Planujesz letni urlop w górach? Masz dosyć zgiełku, zatorów i wielogodzinnych korków? Austriacka dolina Stubai to pięć niezwykle malowniczych miejscowości otoczonych przez górskie olbrzymy. Szlaki piesze, drogi wspinaczkowe, via ferraty, ścieżki rowerowe i doskonałe widoki. To wszystko doprawione bogatym dziedzictwem kulturowym Tyrolu.
Wczesnym rankiem z Krakowa lecimy do Monachium. Tu wsiadamy do autobusu i bardzo widokową trasą przez górzystą Bawarię zmierzamy do Innsbrucka. W stolicy Tyrolu możemy przesiąść się na kolejkę, którą dotrzemy bezpłatnie do celu. Warunkiem jest wcześniejsze zarejestrowanie vouchera na oficjalnej stronie Stubai.at. Wrzucamy manatki do pokoju i od razu ruszamy na spacer korzystając z idealnej pogody.
Od razu rzuca się w oczy lodowiec Stubai spływający spod szczytów sięgających 3500 metrów nad poziomem morza. Znajduje się na nim największy lodowcowy ośrodek narciarski w Austrii, zwany Królestwem Śniegu. Górskim obrazom uroku dodaje alpejska zabudowa miasteczek, świetnie wpisująca się w przyrodę. W centrum tego górskiego kadru pozuje piękny kościół pw. św. Grzegorza ze strzelistą wieżą. Neustift, gdzie się zatrzymaliśmy, to serce całej doliny, położone na wysokości ok. 1000 m n.p.m.
Michael Gsrtein, przewodnik i przedstawiciel lokalnego towarzystwa turystycznego, opowiada nam o jej mieszkańcach: - W pięciu miejscowościach doliny Stubai mieszka łącznie blisko 15 tysięcy osób. Rocznie odwiedza nas około 1,8 miliona turystów. Głównie zimą, choć turystyka letnia w ostatnich latach prężnie się rozwija – przyznaje.
Wracamy do hotelu, gdzie uśmiechnięty kelner pyta nas, skąd jesteśmy. Nim zdążymy odpowiedzieć słyszymy: - Polak, Węgier dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki – nuci z uśmiechem. Jak się okazuje, jest Węgrem z pochodzenia.
Widokowych miejsc w dolinie na pewno nie brakuje, ale następnego ranka ruszamy na jedno z tych topowych. Kolejką gondolową wjeżdżamy do ośrodka Schlick 2000 (jednego z czterech w dolinie), na wysokość 2136 m n.p.m. Zimą narciarze mają do dyspozycji aż 23 stoki. Z kolei latem emocji dostarcza zapierający dech w piersiach szlak panoramiczny prowadzący na platformę StubaiBlick. Po drodze zamontowano ławki o ciekawych kształtach, zaprojektowane przez lokalnych artystów. Zachęcają, by się zatrzymać i zawiesić wzrok na majestatycznym krajobrazie.
Każda z trzech stron kładki wskazuje na różne szczyty. Najbardziej monumentalnym jest König Serles (2717 m n.p.m.). Legenda mówi o złym królu, który ukarany za okrucieństwo wobec słabszych, został zamieniony w skalną piramidę wraz z dwoma synami. Wybitny niemiecki poeta romantyczny Johann Wolfgang von Goethe zachwycony górą nazwał ją Ołtarzem Tyrolu.

Zanim ruszymy na trekking warto wiedzieć, że kolory tutejszych szlaków turystycznych, w przeciwieństwie do naszych, oznaczają poziom trudności. Ze stacji górnej kolejki Kreuzjoch prowadzi kilka tras. Jedną z nich wejdziemy na Hoher Burgstall (2611 m n.p.m.), należący do korony Siedmiu Szczytów w dolinie Stubai. Znajdziecie tu również via ferratę dla doświadczonych - Große Ochsenwand. Myu tymczasem zjeżdżamy do środkowej stacji i schodzimy szlakiem domków na drzewie. Ten jest świetnym wyborem dla rodzin z dziećmi. Po drodze czekają na Was zagadki, wyzwania i trochę wiedzy o okolicznej przyrodzie.
Dwie godziny później zmieniamy łatwy szlak na ośmiokilometrową ścieżkę z niesamowitymi widokami. Zapewnia je między innymi spektakularny most wiszący, zbudowany w okolicy rezerwatu Neustifblick. Gdy podziwiamy widoki na Serles Michael opowiada nam o historii i gospodarce regionu.
- Turystyka alpejska rozwinęła się tu w połowie XIX wieku. W dolinie Stubai znajdowało się wtedy ważne centrum produkcji narzędzi i innych produktów metalowych, a później także wysokiej jakości sprzętu alpinistycznego. To były karabinki, raki, czekany i inne rzeczy. Korzystali z nich wybitni himalaiści, między innymi Reinhold Messner – podkreśla z dumą.
Zatrzymujemy się na tradycyjny tyrolski sznycel, po czym mijając górskie potoki i stare kapliczki wracamy do Neustift.
Pogoda krzyżuje nam nieco plany na trzeci dzień pobytu. Silny wiatr i deszcz wysoko w górach nie pozwalają wybrać się na lodowiec. Ale nic straconego, bo alternatyw jest bardzo dużo. Dziś towarzyszy nam Robert, lokalny przewodnik wysokogórski z 40-letnim doświadczeniem. Z Neustift zmierzamy na pobliskiego Mieders i dalej w górę wąską górską drogą.
Zostawiamy samochód w typowym pasterskim przysiółku, dalej już nie pojedziemy. Przed nami 4 kilometry i prawie 500 metrów przewyższenia z widokiem na lodowiec Stubai i górujące nad nim najwyższe szczyty w dolinie. Sięgają ponad 3400 m n.p.m. Krajobraz nie pozwala nam narzekać. Może i pogoda nie dopisuje, ale i tak jest pięknie.

