Najbardziej dumnie Ślęża prezentuje się z drogi krajowej nr 8. Spojrzy na nią każdy, kto jedzie od Wrocławia choćby na Śnieżnik, w Góry Stołowe albo na Festiwal Górski w Lądku-Zdroju. Widziałem już tę górę w pięknym słońcu, kolorach tęczy i gdy niejedna nawałnica przechodziła nad szczytem. Nigdy ta góra nie wyglądała tak samo.

 

Parowozem pod górę

Pod samą Ślężę (718 m n.p.m.) trafiłem po raz pierwszy kilka lat temu, gdy nieczynną dla ruchu pasażerskiego linią z Wrocławia do Świdnicy jechał specjalny pociąg z parowozem na czele. Przejazd zorganizowali kolejowi maniacy ze stowarzyszenia Turkol, którzy kilka tygodni wcześniej musieli z wolontariuszami udrażniać przejazd z krzaków i zarośli. Niczym wysokogórscy wspinacze torowali szlak. Z tą różnicą, że zamiast przecierać ślady w śniegu, czyścili szyny.

 

Przejazd do Sobótki pod Ślężą cieszył się tak ogromnym zainteresowaniem, że z Anglii na ten pociąg przyleciało samolotami kilkudziesięciu fanów kolei. Wypełnili całe dwa wagony.

 

- Najbardziej kochamy linie kolejowe, o których wszyscy już zapomnieli, ale da się nimi przejechać. A gdy wulkan jest w tle, to tym większa atrakcja – tłumaczył mi Howard Jones ze stowarzyszenia The Wolsztyn Expierience, które przed pandemią zajmowało się organizacją imprez dla angielskich miłośników parowozów.

 

Widok na Ślężę z lotu ptaka, fot. Magda Zbieraj, www.zbierajsie.pl

 

Mówiąc o wulkanie mój rozmówca miał na myśli stożkowaty kształt Ślęży, który faktycznie nasuwa skojarzenia z wulkanem. Ale góra nie wznosi się nad Przedgórzem Sudeckim jako komin wulkaniczny, ale jako enklawa skał głębinowych, wyniesionych w trakcie ruchów tektonicznych.

 

Pociąg dojechał wtedy do stacji Sobótka Zachodnia (167 m n.p.m.), która tak naprawdę znajduje się już w miejscowości Strzeblów. Stąd niebieski szlak w 2,5 godziny wyprowadzi nas na Ślężę. Ale wtedy wolałem oglądać parowóz niż patrzeć na górę. Wróciłem tu dopiero w czasie pandemii. Ale co ciekawe, zarośnięta przed laty linia kolejowa jest dzisiaj remontowana. Jeśli wierzyć PKP, to pod koniec tego roku wrócą tu regularne pociągi Kolei Dolnośląskich.

 

 

Z wieży widać Śnieżkę

Popularny, żółty szlak prowadzi na szczyt z centrum Sobótki, ale autem można podjechać aż pod Dom Turysty „Pod Wieżycą” (288 m n.p.m.). Wybudowano go prawie 100 lat temu, ale później modernizowano. Dzisiaj to urocze miejsce na krańcu lasu. Ostrzegam jednak przed weekendowymi tłumami. Tłok na szlaku to jedno, ale w słoneczne weekendy znalezienie tu wolnego miejsca parkingowego zakrawa na cud. Jeśli więc uda się Wam znaleźć wolny dzień w środku tygodnia, to wycieczka będzie idealna. Tak jak udało się to mojej trzyosobowej rodzince. Słoneczny, kwietniowy wtorek był doskonałym wyborem na kilkugodzinny spacer z 10-latkiem.

 

- Rzeczywiście, większość Dolnoślązaków uznaje Ślężę za typowe miejsce weekendowych wypraw. Ot, taka górka spacerowa. Ale warto się w nią zagłębić – mówi Krzysztof Rostek, przewodnik sudecki, który masyw zna jak własną kieszeń. Co poleca szczególnie? - Znajdziemy tu wiele miejsc, które świadczą, jak ważne to było miejsce w przeszłości. Myślę np. o niepozornych średniowiecznych kamieniołomach, gdzie produkowano koła młyńskie, miejscach po dawnych zagrodach, czy widocznych w terenie tzw. "wałach kultowych", o których przeznaczeniu do dzisiaj nie ma jednoznacznych informacji – wskazuje Rostek.

 

Widok ze Śnieżki na Ślężę, fot. Rafał Kotylak, www.kotylak.pl

 

Pierwsze pół godziny to łagodne podejście na Wieżycę (416 m n.p.m.), zwaną po wojnie Górą Kościuszki, porośniętą okazałymi dębami. Znakiem rozpoznawczym jest masywna, choć zaledwie 15-metrowa wieża widokowa sprzed prawie 120 lat. To jedna ze 172 zachowanych wież Bismarcka, które miały rozsławić imię Żelaznego Kanclerza, co przyczynił się do zjednoczenia Niemiec. Pierwsze z nich powstały jeszcze w XIX w. Najsłynniejszą jest ta na Wielkiej Sowie.

