Dlaczego tak bardzo polecam Wam ten nieco zapomniany tatrzański rejon? Po pierwsze, tych Tatr jest tam całkiem sporo, a po wtóre - są odmienne od tego, co znamy po polskiej stronie. Można się o tym przekonać już „za progiem”, zapuszczając się wprost z Wołowca na Rohacze. Proponuję jednak odwrotny kierunek, więc te ostatnie zostawimy na deser. Zaczniemy od góry odstającej od pozostałych, zapuścimy się w krajobrazy żywcem wyjęte z Bieszczadów - po to, żeby po łagodnych kopach, odwiedzić całkiem charakterne odcinki, zwane przez niektórych Orlą Percią Tatr Zachodnich.

 

Minęło już ćwierć wieku

Kiedy miałem 12 lat, tata zabrał mnie i moją starszą siostrę na długą wycieczkę w słowackie Tatry Zachodnie. Starszy brat musiał zostać w obozie, bo krótko przed wyjazdem w góry, niefortunnie nadepnął na deskę z gwoździem i wprawdzie pojechał z nami, ale musiał dawkować sobie kilkugodzinne wędrówki. Od tamtej pory minęło ćwierć wieku, noga brata już dawno się zagoiła i na szczęście nie porzuciła gór, a ja od dłuższego czasu nosiłem się z chęcią powrotu w te miejsca, które właśnie opisuję.

 

Pamiętam, że pogoda była wtedy paskudna i popsuła nam przyjemność z głównych punktów wycieczki. Na samej grani wiał silny wiatr, który niósł z północy przelotny deszcz i nic nie było widać. Pamiętam moment, kiedy pocieszałem się, że jeszcze tylko pięć godzin i będę mógł smacznie zasnąć w namiocie. Tak wychodziło z obliczeń według mapy - pod warunkiem, że będziemy cały czas iść naprzód.

 

Nasza przygoda zaczyna się niedaleko miejscowości Zuberec na Słowacji, na Wyżniej Huciańskiej Przełęczy (słow. Vyšné Hutianske sedlo, 940 m n.p.m.). Z jednej strony drogi znajduje się pensjonat Horáreň Biela Skala, a po drugiej czerwony szlak wprowadza nas w stronę głównej grani Tatr. Trzymając się tylko tych znaków można aż do Pyszniańskiej Przełęczy. Na pierwszą górę - Siwy Wierch, mamy trzy godziny marszu.

 

Pod nami… Dupnica

Jest rześki, letni poranek. Idziemy początkowo lasem, jak to często w górach bywa. Masyw Siwego Wierchu wita nas białymi nazwami: Biała Skała, Przełęcz czy Białe Wrótka. Ta góra lubi się wyróżniać, zbudowana jest bowiem z wapienia i dolomitów, które nadają jej białoszary kolor. Krajobraz kojarzyć się może z otoczeniem Doliny Kościeliskiej, na przykład ze stokami Ciemniaka lub Kominiarskiego Wierchu.

 

Gdy wychodzimy ponad granicę lasu, odsłania się z prawej strony dzika Sucha Dolina. Przystajemy na punkcie widokowym i upajamy się panoramą – z lewej strony zielona piramida Ostrej łączy się z Siwym Wierchem. Widać też Góry Choczańskie oraz Wielką i Małą Fatrę. Gdzieś poniżej znajduje się jaskinia o wdzięcznej nazwie Dupnica, znaleziono tam podobno ślady prehistorycznego człowieka.

 

Słowacja, wschód słońca na Rohaczu Płaczliwym, fot. Karol Nienartowicz

 

Tymczasem przed nami fantastyczny labirynt, czyli Rzędowskie Skały, prawdziwe skalne miasto, z turniami i rozpadlinami. Grań główna rozczłonkowała się, szlak wije się fikuśnie, momentami trzeba się trochę nagimnastykować, a gdzieniegdzie pojawiają się nawet łańcuchy. Po północnej stronie grzbietu widać Zuberec, Jezioro Liptowskie i górującą nad nim Babią Górę, która podobnie jak Osobita będzie towarzyszyć nam przez całą drogę. Będąc kiedyś na Babiej Górze, zwróćcie uwagę, że dwie pierwsze od zachodu góry w Tatrach, to właśnie Ostra i zaraz obok niej Siwy Wierch.

 

Czy to jeszcze są Tatry?

