Reklama

Góry Stołowe i turystyka instagramowa – limity wejść i ochrona przyrody PNGS


Z Bartłomiejem Jakubowskim, dyrektorem Parku Narodowego Gór Stołowych, rozmawia Szymon Matuszyński


 

Góry Stołowe. Pojawiła się turystyka instagramowa

 

Z dyrektorem PNGS rozmawiamy o zakończonym właśnie sezonie zimowym 2025/2026 i kondycji turystyki w jednym z najbardziej charakterystycznych pasm Sudetów. Pytamy o limity wejść na Szczeliniec Wielki i Błędne Skały oraz o to, jak Park Nardowy Gór Stołowych próbuje pogodzić rosnący ruch turystyczny z ochroną przyrody. 

 

Zimą turystów nie liczymy

 

Jak minął sezon zimowy? Macie twarde statystyki, czy raczej obserwacje?

Zimą nie liczymy dokładnie turystów, bo to niewykonalne. Od wiosny do jesieni dla Szczelińca i Błędnych Skał mamy dane na podstawie sprzedanych biletów i bezpłatnych wejść. Natomiast zimą wspieramy się tzw. ecocouterami, czyli urządzeniami, które rejestrują przepływ wchodzących i wychodzących na podstawie czujników ciepła i w oparciu o nie szacujemy ruch.

Reklama

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

To działa na bieżąco?

Nie, bo w górach nie ma pełnego zasięgu, a doposażenie każdego urządzenia w moduły transmisji danych to duży koszt. Do tego dochodzą abonamenty i ograniczona wydolność sieci na naszym terenie. Dlatego dane trzeba fizycznie zgrać – średnio raz na kwartał. I jeszcze jedno: nie wydzielamy w statystykach osobnego sezonu zimowego.

 

A z perspektywy praktycznej – turystów było więcej czy mniej?

Organoleptycznie mniej niż rok wcześniej. Zima była przyzwoita, szczególnie w wyższych partiach, ale brakowało takich spektakularnych okresów: stabilnego mrozu i słońca. Mieliśmy za to ciągłą mgłę i chmury. Żartowaliśmy, że czujemy się jak Budniki [dawna między Karpaczem a Przełęczą Okraj], bo słońca jakby nie było. Jednak gdy tylko wychodziło na chwilę, wszystkim od razu poprawiał się humor.

Reklama

 

Jak to odczuła lokalna turystyka?

W rozmowach z branżą hotelarsko-gastronomiczną mocno wybrzmiewał wątek ferii. Układ terminów był dla Dolnego Śląska mniej korzystny: za blisko świąt Bożego Narodzenia, więc część turystów nie domknęła budżetu na kolejny wyjazd. Rok wcześniej w Kudowie trudno było np. znaleźć wolne miejsce w restauracji. W tym roku było wyraźnie luźniej, zwłaszcza w pierwszym tygodniu dolnośląskich ferii.

Turystyka w Parku to już coś więcej niż tylko klasyczne chodzenie po szlakach?

Reklama

Turystyka piesza to podstawa, ale rozwijamy też narciarstwo biegowe. Uruchomiliśmy trasy, które łączą się z czeską siecią – to działa w obie strony: Czesi wjeżdżają do nas, my do nich. Przygotowujemy trasy we współpracy z gminą Radków i lokalnymi partnerami, dzieląc się zadaniami i sprzętem. Jakość tras jest raportowana w aplikacji do biegówek: włączasz zapis GPS, wysyłasz ślad, a system – na bazie pogody – pokazuje, jak szybko ten ślad „degraduje” i czy warunki nadal są dobre.

 

Turystyka checklistowa: zrobić zdjęcie i odhaczyć

 

Góry Stołowe mają problem nadmiaru turystów jak Karkonosze?

Reklama

Mamy, tylko nie wygląda on jak kolejka na Śnieżkę. My poszliśmy w eliminowanie ryzyka: budujemy infrastrukturę, która z jednej strony ułatwia turyście poruszanie się w terenie, a z drugiej kanalizuje ruch. Kładki, przejścia, „pancerne” rozwiązania w miejscach rozdeptywanych – to nie są ozdobniki, tylko narzędzia ochrony.

 

Wprowadziliście też limity wejść.

Tak – na Szczeliniec Wielki i Błędne Skały. Decyzja nie była łatwa, ale z perspektywy czasu uważam ją za bardzo słuszną. Turyści dostali szansę, by realnie przeżyć miejsce, a nie przepychać się w tłumie. Analizujemy nawet, czy na Błędnych Skałach limitu jeszcze nie skorygować, bo tam specyfika jest szczególna: wiele osób dojeżdża samochodem i „strzał” potrafi być nagły.

Reklama

 

Jak limity wpływają na grupy zorganizowane, np. szkolne?

W sezonach szkolnych, a więc wiosną i wczesną jesienią, przewodnicy w praktyce sami się organizują. Jedni prowadzą grupy dynamicznie, inni potrzebują czasu, bo np. chcą dłużej rozmawiać o geologii czy geomorfologii. Przy turystyce indywidualnej nie da się tego zarządzić wprost, ale limit już wystarcza, by zmienić odczucie. Nie chodzi bowiem o wyłącznie bezrefleksyjne przejście, tylko wartościowy kontakt z przyrodą.

Widać wzrost świadomości turystów?

Reklama

To zawsze będzie krzywa Gaussa. Przyjadą turyści świetnie przygotowani i tacy, którzy zasad nie rozumieją. Dochodzi zjawisko turystyki checklistowej, wręcz instagramowej: ktoś chce być w miejscu, zrobić zdjęcie i odhaczyć. Dlatego równolegle stawiamy na edukację i na rozwiązania ograniczające szkody. Cieszy natomiast, że rośnie grupa turystów świadomych, choć wciąż zdarzają się pretensje, że na 20 km szlaku nie ma kosza. No nie ma – śmieci zabieramy ze sobą.

