Reklama

Tatry zawsze miałam blisko - rozmowa z Agnieszką Szymaszek


Z Agnieszką Szymaszek, przewodniczką tatrzańską, dziennikarką i redaktorką, autorką powieści „Od Murania mgła”, rozmawia Kuba Terakowski


 

Agnieszka Szymaszek: Tatry zawsze miałam blisko

 

Daleko masz w Tatry?

Do regli mam pięć minut, z balkonu widzę Giewont, najbliżej mam w Tatry Zachodnie. Gdy pracuję zdalnie, to po pracy lubię przejść się do Doliny Za Bramką, Małej Łąki lub na Przysłop Miętusi. A gdy pracuję w redakcji, to z okna widzę Nosal i w pół godziny mogłabym być na szczycie. Mam tę przyjemność, że wszędzie mam blisko.

 

Przeczytaj nowe e-wydanie Magazynu Na Szczycie

 

I zawsze miałaś w Tatry tak blisko?

Zawsze, ale nie aż tak. Wychowałam się w Nowym Targu. Mieszkaliśmy w bloku na najwyższym, czwartym piętrze, a z okien dużego pokoju widać było całą panoramę Tatr. Od dzieciństwa towarzyszył mi ten widok, bo niby blok, niby przy ruchliwej ulicy, a jednak z łańcuchem gór na nieodległym horyzoncie. Zaś z drugiej strony, z kuchni, widać było Gorce. Mało tego, mój tata kupił stary, stuletni dom w Łapszach Niżnych, gdzie spędzaliśmy każdą wolną chwilę. Stamtąd, po wyjściu na Halę Głębokie, było znakomicie widać Tatry Bielskie - od Jatek, po Hawrań i Płaczliwą Skałę, z Łomnicą, Durnym oraz masywem Kieżmarskiego na drugim planie.

Reklama

 

Zaczęło się od Łapsz, a potem Tatry

 

Od dzieciństwa zatem Tatry nie dawały Ci spokoju...

Wręcz przeciwnie, one właśnie napawały mnie spokojem. Jeszcze nie chodziłam w nie, ale już ich stała obecność była mi bardzo bliska.

 

Jak to się zatem stało, że zaczęłaś w nie chodzić?

Zaczęło się od wędrówek po okolicach Łapsz, czyli po Zamagurzu Spiskim, najpierw z rodzicami, a później samotnych. Rodzice mieli harcerską przeszłość, byli nauczycielami w liceum, organizowali obozy wędrowne dla młodzieży. Przeszli wzdłuż i wszerz całe Beskidy oraz Bieszczady. Rodzinnie byliśmy kilka razy w Tatrach. A gdy byłam w liceum, mama zabrała mnie tam latem na kilka dni. Od razu poszłyśmy na Zawrat i Świnicę, spałyśmy w Murowańcu. Był lipiec, pamiętam straszną kolejkę do recepcji. W tamtych czasach praktycznie nie prowadzono rezerwacji telefonicznych, o internetowych rzecz jasna nie wspominając, więc nocleg trzeba było zabukować sobie rano, w drodze na grań, aby wracając wieczorem mieć miejsce. 

Reklama

Rok później pojechałyśmy w Tatry Zachodnie, było klimatycznie, padał deszcz, więc nie poszłyśmy nigdzie wyżej. Nocowałyśmy w schronisku Ornak, które świeciło pustkami. A potem, już po studiach, pracując w lokalnych, podhalańskich redakcjach „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej”, coraz częściej i chętniej pisałam o Tatrach, akcjach TOPR, zawodach wspinaczkowych i o turystyce. Zaprzyjaźniłam się z ludźmi, z którymi coraz bardziej świadomie wędrowałam. Potem zaczęłam chodzić na nartach skitourowych i trochę się wspinać. 

Reklama

 

Skończyłaś też kurs przewodnika tatrzańskiego...

To był dla mnie duży krok w edukacji tatrzańskiej, świetna przygoda i fajny okres życia. Po pierwsze, oczywiście góry, ale po drugie, ludzie - kursanci, pasjonaci gór oraz wybitni znawcy Tatr prowadzący zajęcia. Topografię mieliśmy z Włodkiem Cywińskim. Pamiętam pierwsze zajęcia, gdy pokazywał nam slajdy - poziom szczegółu był niewyobrażalny. Z kolei na wycieczkach ledwo za nim nadążaliśmy, chociaż miał wtedy już ponad 70 lat. Z Włodkiem miałam też przyjemność być na indywidualnej wycieczce, poszliśmy we dwoje na Rumanowy Szczyt, gdzie robiłam mu zdjęcia do wywiadu. Kurs dał mi znajomość Tatr, bez której na pewno nie mogłabym pracować jako redaktorka naczelna kwartalnika "Tatry". 

Reklama

 

Nie wyobrażam sobie pracy w biurowcu

 

Jak trafiłaś na to stanowisko?

W moim życiu zawodowym działalność górska łączy się i przenika z dziennikarską. Zaczęło się od regionalnych dzienników. Wtedy też zostałam zaproszona przez przyjaciół do organizowania Spotkań z Filmem Górskim, dzięki którym poznałam mnóstwo osób ze środowiska. W pewnym momencie zaczęłam współpracować z kwartalnikiem "Tatry" pisząc coraz regularniej artykuły. Po jakimś czasie ówczesny naczelny - Marek Grocholski - zaprosił mnie do redagowania części kwartalnika. W końcu, gdy Marek postanowił przejść na emeryturę, TPN ogłosił konkurs, w którym wystartowałam. I w ten sposób zostałam redaktorką naczelną.

Reklama

Który to był rok?

2018.

...

Płatny dostęp do treści

Dołącz do grona naszych prenumeratorów aby przeczytać tekst w całości.

Pozostało 59% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/06/2026 14:15
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo magazynnaszczycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości