Szczyt za 32 złote

Zakładam foki. Nad głową wielki błękit, w sercu radość, chociaż to samotna wycieczka. W mięśniach siła i sprawność. To wszystko zabieram ze sobą. Ruszam na szczyt, gdzie nie ma zagrożenia ze strony lawin, z nadzieją na fantastyczne widoki i zjazdy. 

 

  

fot. Kuba Witos

 

Zastanawiacie się, skąd pomysł na tytuł? Szczyt za 32 złote? Tyle dokładnie kosztuje parking na Zazadniej oraz bilet do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Ale Gęsia Szyja - mój dzisiejszy cel, na pewno warta jest tej niewygórowanej ceny. To naprawdę skiturowa wycieczka dla każdego, nawet dla początkujących. Ruszam po dużych opadach śniegu, dlatego wziąłem ze sobą najszersze narty, jakie mam. Liczę na kilka godzin wspaniałej przygody.

Można iść gdy wieje halny

Podejście z Zazadniej (Dolina Filipka, 960 m n.p.m.) do kaplicy na Wiktorówkach zajmuje sprawnym krokiem pół godziny. Niebieski szlak prowadzi urokliwą leśną dolinką, niezbyt stromo do góry, pośród oświetlonych słońcem świerkowych lasów. Pod koniec czekają zakosy, by wreszcie dojść wprost do drewnianego kościółka Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr. Zaglądam do kaplicy na chwilę zadumy, a potem schodzę na dół do pomieszczenia, gdzie zawsze jest duży termos z herbatą. Wypijam jeden kubek, wrzucam opłatę do małej, drewnianej skarbonki i ruszam dalej na Rusinową Polanę (ok. 1210 m n.p.m.) z szałasami pasterskimi i pięknymi widokami. 

Tu zawsze warto się zatrzymać na chwilę i fotografować okoliczne krajobrazy. Przed nami Tatry Wysokie, a po lewej Bielskie. W weekendy i gdy pogoda dopisuje zawsze jest tu dużo turystów. Idę dalej zakosami, a potem drewnianymi schodami coraz bardziej stromo na szczyt z charakterystycznymi skałkami. Z polany potrwa to około 30-40 minut. Szczyt Gęsiej Szyi (1489 m n.p.m.) jest jednym z najpiękniejszych w Tatrach punktów widokowych. Wyjątkowo urokliwie prezentuje się stąd masyw Wołoszyna i Koszysta, na prawo widać Giewont, a na południe, pomiędzy rosnącymi tutaj drzewami główną grań Tatr. Naprawdę jest się czym zachwycać. 

Dopowiem, że ta ładna wycieczka narciarska na Gęsią Szyję jest możliwa zarówno podczas dobrych, jak i kiepskich warunków atmosferycznych. Tu można iść nawet, gdy wieje halny, a głęboki puch pokrywa całe Tatry. Choć oczywiście najlepszy jest Wielki Błękit – niebieskie niebo, słońce i metr śniegu pod nartą. 


 

POBIERZ MAPĘ   POBIERZ PLIK GPX


 

Śladami Chałubińskiego i Zaruskiego

Ten reglowy szczyt znany jest turystom tatrzańskim od XIX wieku. Już „król tatrzański”, Tytus Chałubiński ponad 150 lat temu zachwalał widok z Gęsiej Szyi, jako jeden z najbardziej rozległych w Tatrach. A kto jak kto, ale Chałubiński na Tatrach się znał. Narciarze, za sprawą Mariusza Zaruskiego, odkryli go 40 lat później. Najpierw wchodzili tutaj i zjeżdżali na drewnianych, jesionowych nartach. 

Dzisiaj szczyt znany jest narciarskiej braci, ale na szczęście tłumu tu nie ma i to nawet w weekend. Sporo za to spotkamy pieszych turystów. Wycieczka tutaj będzie zawsze całkowicie bezpieczna, bo nie ma tu żadnego zagrożenia lawinowego. Zjazd jest piękny i długi. Tak go opisuje mój autorytet i ekspert skiturowy z lat 30. XX wieku, Tadeusz Zwoliński, autor świetnych przewodników letnich i zimowych po Tatrach. – „Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsce na odpoczynek południowy” - pisał w „Zimie w Tatrach”. Podobnie zachwyca się terenami zjazdowymi Gęsiej Szyi w swoim przewodniku narciarskim z 1936 roku Józef Oppenheim. Ja też lubię ten szczyt, bo mam stąd szereg wspomnień, jak wycieczki z przyjaciółmi - Maćkiem Bielawskim, Ewką, Marysią i innymi.