Siwy Wierch (Sivý vrch, 1805 m n.p.m.) to ciekawy szczyt zwornikowy z przepysznym widokiem. Na pierwszym planie mamy grupę Salatyna, czyli Brestowa i ramię Czerwonego Wierchu (tak, to popularna nazwa w Tatrach), a na drugim planie Osobita z lewej i Baraniec z prawej strony. Nie widać stąd za to ani jednego szczytu Tatr Wysokich. Prawie 200 lat temu badał tę górę polski geolog Ludwik Zejszner i do dziś niektórzy badacze spierają się o to, czy Siwy Wierch powinno zaliczać się do Tatr, właśnie ze względu na swą specyficzną budowę.

 

Na szczycie spotykamy kilkoro turystów, w tym sympatycznego Czecha, który towarzyszyć nam będzie w dalszej wędrówce. Schodzimy na rozległe obniżenie, jakim jest przełęcz Palenica Jałowiecka (Pálenica, 1572 m n.p.m.), gdzie siadamy do obiadu z liofilizowanej żywności. Dawniej istniało tutaj dogodne połączenie Orawy z Liptowem. Nasz szlak przecina pozostałość tej drogi czyli szlak żółty, łączący Zuberec i Jalovec.

 

Słowacja, szlak na Rohacze od Smutnej Przełęczy, fot. Przemysław Piegza

 

Przed nami łagodne podejście wśród „bieszczadzkich” hal na Zuberski Wierch (Zuberec, 1753 m n.p.m.) i Brestową (Brestová, 1934 m n.p.m.), na której płaskim wierzchołku stoi nieduży, metalowy krzyż. Jesteśmy już w masywie Salatynów i stąd po raz pierwszy dostrzec możemy Tatry Wysokie, które wydają się stąd dziwnie odległe. Skręcamy w prawo i wąskim grzbietem, gdzie słońce i chmury dają przez chwilę świetlny spektakl wkraczamy w nową krainę. Pniemy się na Salatyński Wierch (Salatin, 2048 m n.p.m.).

 

Ten szczyt jest zupełnie płaski, przychodzi nań gęsta chmura, a z nią chwilowa dezorientacja. Trzeba pamiętać, że Tatry Zachodnie są zdradliwe, bo często łagodne kształty podcięte są wielkimi urwiskami. Na szczęście za chwilę widoczność wraca, a my schodzimy na siodło między dwoma wierzchołkami Salatyna. Po kilku minutach osiągamy szczyt Małego Salatyna (Malý Salatín, 2046 m n.p.m.). Na południe odbija mało uczęszczany zielony szlak, dalej schodzimy na eksponowaną miejscami grań Skrzyniarek (Skriniarky). To pierwszy, bardziej wymagający odcinek, ubezpieczony miejscami kilkoma łańcuchami, trudności mogą się pojawić po opadach deszczu.

 

Ludzi coraz więcej

Naszą uwagę zwraca ponury, pozbawiony życia kocioł polodowcowy Głęboki Worek (Vrece), który po prawej stronie grani, wcina się brutalnie między dwa kolejne szczyty na naszej drodze. Pierwszy to Spalona Kopa (Spálená, 2083 m n.p.m.), szczyt o łagodnych kształtach i jeszcze bardziej okazałej, niż wcześniejsze panoramie. Coraz ładniej prezentują się stąd Wołowiec i Rohacze, góry śmiało wzbijające się i opadające w rytm falowania terenu. Pod nimi, po północnej stronie, widnieje mały, przyrodniczy raj – tarasy morenowe z rozrzuconymi na różnej wysokości Rohackimi Stawami. Bliżej nas są kolejne szczyty, które będziemy zdobywać: łagodna Hruba Kopa, jeszcze bliżej Banówka z trzystumetrowym urwiskiem, kojarzącym się trochę z północnymi zerwami Koziego Wierchu (ta góra wygląda po prostu jak tatrzański ząb trzonowy). A najbliżej stoi i czeka Pachoł, w kierunku którego grań załamuje się, podobnie jak wcześniej między Brestową a Salatynem.

 

Drapiemy się z mozołem po wielkich głazach i w końcu stajemy na szczycie Pachoła (Pachoľa, 2166 m n.p.m.). Tutaj również wbito krzyż, który wyglądem przypomina średniowieczny miecz. Sam wierzchołek można w razie niepogody ominąć, wiedzie tu wyraźna ścieżka trawersująca górę. Ostatni raz spoglądamy z tego miejsca na jakże niepozorny, a przecież pozostawiający niezatarte wrażenie Siwy Wierch. Turystów nagle przybyło (przyciąga ich miecz?), wcześniej przez długi czas nie spotkaliśmy nikogo, to pewnie kwestia coraz częstszych szlaków łącznikowych.

 

Ząb trzonowy

Schodzimy teraz na wąską Banikowską Przełęcz (Baníkovské sedlo, 2043 m n.p.m.), która dostępna jest z dolin po obu stronach głównej grani. Przed nami kolejne podejście dla cierpliwych piechurów i kulminacja jednej z ciekawszych gór na naszym szlaku, czyli Banówki (Baníkov, 2178 m n.p.m.). To właśnie ów ząb trzonowy, najwyższa góra w głównej grani Tatr Zachodnich i czwarta w tej części Tatr. A zatem wyżej już nie będziemy podczas tej wycieczki.

 

Surowa skalna sceneria robi wrażenie, dlatego posłużę się słowami taternika Kazimierza Paszuchy, który niedługo po drugiej wojnie światowej widok z Banówki opisał tymi słowami: „Ze szczytu bajkowy widok ośnieżonych Niżnich Tatr, a pod nimi całą doliną wije się srebrna nić Wagu, na zachód widać pasmo gór odcinających się jasnymi poświatami – wszystko w słońcu, śniegu i ciemnej zieleni. Po północnej stronie Babia Góra i Pilsko. Widok ciekawy i niezapomniany.” Paszuchę w swoim przewodniku po Tatrach zacytował sam Józef Nyka. Śniegu akurat nie uświadczymy, ale to dobrze, bo nie ma to jak sucha skała.

 

Wrażenie robią północne piargi, które kojarzą mi się z usypiskami z ogromnej klepsydry. No i na Banówce zaczyna się zabawa, bo szlak prowadzi teraz ostrzem grani. Pojawia się konkretna ekspozycja, a łańcuchy w niektórych momentach wcale nie ułatwiają przejścia, bo czasem można się o nie potknąć, szczególnie przy pokonywaniu poziomych płyt i bloków. Nie pomagają nam też zbyt duże plecaki, ale na szczęście jest z nami największy sprzymierzeniec górskiej przygody, czyli wspaniała pogoda.


- Jak będąc dzieckiem tędy szedłem? – myślę sobie na tym odcinku. Przechodząc tędy z ojcem i siostrą, musieliśmy być już mocno zmęczeni, a przed nami było jeszcze kilkanaście kilometrów do pola namiotowego u wylotu Jamnickiej Doliny.

 

Lubimy tatrzańską biżuterię

Opuszczamy się zacienionym kominkiem i po minięciu smukłej turni o nazwie Banikowska Igła, docieramy na Przełęcz nad Zawratami, gdzie robimy odpoczynek. Podziwiamy wielką bryłę Barańca, który w pełnej okazałości wznosi się po drugiej stronie Doliny Żarskiej. Kolejną górą do zdobycia jest Hruba Kopa (2166 m n.p.m.), góra bez żadnych trudności technicznych. Niezaprzeczalnym jej atutem jest jednak panorama: coraz ciekawiej rysują się Rohacze, Wołowiec oraz kolejne szczyty Tatr Zachodnich i Wysokich. Stawy Rohackie są teraz tuż pod nami. Warto zaplanować w przyszłości wycieczkę tylko dla nich.

 

Za nami widać wszystkie zdobyte do tej pory szczyty, poza Siwym Wierchem. Z tej perspektywy piramida Pachoła przypomina kształtem Starorobociański Wierch. Schodzimy nieznacznie w kierunku Trzech Kop (Tri Kopy). Jest to część grani, z której wystają rzeczywiście trzy, niezbyt wybitne wierzchołki: Przednia (Prvá), Drobna (Druhá) i Szeroka Kopa (Tretia kopa). Ich wysokość oscyluje na poziomie około 2100 m n.p.m., a różnice między nimi są nieznaczne. Jednak wnet odsłaniają swoje skalne sekrety, a więc przepaście uzbrojone w tatrzańską biżuterię. Zacieramy rączki, bo lubimy takie atrakcje.

 

 

Crème de la crème

Jest to z pewnością jeden z ciekawszych odcinków naszej trasy, znów podobny do krajobrazu Tatr Wysokich. Posłużę się kolejnym cytatem, innego taternika, Jana Alfreda Szczepańskiego, który w latach 70. tak pisał o Trzech Kopach w czasopiśmie „Wierchy”: „I oto teraz posuwamy się po głazach i trawkach nieznaną granią, zadziwiająco skalistą, i szczyt mijamy po szczycie, o których ani nam się śniło wiedzieć, które nie weszły jeszcze do tatrzańskiej literatury. Tu i ówdzie odstrzelały igły i dzioby i grzbiet najeżał się trudnościami: wysokogórska grań, dająca taternickie emocje. Jednomyślnie zgadzamy się, że to łańcuch piękniejszy niż Rohacze”. Mam w głowie jeszcze inny cytat - słowa mojej wybranki, której chcę podać dłoń, jednocześnie nagrywając wideo: „Zaprzyj się o łańcuch. Odłóż ten aparat!”.

 

Słynne „rogi”, które zostawiliśmy sobie na deser, stanowią dla wielu miłośników Tatr crème de la crème Tatr Zachodnich. Docieramy na Smutną Przełęcz (Smutné sedlo, 1963 m n.p.m.), jeszcze jeden ważny węzeł szlaków. Nazwa pochodzi prawdopodobnie od krajobrazu Smutnej Doliny, która zachowała swój surowy, alpejski charakter. Zapewniam Was jednak, że to wcale nie jest smutny widok, a wręcz przeciwnie!

 

Początkowe podejście pod pierwszego Rohacza jest dość łagodne. To niezły kontrast z jego pionowym, północnym urwiskiem. Wydaje się, jakby góra pochylała się nad doliną, stąd jego nazwa - Płaczliwy (Plačlivy, 2126 m n.p.m.). Na szczycie znajduje się nowoczesna tarcza z wyrytą panoramą 360 stopni. Choć góra robi wrażenie z daleka to widok z niej po prostu zachwyca – szczególnie na Baraniec, z którym łączy go grzbiet boczny. Widzimy też dwa kolejne szczyty grani głównej, czyli ekstrawagancki Rohacz Ostry, do którego prowadzi poszarpana grań, a za nim kobylasty Wołowiec. Na pierwszy rzut oka wspomniana krawędź wydaje się niedostępna, ale widać, że ścieżka trzyma się raczej południowej strony.

 

Najpierw schodzimy razem z żółtym szlakiem w stronę Żarskiej Przełęczy (Žiarske sedlo), następnie odbijamy na Rohacką Przełęcz (Roháčske sedlo) i dalej w górę. Z lewej strony raz po raz widzimy przerażającą przepaść, a z prawej strome trawki. W kopule szczytowej pokonujemy komin i stajemy na pierwszym wierzchołku Rohacza Ostrego (Ostrý Roháč, 2086 m n.p.m.). Aby wejść na drugi, trzeba zejść jeszcze jednym kominem. Nazwa pochodzi właśnie stąd, że ten szczyt jest… rogaty. Poza Banówką i Trzema Kopami to najbardziej przepaściste miejsce na całym szlaku.

 

Wrażenie robi zwłaszcza Rohacki Koń – bardziej psychiczna niż techniczna trudność. Jest to krótki, ale oberwany z obu stron, ostry fragment grani, z wyrąbanymi w granicie stopniami i ubezpieczony łańcuchami. Pokonanie go to ostatni dreszczyk emocji. Schodzimy stromo ku Jamnickiej Przełęczy (Jamnícke sedlo, 1911 m n.p.m.), skąd oglądamy zachód słońca. Podczas wchodzenia na Wołowiec (Volovec, 2063 m n.p.m.) oglądamy się na oba Rohacze, które wydają się niezwykle wyniosłe i ponure. Z ostatniego szczytu spoglądamy na całą grań i już chcielibyśmy iść w drugą stronę. 

 

Tekst: Eliasz Gramont

 

Dojazd

Z Krakowa do Zuberca i na Wyżnią Huciańską Przełęcz najszybciej dojedziemy zakopianką, a potem drogą nr 7 do przejścia w Chyźnem. Dalej kierujemy się na Trstenę i Podbiel, gdzie skręcamy na Zuberec albo jedziemy prosto na przełęcz (droga na Liptowski Mikulasz).

Przed pandemią istniało połączenie autobusowe ze słowackiej Trsteny do Zuberca i dalej, z możliwością dojazdu na Wyżnią Huciańską Przełęcz do Liptowskiego Mikulasza. Z Zakopanego można wynająć taxi za ok. 200 zł z dowozem na przełęcz.

 

Szlaki

czerwony: Biela skala - Sivý vrch 3 h 15 min. ↑ 2 h 30 min. ↓

czerwony: Sivý vrch – Brestová - Banikovské sedlo 4 h 30 min. ↑↓

czerwony: Banikovské sedlo – Roháče – Wołowiec 5 h ↑↓

niebieski, żółty, zielony, czerwony: Wołowiec – Rakoń - Ťatliakova chata – Chata Zverovka 3 h 15 min. ↓ 3 h 45 min. ↑