 

A co z psami w parku? To zawsze budzi emocje.

Reklama

U nas temat jest szczególnie ważny, bo mamy rodzinę wilczą. Pies może być dla niej zagrożeniem – i odwrotnie. Wyznaczyliśmy więc konkretne trasy, po których można poruszać się z psami, zgodnie z planem ochrony. Staramy się to tłumaczyć, ale bywa ciężko. Część osób uważa, żeby „wszędzie wpuszczali”. Nie wszędzie i nie zawsze – park narodowy to nie jest miejsce bez zasad.

 

Budujemy kładki i obejścia

 

Wsiądźmy zatem na rower i do samochodu. Jak sobie z tymi środkami lokomocji radzicie?

Chcemy ściągać turystów z asfaltu, zarówno pieszych, jak i rowerzystów – wszędzie tam, gdzie jest to technicznie możliwe. Budujemy kładki i obejścia, żeby ludzie nie szli poboczem ruchliwej drogi. Latem natężenie ruchu bywa naprawdę duże i obawiam się, że prędzej czy później może dojść do tragedii, jeśli część osób będzie ignorować wyraźnie wyznaczone alternatywy.

Reklama

A Błędne Skały i wjazd samochodami?

Limity biletów przełożyły się też na ruch aut: turyści wiedzą, że nie ma sensu jechać w ciemno, stać i liczyć, że się uda. Jadą wtedy, gdy mają bilet. To zmniejsza chaos. Zdarzają się jednak problemy czysto organizacyjne, np. niewystarczające zmniejszenie dystansu pomiędzy pojazdami, by nie zostawiać niepotrzebnych przerw. Planujemy też dalsze remonty drogi do Błędnych Skał – to ważne zarówno dla bezpieczeństwa, jak i dla komfortu obsługi ruchu.

 

Gdyby miał pan nieograniczone zasoby, to czego Parkowi najbardziej brakuje?

Reklama

Ludzi do pracy. Parki mają limity etatów i wynagrodzeń ustalone lata temu, a obowiązków przybywa: przepisy, procedury, zamówienia, sprawozdawczość. Prawo dokłada zadań, ale nie zawsze dokłada narzędzi. My jesteśmy większym parkiem niż Karkonoski, a mamy zauważalnie mniejszy zespół.

 

Mamy problem z wodą

 

Susza dotyka Park?

Dotyka już właściwie wszystkich. Jesteśmy na wododziale dwóch dużych zlewni, czyli jesteśmy terenem odpływowym: do nas woda nie dopływa, od nas odpływa. Jeśli u nas nie spadnie, to nie ma jej skąd wziąć. A brak stabilnych zim i niewystarczające nasycenie gleb wodą ma konsekwencje bieżące i długofalowe.

Reklama

 

I tu powiedzmy o świekrach i drzewostanie. Co się złego dzieje?

Od 2017 roku obserwowaliśmy dynamiczne zamieranie świerka. Nie ma jednego konkretnego powodu, tylko kilka nałożonych na siebie. Po pierwsze: wiek. Wiele drzew przekroczyło 100 lat, czyli weszło w etap dojrzały, kiedy odporność i jakość techniczna zaczynają spadać. Po drugie: niezgodność składu drzewostanu z siedliskiem. W reglu dolnym świerk powinien być jednym z elementów lasu, a nie gatunkiem dominującym wszędzie. Po trzecie: pochodzenie nasion. Historycznie sadzono świerki z różnych rejonów, często bez pełnej wiedzy o ich lokalnej przystosowalności. Drzewo z nizin ma inny pokrój, inne cechy niż świerk górski, który musi np. lepiej zrzucać śnieg.

A system korzeniowy?

Świerk ma system talerzowy, a więc płytki. To w pewnych warunkach działa, ale przy dłuższej suszy staje się problemem, bo drzewo penetruje glebę do ograniczonej głębokości. Jeśli nie ma zimowego doładowania wodą, spada jego zdolność do obrony.

 

Żeby było mało, wtedy pojawia się kornik….

Dokładnie - kornik drukarz i kornik drukarczyk. Zdrowy świerk, przy dostatecznej ilości wody, potrafi się bronić – wytwarza żywicę, która blokuje atak. W warunkach stresu wodnego żywicy jest mniej, obrona słabnie i drzewo przegrywa. Później widać klasyczny obraz: uszkodzenia pod korą, zanik transportu wody i asymilatów – drzewo umiera.

 

W takich momentach wraca też dyskusja o wycince w Parku.

Niestety tak – bywa, że emocje wygrywają z faktami. Zdarzało się, że ktoś robił zdjęcia martwych świerków i twierdził, że „nie ma kornika”, mimo widocznych śladów żeru. Tymczasem celem Parku od początku istnienia w 1993 roku jest przebudowa sztucznie wprowadzonych świerczyn, ale w sposób ciągły i rozłożony w czasie. Tak żeby nie zamieniać monokultury w równie jednowiekowy las, tylko dążyć do zróżnicowania, bo przyroda nie lubi jednorodności. Homogeniczność działa dobrze w tabelkach – w ekosystemie bywa zabójcza.

 

Czego życzyć Wam na sezon letni 2026?

Normalnej pogody i opadów w normach, czyli takich, gdy przyroda jest w stanie je przyjąć. Choć oczywiście marzy nam się powrót zimy na dwa, trzy tygodnie, z solidnym śniegiem, który spokojnie wsiąknie w glebę, zamiast spłynąć od razu ciekami.

 

 

Tekst ukazał się w wydaniu nr 2/2026

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/04/2026 17:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości