Wysokie masywy Alp przyciągają wzrok bielą lodowców i kuszą możliwością wejścia na wysokości, których nie osiągniemy w naszym kraju. Tylko czy takie góry są dostępne dla zwykłego turysty? Czy próba wejścia w wyższe ich partie bez sprzętu lodowcowego ma szansę powodzenia? Sprawdziliśmy to w Alpach Ötztalskich.
Tekst i zdjęcia Jan Niedźwiecki
W schronisku Hochjoch-Hospiz (2413 m n.p.m.) wisi na ścianie stare, czarno-białe zdjęcie. Budynek wybudowany w 1927 roku sąsiaduje na nim z ogromnym jęzorem lodowca Hintereisferner, a widoczne w tle góry wprost toną w lodzie i śniegu. Gdy patrzy się na ten obrazek, aż trudno uwierzyć, że wybraliśmy się tu bez lin, uprzęży i śrub lodowych, a nasze cele znajdują się jeszcze ładnych kilkaset metrów wyżej. Jednak za oknem widok jest zupełnie inny. W ciepły letni dzień ludzie siedzą na tarasie schroniska w koszulkach z krótkim rękawem, a żeby zobaczyć lodowce, trzeba zadzierać głowę wysoko do góry.
Mimo że przez ostatnie niemal sto lat krajobraz znacznie się odmienił, Alpy Ötztalskie to jedne najbardziej zlodowaconych regionów Alp Wschodnich. Te leżące na granicy austriacko-włoskiej góry nie należą może do najpopularniejszych. Znajdują się nieco w cieniu nieodległej, potężnej grupy Bernina (Piz Bernina, 4049 m n.p.m.) i bliższych nam geograficznie Wysokich Taurów (Grossglockner, 3798 m n.p.m.). Jednak jest to jedna z wyższych grup górskich w Alpach Wschodnich – znajdują się tutaj dwa z trzech najwyższych szczytów Austrii – Wildspitze (3770 m n.p.m.) i Weisskugel (3739 m n.p.m.).
Oczywiście nie zamierzaliśmy porywać się z kijami trekkingowymi na te kolosy. Mieliśmy za to nadzieję, że znaczna wysokość gór przełoży się na piękne widoki z lodowcami w roli głównej. Naszą bazą wypadową było więc wspomniane schronisko Hochjoch-Hospiz.
Znajduje się ono w dolinie Rofental. Żeby się tu dostać, trzeba najpierw dotrzeć do Vent. My dojechaliśmy do tej miejscowości samochodem, na raty – z noclegiem w okolicach Salzburga. W związku z tym drugiego dnia byliśmy na miejscu wczesnym popołudniem i mieliśmy jeszcze wystarczająco czasu, żeby na spokojnie dojść do schroniska.
Przejście tej trasy zajmuje około 3 godzin, a wysokość do pokonania to nieco ponad 500 m. Początkowo idziemy dość szeroką doliną do wioski Rofen, która jest uznawana za najwyżej położoną stałą osadę w Alpach Wschodnich (ok. 2015 m n.p.m.). Rofen jest znane również z wiszącego mostu, który rozpięto 30 m ponad pieniącym się wśród skalnych ścian potokiem. Dalej dolina się zwęża i tworzy imponujący kanion Rofner Schlucht. Ścieżka jest poprowadzona na dość stromym stoku i nawet w kilku miejscach pojawiają się sztuczne ubezpieczenia. Latem te fragmenty szlaku nie są jednak trudne do pokonania.
Schronisko przypomina nieco klimatem niektóre polskie odpowiedniki. Drewniany wystrój, stoły i ławy, pod ścianą stoi gitara. Nocować można w pokojach na łóżkach piętrowych lub w sali z materacami. Pokoje są różnej wielkości, ale – o dziwo – to nie różnicuje ceny. Skoro przyszliśmy z żoną we dwoje, mogliśmy się cieszyć pokojem dwuosobowym. Wprawdzie to klitka 3 na 2 metry, ale w środku tak wspaniałych gór i za niewygórowaną cenę była luksusem, który warto odnotować.
W menu znaleźliśmy dwie ceny herbaty w dzbanku. Jedna dotyczyła herbaty z torebką, a druga – bez torebki. Czym jest owa herbata bez torebki?
- No wiecie, niektórzy przychodzą i proszą o samą wodę – odpowiedziała pracownica. Czyli nasi tu byli! Oto alpejskie schronisko, w którym można kupić wrzątek.
Ze schroniska Hochjoch-Hospiz zrobiliśmy dwie całodniowe wycieczki: na Saykogel i na Guslarspitze.
Saykogel ma wysokość 3360 m n.p.m., co sprawia, że jak na alpejski szczyt zdobywany bez dotykania lodu jest dość wysoki. Aby zwiększyć nasze szanse na szlak niepokryty śniegiem, pojawiliśmy się tutaj w sierpniu. W tym miesiącu, co miało stopnieć z poprzedniej zimy, to już stopniało, a czas na jesienne opady jeszcze nie nadszedł. Oczywiście trzeba pamiętać, że w Alpach pogoda jest bardzo zmienna, a śnieg może spaść zawsze – każdego dnia roku. I wtedy bez sprzętu lepiej nigdzie wyżej się nie wybierać. Niestety, jest też druga strona tego śnieżnego medalu. Bardziej zaśnieżone góry wyglądają po prostu atrakcyjniej. Zatem wybierając sierpień, decydujemy się, że coś jednak tracimy.
Saykogel znajduje się w grzbiecie, który odchodzi na północ od głównej grani Alp, od szczytu Fineilspitze w kierunku Kreuzspitze. Przez ten wierzchołek można przejść do sąsiedniej doliny Niedertal i do znajdującego się w niej schroniska Martin-Busch Hütte. My planowaliśmy powrót tą samą drogą. Wejście na szczyt zajmuje około 4 godzin, a opisy na austriackich stronach ostrzegają, że trasa jest odpowiednia tylko dla doświadczonych turystów.
Początek szlaku nie prezentuje się zachęcająco. Ponieważ dolina Rofental jest dość głęboko wcięta, a schronisko leży na jej północnym zboczu, zdobywanie szczytu musimy zacząć – o zgrozo – od zejścia około 100 m w dół. Na przeciwległym zboczu trzeba tę wysokość od nowa zdobyć.
Gdy ten bezowocny wysiłek mamy już za sobą, wchodzimy do południowego odgałęzienia doliny Rofental i idziemy kawałek szlakiem wiodącym jej dnem (w kierunku schroniska Bella Vista we Włoszech). Tu trzeba być czujnym, bo na wysokości około 2500 m n.p.m. szlak na Saykogel odbija w lewo, ale miejsce to nie jest dobrze oznaczone. Następnie podchodzimy dość stromo po stoku na południowy wschód. Ostatni odcinek szlaku wiedzie skalistą grzędą między lodowcami. Widok staje się coraz rozleglejszy, a trasa – bardziej wymagająca. Na tym fragmencie szlaku czeka nas trochę niezbyt trudnej wspinaczki (bez sztucznych ubezpieczeń).