 

A z naszej dzisiejszej wieży przy dobrej pogodzie widać nie tylko pobliski Wrocław i Równinę Śląską, ale także Karkonosze ze Śnieżką. Ale to jest minus wędrówki w tygodniu – wejście otwarte tylko w weekendy.

 

Historia jednej przyjaźni

Teraz schodzimy w dół, by połączyć się z innym szlakiem z Sobótki. Teraz idziemy razem z czerwonymi znakami i po pół godzinie docieramy do klatki z dwiema rzeźbami – to Panna z rybą oraz Niedźwiedź.

 

- Wizytówką Ślęży są właśnie starożytne lub wczesnośredniowieczne rzeźby - od prostych kolumn, do iście artystycznych przedstawień. Zagadką pozostaje czym naprawdę były i kiedy dokładnie powstały. Ale ich nazwy są jak najbardziej współczesne – tłumaczy Krzysztof Rostek.

 

Rzeźba, obok której stoimy, została odnaleziona w 1733 roku w pobliskim rumowisku skalnym. Nie ma głowy, prawego ramienia i nóg poniżej kolan. Tajemnicza postać trzyma wielką rybę. I choć przypomina mężczyznę w płaszczu, to pod wpływem legendy przyjęła się jako Panna z Rybą.

 

Zgodnie z podaniem przed wiekami na stojącym na szczycie zamku mieszkało kilka niedźwiedzi. Jeden z nich zaprzyjaźnił się ze służącą Gertrudą, która chodziła do wioski po świeże ryby, ulubioną potrawę zwierzaka. Gdy pewnego razu kobieta długo nie wracała, niedźwiedź wyruszył jej na spotkanie. Kiedy się zobaczyli, wygłodniała bestia nie miała już ochoty na zabawę, tylko mocno natarła na służącą. By się bronić, ranna Gertruda sięgnęła po długą szpilę z chusty i przebiła oprawcy oko, dosięgając mózgu. Niedźwiedź padł martwy, a i ze służącej uszło życie. Wtedy postawiono pomnik, który podziwiamy do dziś. Opowiadając tę legendę dzieciom, uważajcie jednak na szczegóły. Niektóre warto pominąć.

 

Miejsce kultu pogańskich bogów

Stąd jeszcze pół godziny łagodnego podejścia po łuku i wchodzimy na szczyt Ślęży (718 m n.p.m.), należącej do Korony Gór Polski. Nie czas i miejsce na opowiadanie całej historii góry. Wspomnę tylko, że to oczywiście szczyt, na którym przed wiekami oddawano cześć pogańskim bogom.

 

Co na wielkiej polanie szczytowej koniecznie trzeba zobaczyć? Nad wszystkim góruje kościół pw. NMP z 1852 roku, obok którego znajduje się kolejna, granitowa rzeźba niedźwiedzia. To obowiązkowy punkt dla rodzinnej fotografii. Stoi też krzyż milenijny postawiony w 2000 roku oraz okazały Dom Turysty z 1908 roku, w którym dzisiaj działa tylko bufet. Charakterystycznym punktem widocznym z daleka, jest też Radiowo-Telewizyjne Centrum Nadawcze ze 136-metrowym masztem. Kierunkowskazy zaprowadzą nas także do betonowej wieży widokowej.

 

Miejsca na piknik jest tutaj sporo, ale na patrząc na zdjęcia w sieci, w weekendy trudno tu znaleźć wolną przestrzeń. Na szczęście dzisiaj nas nikt nie goni. Mamy czas na posiłek, rozmowy, chwilę górskiej lektury, a także na zdobywanie okolicznych drzew. Dzieciaki mają tu co robić.

 

Na odpoczynek przeznaczamy ponad godzinę, po czym schodzimy na drugą stronę góry – na Przełęcz Tąpadła (384 m n.p.m.). To najkrótsze i najbardziej popularne wejście na Ślężę. Stąd czarnym szlakiem, cichym i spokojnym przez las, wracamy do Sobótki. Według znaków pokonanie 14 km zajmuje około czterech godzin, ale tutaj człowiek się nie spieszy. Po prostu nie warto.

 

Tekst: Tomasz Cylka

3 (13)/2021

 

Dojazd

Z Wrocławia do Sobótki jedziemy najpierw drogą krajową nr 35 na Świdnicę i Wałbrzych, z której skręcamy w lewo w Mirosławicach. Łatwo w pół godziny dostaniemy się tutaj z Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Kursy komunikacją autobusową zapewnia POLBUS Wrocław – linia 512 i 522. W dni robocze autobusy kursują również do Sulistrowiczek. Od kwietnia do października w weekendy oraz dni wolne linia 512 jeździ dodatkowo przez Sulistrowiczki do Przełęczy Tąpadła.

 

Szlaki

żółty: Sobótka (centrum) – Dom Turysty „Pod Wieżycą” – Wieżyca – Ślęża 2 h 30 min. ↑ 1 h 45 min. ↓

żółty: Ślęża – Przełęcz Tąpadła 45 min. ↓ 1 h 15 min. ↑

czarny: Przełęcz Tąpadła – Trakt Bolka - Dom Turysty „Pod Wieżycą” 2 h ↑↓