Nigdy nie uznasz tych miejsc za piękne, póki ich nie posmakujesz. Ta myśl towarzyszy mi zawsze, gdy wędruję po Gorcach. 

 

Niektórzy muszą do Beskidów dojrzeć. Szczególnie jeśli, podobnie jak ja, mają daleko w ukochane Tatry. Najstarszy z moich braci - Krakus z wyboru, namówił niemal wszystkich w naszej rodzinie do regularnych wędrówek po Beskidach, szczególnie zimą. Tym razem padło na Gorce, charakterystyczny rozróg, którego spoiwem jest Turbacz (1310 m n.p.m.), szósty w kolejności szczyt w Koronie Gór Polski. Pytacie może, co to rozróg? Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że grzbiety masywu rozchodzą się z najwyższego wzniesienia w różnych kierunkach. I tak właśnie jest w Gorcach.

 

Najlepsza bacówka w Polsce

Zjawiamy się kwartetem na wschodnich rubieżach Rabki i montujemy wózek. Tak, to nie pomyłka - nasz beskidzki inicjator wycieczki ma bowiem kontuzję obojczyka. Jego dwuślad to przerobiona psia przyczepka na płozach, dość solidnie wypakowana wszelkim dobrem. Ruszamy na wschód po kruchym śniegu, ciągnącymi się wyżej polanami.

 

Na południu widać agresywne kły Tatr, a jeśli się obejrzeć, to na zachodnim horyzoncie dymi Diablak. Przeżyliśmy tam wczoraj niezłą przygodę i kiedyś ku przestrodze chętnie o tym opowiem. A tymczasem nareszcie wróciła dobra pogoda i trwa bezwietrzna lekka zima jesienną porą. Wózkowy między sapnięciami przekonuje, że Gorce są niczym park i nie można przeżyć tu złej przygody.

 

W niedługim czasie docieramy do polany Przysłop, gdzie znajduje się pierwsze z trzech schronisk, jakie mamy dziś odwiedzić. To urocza Bacówka PTTK na Maciejowej (852 m n.p.m.). W środku panuje ścisk, ale znajdujemy wolną ławę i delektujemy się widokiem na Tatry. Miejsce to współtworzył Edward Moskała, którego rysunkowe panoramy gór znam z dzieciństwa. Dziś ściany bacówki pokryte są rzeźbami wykonanymi przez absolwentów Liceum Sztuk Plastycznych z Zakopanego. A o klimat dbają Klaudia i Piotr Zagórscy. Wkładają w to wiele serca i nic dziwnego, że właśnie ta bacówka uchodzi za najlepszą w Polsce.

 

Gorce, widok na Tatry Bielskie i Wysokie, fot. Wiktor Baron

 

Łoscypki po złotemu

Do następnego schroniska mamy cztery kilometry. Szlak trzyma się lasu i coraz wyraźniejszego grzbietu, ale raz po raz otwierają się widoki na północ i południe. Wśród mijanych turystów są piechurzy, biegacze, narciarze biegowi oraz rowerzyści. Ale nikt poza nami nie ciągnie psiej przyczepki.

 

Wreszcie między świerkami dostrzegamy na wzniesieniu jakieś zabudowania. Oto kolejna stacja na uzupełnienie płynów, czyli Schronisko PTTK na Starych Wierchach (968 m n.p.m.). Patronem tego miejsca jest Czesław Trybowski, miłośnik Gorców, dzięki któremu schronisko przetrwało. Mamy tu węzeł szlaków i zachodnią granicę Gorczańskiego Parku Narodowego.

 

Skrzypiące drzwi prowadzą do jeszcze bardziej niż ostatnio zatłoczonego bufetu. Jest bardzo duszno, wracamy zatem do kamiennego korytarza, gdzie starszy góral oferuje „łoscypki po złotemu”. Gawędzimy chwilę o tym. jak idzie interes. Mówi, że można się utrudzić, tłukąc się codziennie w głąb gór, by spieniężyć trochę wędzonego sera.

 

 

Szczyt do zimowej Korony

Idziemy dalej. W pewnym momencie ścieżka odbija między drzewa, kluczy i wreszcie wpełza na Turbacz pod betonowy obelisk. Zimowe wejście czcimy łykiem mocnego specyfiku, o nazwie Pachniak. Świadkiem toastu są Tatry i Babia. Stoimy pośrodku gorczańskiej rozgwiazdy, skąd rozchodzi się siedem wspaniałych ramion. Jutro jednym z nich, udamy się w interior Gorczańskiego Parku Narodowego.

 

Do Schroniska PTTK im. Władysława Orkana mamy rzut beretem, a tam zaklepane miejsce w kilkuosobowym pokoju. Już czuję ten skarpeciany sztynk, tak charakterystyczny dla górskich schronów zimą. Schronisko jest jednym z największych w Beskidach, a przy nim znajduje się największy węzeł szlaków w Gorcach. Z chłopakami z GOPR śpimy drzwi w drzwi. Zgadujemy, że nie mają nic do roboty, bo śpiewają całą noc. W jadłodajni trwa popijawa, jakiś koleś rzuca kapciem w dziewczynę. Są też kibice Falubazu z Zielonej Góry, czyli tak jakby nasi ziomkowie z Lubuskiego. Ale nie przyznajemy się, że przyjechaliśmy z tych samych stron.

 

Dopiero przy śniadaniu widzimy dokładnie, że jadalnia ma kapitalny widok na Tatry, nad którymi zasklepił się dziś stalowy sufit. Planujemy wedrzeć się w głąb Parku i nie schodzić poniżej 1000 m n.p.m.

 

Na Hali Długiej duje boczny wiatr. Niewiele widać, ale przecież tutaj nie można się zgubić. Dziś na pewno w okolicznych szałasach nie serwują żętycy. W lesie znowu robi się ciepło, a my trzymamy się znaków czerwonych by wejść na Kiczorę (1282 m n.p.m.). Teraz otwierają się szerzej widoki w kierunku wschodnim. Widać aż trzy wieże: daleko na prawo to ta na Lubaniu, bliżej na lewo to będzie na Gorcu, a ta najbliżej, po środku? Mapa podpowiada, że ten zakamarek to Magurki. Gdzieś tam rozbił się Liberator, bombowiec dalekiego zasięgu. Było to w 1944 roku, a samolot leciał aż z Włoch, by zniszczyć rafinerię na Śląsku. Miejsce katastrofy upamiętnia fragment kadłuba.

 

No to kaplica

Nawigujemy teraz za znakami zielonymi i po małym łyku Żuczego Piernika, zwanego też Kiczorą lub Piernikowskim, ruszamy długim ramieniem Gorca. Kopulasty grzbiet wyprowadza wśród drzew na chylącą się ku dolince Kamienicy, piękną polanę - Jaworzynę Kamienicką. Tu wita nas murowana Bulandowa Kapliczka.

 

Jest to przeszło stuletnia kolumienka, postawiona przez pasterza Bulandę. To znachor, przez niektórych uważany za czarodzieja, który albo schował tu swój skarb, a może ujrzał wędrujące po górach duchy? Pod nosem jeszcze lepsza odsłona wschodniej panoramy, od ledwie widocznej Mogielicy w Beskidzie Wyspowym, po Gorc, który jest naszym celem. Zostało 8 km, a wózek chrobocze ostrzegawczo. Wtem - trach! Pękł dyszel.

 

- No to kaplica – ktoś krzyczy, jakby nawiązując do miejsca, w którym niedawno byliśmy. Najstarszy z braci leży pod wózkiem, my rzucamy się do pomocy. - Ależ ciężkie to cholerstwo, co on tam do licha ciągnie? – oceniamy sytuację.

 

Bracia wymyślają rozwiązanie i zamiast prawego trzymadła, montują linkę. To działa. Poruszamy się teraz wolniej i ostrożniej, na domiar złego szlak staje się wyboisty i trzeba kluczyć w powalonych konarach.

 

W połowie drogi między kapliczką a Gorcem, mijamy z lewej strony mogiłę partyzanta „Piwonii”, który zginął w obławie jesienią 1944 roku. Łatwo przegapić to miejsce, tym bardziej, że nie ma go na mapie. Ostatni odcinek to ostre podejście pod szczytowe wypłaszczenie, jakieś 100 metrów w pionie. Wózek zamienia się w czołg i wreszcie jesteśmy na górze. Zapada zmrok, a mroźny wiatr gasi widok na Tatry, a płonące niebo nad Turbaczem rozpala zaś światełka w beskidzkich dolinkach. Mamy plan, by na wieżę na szczycie (1228 m n.p.m.) powrócić jutro.

 

Gorce, widok z Kiczory, w stronę Doliny Furcówki, fot. Marek Kurzeja

 

Takie urodziny pamięta się do końca życia

Godzinę później, zmarznięci, lecz w doskonałych humorach, lądujemy w jednej z okolicznych bacówek. To górska chata w starym stylu, z ławami, paleniskiem, siekierą i myszami. Dla jej dobra nie podaję dokładnej lokalizacji, lecz jeśli do niej trafisz Drogi Turysto, skontaktuj się proszę z jej opiekunami i zatroszcz jak o własny dom.

 

W środku czeka mnie niespodzianka, bowiem bracia organizują mi zaległe urodziny. Jedliście kiedyś tort z ziemniaków gotowanych na roztopionym śniegu? Do tego marchewka, humus, orzeszki i szampan z pływającym złotem. To wszystko skrywał w tajemnicy wózek Lucky’ego.

 

Czas mija szybko. Rozmawiamy o tym, jak mógłby wyglądać ewentualny herb naszego rodu? Godłem musiałby być naprawdę duży plecak, wpisany w górski krajobraz. Kiedy wreszcie zasypiamy, myszy harcują na całego. Rano znajduję na dnie plecaka podziurawioną koszulkę, w którą zawinąłem.. gacie. Komuś innemu ta sama mysz nadgryzła czekoladę.

 

Obserwatorium na Gorcu i siekierepizza

Dziś dzień relaksu: przy śniadaniu czytam braciom twórczość Orkana, dobrego ducha tych gór - trzeba mieć na wycieczce jakąś lekturę. Biegamy boso i spędzamy dużo czasu na wieży, analizując zachwycającą panoramę. Lubię wieże widokowe, szczególnie w zalesionych górach. Czyż nie po to się po nich chodzi, by cieszyć oko znakomitym widokiem, o każdej porze roku?

 

W 2015 roku w Gorcach wybudowano cztery podobne do siebie wieże. Na tej na Gorcu jest kamera, można więc komuś pomachać. Na kolację wracamy do bacówki, mamy gości z Krakowa. Nowy kolega robi od podstaw pizzę, piecze ją w piecu, a kroi siekierą.

 

Nazajutrz pozostaje tylko zejście niebieskim szlakiem. Z polany Gorc Kamienicki oglądamy się jeszcze ostatni raz na Tatry i zakochani w Beskidach aż po uszy schodzimy błotnistą drogą przez las, do Rzek.

 

Tekst: Eliasz Gramont

09/2020

 

Noclegi

Bacówka na Maciejowej

tel. 696 590 538

www.namaciejowej.pl

 

Schronisko Stare Wierchy

tel. 888 915 846

www.stare-wierchy.pttk.pl

 

Schronisko na Turbaczu

tel: 602 118 889

www.turbacz.net

 

Dojazd:

Do Rabki, położonej u stóp Maciejowej dojeżdżamy z Krakowa zakopianką.
Uzdrowisko położone jest niemal przy samej nowej drodze oddanej do użytku w ubiegłym roku.
Druga opcja to busy – odjazdy z Krakowa średnio co pół godziny
(od 5.50 do 21.20, szczegóły na rozkłady.mda.malopolska.pl).

 

Szlaki:

czerwony: Rabka-Zdrój – Maciejowa – Stare Wierchy – Turbacz 5 h 45 min h 4 h 30 min i
czerwony, zielony: Turbacz – Kiczora – Jaworzyna Kamienicka – Gorc 3 h 45 min hi
niebieski: Gorc – Rzeki 1 h 45 min i 2 h 15 min h