Ze szczytu możemy podziwiać sylwetki lokalnych gigantów: bardziej strzelistego Fineilspitze i nieco przysadzistego Similauna. Otaczają nas upragnione lodowce, ale widok wielu z nich nie wywołuje u nas entuzjazmu. Widać, że nie są w najlepszej formie. Wypalone do żywego błękitu i cienkie jak naleśniki płożą się pod naporem słońca w dnach swoich kotłów, których rozmiary świadczą o dawnych tłustszych czasach.
Z kolei Guslarspitze jest doskonały na trochę luźniejszy dzień lub dla osób, które wolą mieć bliżej i łatwiej. Znajduje się bezpośrednio ponad schroniskiem Hochjoch-Hospiz, więc jest najbliższym i najbardziej oczywistym celem w jego sąsiedztwie. Żeby na niego wejść, trzeba pokonać różnicę wysokości nieco ponad 700 m, co na alpejskie warunki jest lekkim spacerkiem. A daje możliwość zdobycia trzytysięcznika.
Trasa wiedzie wygodną ścieżką – przy dobrych warunkach pogodowych nie przedstawia żadnych trudności. Na początku idziemy w górę stoku, początkowo szlakiem prowadzącym do schroniska Branderburger Haus. Z naszej trasy możemy je dostrzec, położone jest między lodowcami Kesselwandferner i Gepatschferner. To najbardziej zlodowacony obszar Alp Ötztalskich, ale oczywiście niedostępny bez liny, raków i czekanów. Po około godzinie skręcamy w prawo, a po kolejnych 90 minutach wychodzimy na Mittlere Guslarspitze (3128 m n.p.m.). Na szczycie możemy cieszyć się rozległym widokiem na góry ciągnące się od Wildspitze po Weisskugel.

Guslarspitze jest trzywierzchołkowy. Szlak omija pozostałe szczyty, ale przebiega w pobliżu najwyższego – Hintere Guslarspitze (3147 m n.p.m.) – na który wiedzie ścieżka. Warto z niej skorzystać dla wspaniałych widoków. Tę krótką wycieczkę dobrze sobie urozmaicić i zejść na północ, w stronę schroniska Vernagthütte. Potem można obejść Guslarspitze od wschodu i wrócić do Hochjoch-Hospiz okrężną drogą.
Nasz pobyt na wierzchołkach Guslarspitze wiązał się nie tylko z pięknymi widokami, lecz także ze sporym rozczarowaniem. Zgodnie z naszą mapą i internetowymi opisami między szczytami trzywierzchołkowego Guslarspitze powinien się znajdować lodowiec. Mieliśmy przechodzić tuż obok niego podczas przejścia z Mittlere na Hintere. Zaskoczenie nie polegało na tym, że lodowiec zmalał, teraz znajduje się trochę dalej od szlaku i smutno nam, że nie mogliśmy go dotknąć.
Tak naprawdę chyba właśnie to jest najbardziej przerażające w obecnym topnieniu alpejskich lodowców. Zazwyczaj odnosimy się do największych z nich, takich jak Pasterze w Wysokich Taurach, Aletschgletscher w Alpach Berneńskich czy Mer de Glace w masywie Mont Blanc. Ich jęzory są coraz krótsze, jednak nadal są one dość duże. Można zatem odnieść wrażenie, że lodowce z biegiem lat stają się nieco mniejsze, ale nadal trwają i trzymają się całkiem nieźle. Tymczasem – o czym się zwykle nie wspomina – większość alpejskich lodowców należy do zupełnie innej ligi. To maluchy, które znikają zupełnie niepostrzeżenie – w całości. Na przykład w Alpach Ötztalskich i sąsiednich Alpach Stubaiskich w 2018 roku było w sumie ponad 300 lodowców. Obecnie jest ich około 230, a do roku 2050 roku prawdopodobnie zostanie już tylko ponad setka. Naukowcy szacują, że z tych grup górskich co roku znika około 2 procent objętości lodu.

Sprawdziliśmy więc, że da się tu i ówdzie wejść w wyższe partie Alp Ötztalskich bez sprzętu lodowcowego. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że da się to robić coraz śmielej. Tylko niestety z roku na rok coraz mniej będzie się to wiązało z podziwianiem lodowców.
Ktoś, kto wybierze się tutaj nawet zupełnie niedługo, nie tylko nie zobaczy krajobrazu jak ze starego czarno-białego zdjęcia wiszącego na ścianie w schronisku Hochjoch-Hospiz. Również zdjęcia zamieszczone przy tym tekście będzie mógł już traktować jak archiwalne. Lodowce będą z pewnością jeszcze mniejsze, a niektórych może już nie być wcale.

Do Vent dojechaliśmy samochodem przez Czechy (Ostrawę i Brno), a następnie przez Wiedeń, Salzburg i Innsbruck. Z zachodniej Polski lepiej wybrać trasę przez Niemcy (Norymbergę i Monachium). W Czechach i Austrii obowiązują opłaty za autostrady (winiety).
Jeśli jesteśmy zdani na transport zbiorowy to w Alpy Ötztalskie możemy dostać z Innsbrucka, gdzie kursują m.in. autobusy Flixbusa.
Schronisko Hochjoch Hospiz

Przy dobrych warunkach bez lodu można przejść także innymi trasami w okolicy, np.:
Popularna jest również 3-dniowa trasa trekkingowa ze schroniska do schroniska:
Tekst ukazał się w wydaniu nr 4/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze