Z Beatą Chomą, polską zawodniczką uprawiającą sport balonowy, rozmawia Kuba Terakowski 

Wyłącznie latasz nad górami, czy czasem także po nich chodzisz?

Jeżeli chodzę, to tylko turystycznie, więc nie mam się czym specjalnie pochwalić. Znacznie więcej osiągnęłam w powietrzu. Balony są tak absorbujące, że trudno znaleźć czas na inną aktywność. Natomiast latam nie tylko nad górami, niziny są mi równie bliskie.

A które góry widziałaś z góry?

W Polsce Sudety, Beskid Niski, Pogórze Przemyskie, a także Bieszczady, lecz w bezpiecznej odległości od granicy, bo jej przekroczenie i lądowanie na Ukrainie grozi przykrymi konsekwencjami. A balonem nie da się sterować, kierunek lotu zależy od wiatru, więc mocniejszy podmuch z zachodu mógłby napytać nam biedy. Natomiast zagranicą widziałam z góry Alpy, Ghaty Zachodnie w Indiach oraz Góry Tajwańskie.

Czy nad górami lata się inaczej niż nad nizinami?

O tyle inaczej, że w górach ukształtowanie powierzchni ma duży wpływ na kierunki wiatru. Tymczasem balon leci tam, gdzie go niesie wiatr, z tą samą prędkością i w tym samym kierunku. Poza tym wraz z upływem czasu lotu oraz ze zmianą wysokości, kierunek i siła wiatru mogą być różne. Parametry te zależą między innymi od ukształtowania powierzchni i układów barycznych. Tereny górzyste czy lasy spowalniają ruch powietrza lub zmieniają jego kierunek.