Zmierzamy do Franz-Senn-Hütte, czyli schroniska Franza Senna, księdza i pioniera stubajskiej turystyki. To jedno z najpiękniej położonych schronisk, jakie widziałem w życiu (2147 m n.p.m.). Znajduje się w górnej części doliny Oberbergtal i otoczone jest przez stubajskie olbrzymy. Bezpośrednie sąsiedztwo potoku Alpeiner Bach powoduje, że wygląda jak zabytkowy młyn. Za schroniskiem w górę doliny rozległe torfowiska dodają temu miejscu unikatowego charakteru. Powstało w 1885 roku i obecnie oferuje 220 miejsc noclegowych. Co ciekawe, jego gospodarzami jest rodzina Fankhauserów. W latach 1975-2006 prowadził je Horst, znany austriacki himalaista i partner wspinaczkowy Messnera. W środku ogrzewamy się herbatą i rozkoszujemy doskonałą szarlotką. Witamy się z Horstem, człowiekiem legendą. Właśnie skończył 80 lat, ale z pewnością na tyle nie wygląda.
Na szlaku nasz przewodnik chętnie opowiada nam o okolicznych górach: - Wędrujemy przez Oberbergtal, największą odnogę doliny Stubai. Jest wyjątkowa dlatego, że nie ma w niej żadnej kolejki ani ośrodka narciarskiego. Turyści przychodzą tu głównie dla szlaków pieszych i wspinaczki – opowiada z przejęciem Rober.
Nad nami wznoszą się kolejne szczyty należące do stubajskiej korony: Rinnenspitze (3000 m n.p.m.), Wilder Freiger (3418 m n.p.m.) i Zuckerhütl (3507 m n.p.m.).
Zmierzamy ku łatwej, ale bardzo ciekawej via ferracie Höllenrachen, czyli Paszczy Piekieł. Nazwa jest może nieco dramatyczna, ale nie jest tak źle, choć dostarcza wielu wrażeń. Poprowadzona 130 metrów nad rwącym górskim potokiem ma trudność B/C, co czyni ją dostępną nawet dla niedoświadczonych osób. Po tej przygodzie lekki deszcz nie będzie nam już przeszkadzał. Entuzjaści via ferrat znajdą w okolicy 16 tras o różnej długości i poziomie trudności oraz wiele ubezpieczonych i nieubezpieczonych dróg wspinaczkowych.
Wracamy do schroniska na obiad. Dla mnie wybór jest prosty - znów sznycel, ale wegetarianie też znajdą coś dla siebie. Robert opowiada o największej atrakcji przyciągającej do doliny Stubai górskich piechurów:
- Wiele osób przyjeżdża tutaj, żeby przejść Sztubajską Trasę Wysokogórską. Franz Senn Hutte to drugie z ośmiu schronisk znajdujących się na szlaku. Całość to dystans 80 kilometrów, a zaczyna się i kończy w Neustift – reklamuje trasę idealną na kilkudniowy trekking.

W lekkim deszczu schodzimy na parking, co zajmuje nam około godziny. Wracając jedziemy jeszcze do Mieders, niewielkiej miejscowości położonej na samym początku doliny. Podziwiamy tu uroczysty spęd bydła, jedną z lokalnych, wciąż żywych tradycji. Każda z krów ma łeb przyozdobiony kwiatami, a na szyi dźwiga ogromny dzwonek. Uroczystości towarzyszy festyn. Można w jego trakcie skosztować lokalnej kuchni, napić się piwa i posłuchać tyrolskiej muzyki. Przypomina to nasze rodzime redyki.

Autem z Krakowa do Innsbrucka jest niemal 950 km. Pokonamy je w około 10 godzin jadąc przez autostradami przez czeskie Brno, omijając Wiedeń od północy i dalej przez okolice Linzu i Salzbruga.
Pociągiem do stolicy Tyrolu dojedziemy przesiadając się w Wiedniu. Z Krakowa do Wiednia kursuje 5 połączeń dziennie. Czas przejazdu między 5,5 a 8 godz. Cena biletu normalnego to około 170 zł. Z Wiednia do Innsbrucka kilkanaście kursów dziennie. Czas przejazdu to około 4 godziny i 15 minut. Cena 380-400 zł. Do Innsbrucku można również dolecieć samolotem z przesiadką w Monachium oraz autobusami dalekobieżnymi (np. z przesiadką w Pradze, cena biletu ok. 360 zł w jedną stronę).
Z Innsbrucka dostaniemy się do doliny Stubai bezpłatnie, korzystając z kolejki lub autobusu. Wystarczy zarejestrować voucher na stronie www.stubai.at. Przebywając w dolinie, w zależności od wybranego noclegu, możemy otrzymać karty Stubai Super Card albo Stubai Guest Card. Obie upoważniają turystę do zniżek na wybrane usługi i atrakcje. Szczegóły na stronie www.stubai.at.
Bardzo bogata prywatna baza noclegowa. W sezonie letnim za noc zapłacimy od 150 zł za osobę do 1200 zł za osobę w zależności od standardu obiektu i wielkości pokoju.
W Dolinie Stubai znajduje się osiem głównych schronisk górskich i kilkadziesiąt mniejszych obiektów. Pełną listę znajdziesz na stronie www.stubai.at.
Poza sezonem zimowym tygodniowy pobyt w Alpach Sztubajskich może zamknąć się w kwocie ok. 3 tys. zł.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze