Cena – od niej niemal każdy z nas rozpoczyna planowanie wyjazdu, nie tylko górskiego. Oczywiście na początku zawsze jest wymarzony cel podróży, ale co nam po Himalajach w Nepalu, Wielkim Kanionie w USA, Kilimandżaro w Afryce, czy nawet europejskich Alpach, gdy nas na to nie stać. Dlatego koszty są tak ważne dla wszystkich turystów i turystek. Analizujemy kwatery, kalkulujemy wyżywienie i transport, by tylko zmieścić się w swoim budżecie.
Są jednak takie momenty, gdy cena nie może decydować o naszych planach. I bynajmniej nie mamy na myśli słynnych paragonów grozy z popularnych lokali w znanych kurortach. Chodzi nam o podstawową sprawę, jaką jest nasze bezpieczeństwo.
Na początku kwietnia 2026 roku w sądzie w Sosnowcu zapadł przełomowy w Polsce wyrok skazujący prawomocnie jednego z organizatorów wyjazdów alpejskich na Mont Blanc. W czerwcu 2018 roku podczas takiego wyjazdu zginęła 40-letnia Aneta. Na wysokości ok. 3100 m n.p.m., na stromym odcinku trasy, kobieta osunęła się 200 metrów niżej na skalny blok. Organizator nie miał uprawnień przewodnika, w tak trudny teren zabrał ze sobą aż 13 osób.
O różnych aspektach tej sprawy pisze w tym numerze „Na Szczycie” Bogusław Kowalski, instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, który od dwóch dekad tropi tzw. czarne przewodnictwo. A my ze swej strony chcemy po raz kolejny wstrząsnąć Wami bez żadnej taryfy ulgowej, bo grzeczne apele o rozsądek nie mają już sensu.
Kochane i Kochani, wybierając przewodnika górskiego, czy to w Tatrach czy to w Alpach albo w górach jeszcze wyższych, jak np. Andy czy Himalaje – nie kierujcie się niską ceną, tylko doświadczeniem organizatorów. Jeśli nie są to wykwalifikowani przewodnicy z uprawnieniami, nie bierzcie ich pod uwagę.
Nie podejmujcie decyzji na kilka dni przed wyjazdem, tylko w spokoju czytajcie umowy. Jeśli tylko znajdziecie zapis, że to wyprawa „partnerska”, „przyjacielska” albo „klubowa” – choć dany klub w ogóle nie istnieje – niech zapali się Wam czerwona lampka i wyrzućcie taką ofertę do kosza.
W sprawach bezpieczeństwa nie ma taryfy ulgowej. Jeśli nawet pojedziecie np. z grupą do Chamonix, a na miejscu zamiast przewodnika, organizator pokaże Wam drogę i powie: jak spotka nas strażnik, to mówcie, że jesteśmy grupą przyjaciół – nie idźcie z nim w góry, tylko zostańcie na dole.
Lepiej stracić wpłacone 10-15 tys. zł niż zdrowie, a może nawet życie.
Bądźcie czujni! I wszystkim Wam życzymy bezpiecznych górskich wędrówek, zarówno po Beskidach, jak i po Alpach albo Himalajach.
Tekst ukazał się w wydaniu nr 3/2026
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze