Realizację naszych planów rozpoczynamy w dolinie potoku Bystra. Kierujemy się do osady Złatna Huta położonej w jej górnej części. Tam znajduje się monitorowany parking, na którym zostawiamy samochód. Kiedy z niego wysiadamy, dzieci od razu zwracają uwagę na szumiący w pobliżu potok. 

 

- Gdzie jest ten wodospad? – pytają. Są bardziej zainteresowane szumem i wodą niż pozostałościami po dawnej hucie szkła, więc udajemy się w stronę potoku, by po krótkim spacerze dotrzeć do miejsca, gdzie znajduje się kaskada. Naszym synom, 10-letniemu Szymkowi i trzyletniemu Piotrkowi podoba się spadająca i szybko płynąca woda, która zabiera ze sobą kamienie. 

 

Przy wodospadzie znajduje się drewniana wiata, gdzie można przygotować drugie śniadanie. Zatrzymujemy się tu na dłuższą chwilę. 

 

Poszarpany tatrzański krajobraz z Hali Rysianka, fot. Karol Nienartowicz

 

Historia pisana szkłem

Przez Złatną Hutę poprowadzono szklany szlak, który przebiega przez pozostałości dawnego majątku Wielopolskich i Habsburgów, znajdującego się na terenie gminy Ujsoły. Wędrując nim, można w Złatnej podziwiać miedzy innymi leśniczówkę z XIX wieku, gajówkę, kaplicę albo źródło siarkowodorowe w Dolinie Śmierdzącego Potoku. Częścią szlaku jest również Złatna Huta, gdzie w XIX wieku właśnie z inicjatywy Adama Wielopolskiego, wybudowano leśną hutę szkła. 

 

Dzisiaj pozostałościami po niej są resztki dwóch pieców hutniczych. Bardziej okazale niż one prezentuje się jednak kamienny krzyż z 1833 roku, upamiętniający pracowników huty Józefa i Feliksa Gottlicherów i Jerzego Frenzla. Ale dzieci i tak bardziej zainteresowane będą wodą. 

 

Z parkingu w Złatnej Hucie na Halę Rysianka najszybciej można dotrzeć czarnym szlakiem. Na początku idziemy asfaltową drogą wzdłuż znanego już nam szumiącego potoku, który swoje źródło ma na zboczach Rysianki, na wysokości około 1200 m n.p.m. Asfalt się kończy, gdy szlak przecina go na drewnianym mostku.

 

Spacer w kierunku Romanki obfituje w niezapomniane widoki na Babią Górę, fot. Michał Parwa

 

Lubię wracać dla tego widoku

Dalsza trasa na Rysiankę, to jak na Beskidy w większości strome i wymagające podejścia. Na szczęście dzieci to nie przeraża i śmiało idą pod górę. Gdyby jednak sił zabrakło, to mamy dla młodszego syna nosidełko. Po drodze mijamy stacje górskiej drogi krzyżowej. W końcu las ustępuje i wychodzimy na otwartą przestrzeń. A to oznacza, że zbliżamy się do Hali Rysianka. Im wyżej podchodzimy, tym piękniejsze widoki ukazują się naszym oczom. Na pierwszy plan wysuwa się Pilsko (1557 m n.p.m.) i Romanka (1366 m n.p.m.). Z daleka widać też Babią Górę (1725 m n.p.m.) oraz Małą Fatrę i Tatry. To ten widok lubię najbardziej i dla niego chętnie tu wracam. 

 

Przed nami widzimy już charakterystyczny budynek schroniska na Rysiance, położony na wysokości 1290 m n.p.m. Dotarcie do tego miejsca zajęło nam ponad trzy godziny, ale takie są uroki spokojnych spacerów z dziećmi. Ludzi na szczęście jest niewielu, więc spokojnie możemy usiąść przed budynkiem i zjeść posiłek. Można tu spróbować między innymi słynnych drożdżówek. Miesiąc temu na łamach „Na Szczycie” pisała o niej Joanna Waryszak. Polecam więc samemu przekonać się, które ciasto jest lepsze – jagodzianka na Hali Boraczej czy jej konkurencja na Rysiance. 

 

Pamiętajmy też, że w słoneczne weekendy trzeba się liczyć tu z tłumami turystów. Nic dziwnego, bo to łatwo dostępne miejsce nawet dla mniej wprawnych turystów. Prowadzą tu szlaki z rożnych stron, na przykład z Węgierskiej Górki, Milówki, Sopotni Wielkiej i Rajczy. 

 

Energia wraca, czas na zbójników

Po odpoczynku dzieci odzyskują energię i możemy planować dalszą wędrówkę. Pobliski szczyt Rysianki (1322 m n.p.m.), jest zalesiony i w przeciwieństwie do hali nie oferuje żadnych widoków. Dlatego decydujemy się na spacer w kierunku Romanki. Na tę górę, oddaloną o godzinę drogi, prowadzi żółty szlak. Kiedyś Romanka nazywała się jednak Tanecznikiem. Przyczynili się do tego orawscy zbójnicy, którzy na podszczytowej polanie urządzali zabawy taneczne z pannami pilnującymi bydło. 

 

Schodzimy najpierw na Halę Pawlusią, a potem przełęcz o tej samej nazwie (1176 m n.p.m.), gdzie od żółtego szlaku odchodzi czerwony do Węgierskiej Górki. Rozległe hale są stałym elementem okolicy, bo przed nami kolejna z nich, położona na zboczach Martoszki - Hala Łyśniowska. Dzisiaj na ogromnych polanach nie prowadzi się już wypasu owiec, przez co stopniowo zarastają. 

 

 

Szukajcie tajemniczego jeziorka

Sama Romanka też jest mocno zalesiona. Ciekawostką niech będzie fakt, że jak na Beskidy jest to bardzo wyniosły szczyt, który przewyższa swoim stromymi stokami okoliczne doliny o około 700 metrów. Można się o tym przekonać schodząc zboczami Romanki w stronę Stacji Turystycznej Słowianka. Podszczytowe partie góry zajmuje rezerwat, który porastają świerki liczące sobie od 150 do 200 lat. I przez ten właśnie fragment pierwotnej Puszczy Karpackiej docieramy na szczyt.

 

Tu nikt wątpliwości nie ma. Do drzewa przymocowana jest drewniana tabliczka z nazwą i wysokością – 1366 m n.p.m. Dzieciom proponujemy szukanie jeziorka, które podobno jest ukryte na szczycie. Nikt nie wie, ile ma metrów głębokości. Krążą legendy, że górale wrzucili do niego kłodę z wyrytą na niej datą i miejscem. Została ona odnaleziona po jakimś czasie we włoskim Trieście. Czy jest to prawda nie wiemy, ale jeziorka nie udało się nam odnaleźć. 

 

Ze szczytu Romanki można dotrzeć do Sopotni Wielkiej, gdzie znajduje się liczący 15 metrów, największy wodospad w Beskidach. W tej miejscowości, na północno-wschodnim stoku Romanki znajdziemy z kolei jaskinię, zwaną Wickową, której głębokość wynosi aż 106 metrów. Tym samym należy do najgłębszych w Beskidzie Żywieckim. Na stokach Romanki jest też kilka innych jaskiń, ale żadna z nich nie jest głębsza niż pięć metrów. 

 

Śladami partyzantów

Dzieci są już trochę zmęczone, więc wracamy do schroniska, by tam przenocować. Znów idziemy leśną ścieżką. Być może właśnie tędy w czasie drugiej wojny światowej szli partyzanci. Stacjonowali w szałasach u podnóży Romanki, od której wzięła się nazwa oddziału liczącego kilkadziesiąt osób. To właśnie oni przeprowadzali spektakularne akcje w tych rejonach. 

 

W lipcu 1943 roku partyzanci dokonali pacyfikacji schroniska na Rysiance. Kilka lat wcześniej zostało ono wybudowane przez Gustawa Pustelnika, który w czasie wojny współpracował z Abwehrą. Dzięki temu mógł podczas okupacji prowadzić schronisko, ale zostało one zamienione na dom wypoczynkowy dla żołnierzy niemieckich. Pracująca w schronisku Maria Żabnicka dała znak do ataku na zupełnie nieprzygotowanych Niemców. Łupem partyzantów padła broń, koce, ubrania i żywność. Atak powtórzono miesiąc później. Niestety, w Żabnicy i pobliskich wsiach konfidentów nie brakowało i zaczęły się masowe aresztowania ludności pod zarzutem udzielania pomocy partyzantom. 

 

Po siedmiu godzinach kończymy naszą wędrówkę w schronisku. Na drugi dzień wracamy do samochodu małą pętlą przez schronisko na Hali Lipowskiej. Niedawno poprowadzono tam nowy, łącznikowy szlak żółty, którym schodzimy na parking. Dwa dni dziecięcej przygody dobiegają końca. 

 

Tekst: Radosław Jędrzejczyk

3 (13)/2021

 

Dojazd

Z Katowic do Złatnej dojedziemy w dwie godziny, najpierw kierując się na Bielsko-Białą. Tu wjeżdżamy na S1 i jedziemy aż do Milówki, gdzie skręcamy na Ujsoły. W tej miejscowości kierujemy się w lewo, na Złatną.

Do Milówki i Rajczy dojedziemy bez problemu Kolejami Śląskimi (www.kolejeslaskie.com), skąd w dni robocze kursują busy (rozkład na www.thermo-car.pl).

 

Szlaki:

czarny, żółty: Złatna Huta – Hala Rysianka – Romanka 2 h 50 min.↑ 2 h 30 min. ↓

czarny, żółty, niebieski: Złatna Huta – Hala Lipowska – Hala Rysianka 2 h 15 min.↑ 1 h 30 min. ↓

niebieski, żółty: Złatna – Hala Lipowska - Hala Rysianka – Romanka 4 h 20 min.↑ 2 h 55 min.↓