 

  

 

 fot. Wojciech Szatkowski 

 

Cztery podejścia i zjazdy

 

Dzisiaj siły mi wyraźnie sprzyjają. Wchodzę więc na szczyt i zjeżdżam z Gęsiej Szyi cztery razy, co daje trasę o długości 16 km i 1150 m przewyższenia. W sam raz na ładny, skiturowy dzień. Ponieważ przeznaczam na tę wycieczkę kilka godzin, nigdzie się nie spieszę. Jest więc czas na herbatę, zdjęcia i chwilę rozmowy z odgarniającym śnieg księdzem, czy z przygodnymi i nieznanymi turystami na szlaku. Taki tatrzański chilloucik, czyli stan pewnego rodzaju wolności górskiej, która sprawia, że taka wycieczka odbywa się właśnie w niespieszny sposób. Polecam Wam takie podejście: idź w góry, kiedy masz dla nich czas – to powiedzenie znane od dawna. Sprawdza się.

Ale podejście z Zazadniej koło kościółka, którym opiekują się dominikanie, nie jest jedyną możliwością. Druga opcja to rozpoczęcie wycieczki na parkingu przy Wierchu Porońca (1100 m n.p.m.), gdzie można zostawić auto lub dojechać busem z Zakopanego. Tu również zakładam foki i rozpoczynam podejście na Rusinową Polanę za znakami zielonymi, tak zwaną Siedlarską Drogą. Możemy też podejść niebieskim szlakiem z Palenicy Białczańskiej.

 

Na nartach w dół

Zjazd na nartach odbywa się tą samą drogą. Zjeżdżamy wzdłuż szlaku lub w jego bezpośrednim pobliżu. Na początku z prawej strony, czeka na nas przewężenie, skręcamy w lewo, a następnie łagodnym terenem oraz krótszymi i dłuższymi skrętami kierujemy się w stronę polany. Pamiętajcie jednak, że turyści piesi mają tu pierwszeństwo. 

Zjazd upaja i daje mnóstwo dobrej energii. Najładniejszy jego kawałek prowadzi ostatnim fragmentem, czyli szerokim stokiem na Rusinową Polanę, w kierunku wschodnim, aż do dolnego szałasu. Ma około 150 metrów przewyższenia i naprawdę piękny to teren - otwarty i szeroki. Stamtąd prawie płaskim i łatwym fragmentem jedziemy w lewo do szałasów, gdzie są wygodne ławki do odpoczynku. 

Z Gęsiej Szyi możemy też zjechać na zachód w stronę Waksmundzkiej Równi i pójść dalej na Brzeziny. Innym wariantem trafimy na Halę Gąsienicową do „Murowańca”, na lekko spóźniony obiad. Wtedy wrócimy przez Skupniów Upłaz albo szlakiem narciarskim do Kuźnic. To są jednak już dłuższe trasy, dlatego na zimowo-wiosenny przełom nie zapomnijcie o czołówce w plecaku. 

 

Trudno tu o nudę

Jak widać, na niepozornej Gęsiej Szyi nikt się nudzić nie będzie. Piękne to tereny zarówno dla zaprawionego w bojach, jak i mniej doświadczonego narciarza wysokogórskiego. Cała wycieczka z Zazadniej zajmie z odpoczynkami około pięciu godzin. Tę skiturową wycieczkę polecam na początek sezonu, a przy dobrej, słonecznej pogodzie w marcu będzie to wyprawa marzenie. Lubił ten szlak św. Jan Paweł II, który na nartach był dość częstym gościem na Rusinowej Polanie w czasach, gdy żył w Krakowie. A kto nie jeździ na nartach niech tu przyjdzie na trekking. Na pewno nie będzie żałował. 

 

   

 

 

 

Tekst: Wojtek Szatkowski/ Muzeum Tatrzańskie

 

 

Wojciech Szatkowski fot. selfie :)