 1 h 30 min h
czerwony: Schronisko PTTK na Śnieżniku – Międzygórze (sklep) 1 h 50 min i 2 h 50 min h